Strona główna » Szybieniecki: Mogę być hejterem! Jedyny plus po meczach kadry

Szybieniecki: Mogę być hejterem! Jedyny plus po meczach kadry

0 komentarzy
Żadnego pozytywu – to przykry bilans lutowych meczów reprezentacji. In plus nie zaskoczył żaden z graczy drugiego planu. Nie udało się odbudować Aleksandra Balcerowskiego, a i Luke Petrasek nic nie wniósł do tej drużyny. Doszły w zasadzie same zmartwienia. 

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>

Przed lutowym, reprezentacyjnym okienkiem, mając na uwadze zerową stawkę meczów z Litwą i Macedonią Północną, wypisałem sobie listę moich oczekiwań – takie „co chciałbym zobaczyć”. Wyniki spotkań nie miały znaczenia, więc chciałem się choć o coś oprzeć podczas podsumowywania tego zgrupowania. Nie zaskoczę pewnie nikogo, że w każdym punkcie wyszedł mi finalnie minus, ale – po kolei. 

Nowość w kadrze, atletyczna strech four – minus

Naprawdę byłem pozytywnie nastawiony do obecności Luke’a Petraska w kadrze. Nie mieliśmy jeszcze takiego gracza, o takim profilu w reprezentacji. Wysoki, atletyczny podkoszowy, bardzo dobrze rzucający za trzy punkty – stretch four do nowoczesnego basketu jak się patrzy. Taki Aaron Cel, ale do tego grający nad obręczą. No i właśnie z uwagi na to, jak kadra dobrze wyglądała z Celem jeszcze półtora roku temu, po cichu sądziłem, że Petrasek wpasuje się idealnie.

Nie wyszło – 4 punkty w dwóch meczach, 0/6 za 3. 

Odbudowanie Balcerowskiego – minus

2/10 w meczu z Macedonią i sromotnie przegrany match up z Ethanem Happem – oczekiwania były zupełnie inne. Można było się spodziewać, że Balcerowski jest bez formy, w końcu w Panathinakoisie praktycznie nie gra. Zgrupowanie reprezentacji miało być jednak szansą, by mógł poczuć na nowo radość, poczuć koszykówkę, zrzucić z siebie rdzę.

Aleksander chyba jednak chciał to zrobić aż za bardzo, bo grał bardzo na siłę, bardzo niecierpliwie. Bez jego dobrej formy dalsze sukcesy KoszKadry wydają się być niemożliwe. 

Inne kreator niż Mateusz Ponitka – minus 

W meczu z Litwą reprezentacja rozdała 13 asyst, z czego 6 było autorstwa Mateusza Ponitki. W spotkaniu z Macedonią, choć punktów zdobyliśmy więcej, to asyst mieliśmy jeszcze mniej – zaledwie 12. Żaden z naszych obwodowych nie znalazł wspólnego języka z Balcerowskim, który praktycznie dostawał piłkę tylko na obwodzie. Liczyłem (także przed meczem z Macednią, więcej TUTAJ>>), że wokół pick and rolla z Olkiem da się zbudować dobry atak kadry.

Niestety, gracze zastępujący Ponitkę w roli kreatora gry podczas meczu z Macedonią mocno zawiedli. 

Tworzenie zadaniowców – minus

Nasza kadra liderami stoi – o czym więcej napisałem TUTAJ>>. Jeśli więc nie mamy graczy, którzy pod nieobecność gwiazd potrafiliby je zastąpić, to chociaż zbudujmy w tej kadrze kilku graczy zadaniowych, którzy wokół Ponitki, Sokołowskiego i Balcerowskiego mogliby efektywnie funkcjonować.

Przez chwilę wydawało się, że Przemysław Żołnierewicz może być kimś takim, ale jego notowania ostatnio mocno spadły. Puenta? W meczu z Litwą, kwartet Michalak-Sokołowski-Ponitka-Balcerowski zdobył 60 z 64 punktów drużyny. 

Jest plus, jedyny! 

Cztery powyższe rzeczy wypisałem sobie przed meczami. Nie chciałbym jednak tworzyć podsumowania okienka bez żadnego plusu, więc jakiś zdecydowałem się po tej nieszczęsnej Macedonii dorobić. 

Kadra wypadła tak fatalnie, że wiara w nią w gronie polskich kibiców spadła zapewne o kilka pięter w dół. Są więc podwaliny pod mityczną walkę z hejterami i udowodnienie całemu światu, że to był tylko wypadek przy pracy. Trener Igor Milicić dość często stosuje taką retorykę, że nikt w jego zespół nie wierzył, że każdy krytykował itd., a jednak się (u)dało. Tak zwany syndrom oblężonej twierdzy. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć wywiad Olka Balcerowskiego i jego „j*bać hejterów” w sierpniu ubiegłego roku.  

Jeśli złość na świat zewnętrzny i głosy krytyki ma przynieść znaczącą poprawę gry tee drużyny, to mogę być tym hejterem. Być może rzeczywiście jest tak, że zrobiło się zbyt komfortowo i kolorowo, że potrzebny był zimny kubeł wody, że potrzebna była sportowa złość, ale także chęć rozprawienia się internetowymi krytykami?

Jeśli na takiej bazie łatwiej zbudować wygrywający zespół w najważniejszych meczach, jeśli potrzebny był powrót kadrowiczów na ziemię, to dobrze, że wydarzył się właśnie teraz – cztery miesiące przed turniejem kwalifikacji olimpijskich w Walencji. 

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>