Strona główna » Zielonogórski bal na Titanicu – teraz taniec z policją
PLK

Zielonogórski bal na Titanicu – teraz taniec z policją

0 komentarzy
Zastal pod okiem Olivera Vidina gra fantastycznie i jest bliski awansu do play-off. Ale jego perspektyw to znacząco nie zmienia. Wyglądają fatalnie. Klubem Janusza Jasińskiego interesuje się już nie tylko komornik, ale także policja.

BETCRIS PROPONUJE TRZY FREEBETY ZA TRZY KUPONY – SPRAWDŹ JUŻ TERAZ!

Pięciokrotny zdobywca tytułu mistrza Polski (2013, 2015–2017 i 2020), trzykrotny triumfator Pucharu Polski (2015, 2017 i 2021) i trzykrotny zwycięzca Superpucharu Polski (2015, 2020 i 2021). Dwukrotny uczestnik rozgrywek Euroligi (2014 i 2016) i ćwierćfinalista Eurocupu (2016).

Powyższy cytat z Wikipedii może niebawem nie mieć żadnego znaczenia.

– Będę mocno zdziwiony, jeśli Zastal w kolejnym sezonie zagra w PLK – przekonywał kilka tygodni jeden z jego wieloletnich pracowników, który opuścił klub jak wielu mu podobnych – czując jednocześnie sympatię do mającego ujmujący styl bycia właściciela Janusza Jasińskiego i jednocześnie jeszcze większy żal do niego za to, jak został potraktowany pod względem rozliczeń finansowych.

„Nikt ci nie da tyle, ile Janusz Jasiński obieca”

Skazywany na walkę o utrzymanie Zastal zajmuje obecnie szóste miejsce w tabeli PLK i – pod względem sportowym – bliżej mu do drużyn, które niebawem stoczą walkę o medale niż do tych, które drżą o ligowy byt. Ale to wciąż sport zawodowy. Bez odpowiednich pieniędzy nie sposób w nim funkcjonować, wbrew zapewnieniom trenera Olivera Vidina, który jak sam przyznaje, czuje się też sponsorem Zastalu. Tymczasem finansowa pętla spleciona z kolejnych ponagleń wierzycieli, zaciska się na klubowym koncie klubu z Zielonej Góry coraz mocniej.

– Nie gramy za pieniądze, ale mamy zajebistą atmosferę – zapewniał w styczniu Vidin po zwycięstwie z Anwilem Włocławek, wprawiając absolutną szczerością w osłupienie wiele osób.

Zajebista atmosfera poniosła zespół naprawdę wysoko. Zastal Vidina wygrał osiem z ostatnich 10 meczów. Nikt w PLK nie spisywał się w tym czasie lepiej. Serbskiego trenera niektórzy traktują jak cudotwórcę. Faktycznie – dwa ostatnie mecze zielonogórzanie wygrali bez swoich dwóch najlepszych zawodników. Jeśli wierzyć informacjom z klubu, Przemysława Żołnierewicza i Alena Hadzibegovicia zmogły choroby.

O tym, że Zastal nie płaci na czas albo wcale narosły w ostatnich latach legendy. Hasło „nikt ci nie da tyle, ile Janusz Jasiński obieca” na trwałe wpisało się do (niechlubnej) historii PLK. Postronne osoby może wciąż śmieszyć, ale coraz więcej jest tych, które mierzi. Trudno się dziwić: – z każdym sezonem grono osób, którym Zastal jest winny pieniądze po prostu rośnie. Jedynie w tym sezonie publicznie o zaległościach klubu z Zielonej Góry opowiadali publicznie:

Łukasz Koszarek, legenda Zastalu, a niebawem także prezes PLK

Żan Tabak, legenda Zastalu, trener Trefla Sopot

Andrzej Mazurczak, były koszykarz Zastalu, obecnie lider Kinga Szczecin.

Listę można spokojnie wydłużyć o byłych tzw. cywilnych pracowników klubu, którzy też coraz głośniej domagają się należności.

Wyroki i wnioski o wszczęcie egzekucji – gdy komornik pisze do sponsora

Ostatnie tygodnie i zwycięstwa w żadnym stopniu nie poprawiły sytuacji, w której znajduje się Zastal. Wierzyciele wciąż upominają się o pieniądze. Niektórzy, mając już wyroki i wnioski o wszczęcie egzekucji, oddają sprawę w ręce specjalistów. Komornik zgłaszający się do sponsorów z informacją, by ci zamiast do klubu kolejną transzę pieniędzy przelali na jego konto? Jak twierdzą osoby dobrze zorientowane w zielonogórskiej koszykówce do takiej sytuacji już w Zastalu doszło.

Jej efektem mógł być wpis właściciela Zastalu na jednym z portali społecznościowych kilka dni temu:

Janusz Jasiński mówi wprost, że prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki dla niego „nie jest osobą publicznego zaufania„, więc Zastal już nawet nie startuje w konkursach o dofinansowania od miasta, nazywając je „szopkami„. Konflikt między właścicielem klubu a prezydentem miasta nie jest od kilku lat żadną tajemnicą. I nie pomaga w wyjściu klubu na finansową prostą.

Co jeszcze wydarzyło się w ostatnich tygodniach w Zastalu? Przemysław Żołnierewicz, który niedawno zadebiutował w reprezentacji Polski i był kuszony przez inne kluby, m.in. Kinga Szczecin, ostatecznie nie otrzymał od szefa klubu zgody na odejście, choć jego dość wysoki kontrakt – o wartości ok. 400 tys. zł za ten sezon – mocno obciąża budżet.

Zawiadom policję o możliwości popełnienia przestępstwa

Ewidentnie Zastal musi należności wynikające z umowy z Żołnierewiczem wypłacać z opóźnieniem nieprzekraczającym zapisów kontraktu. Nie jest to jednak w przypadku wszystkich zawodników klubu normą. Gdy agent jednego z nich, dzień po upływie przewidzianego zapisami umowy terminu (czyli 14 dni od dostarczenia wezwania do zapłaty) wysłał do Zastalu pismo o jednostronnym zerwaniu kontraktu z winy klubu – otrzymał nagle potwierdzenie wykonania przelewu z datą z dnia poprzedniego.

Zastanowiło go to na tyle mocno, że postanowił sprawdzić wiarygodność dokumentu w banku, z którego przelew miał zostać wysłany. Po prośbie o weryfikację otrzymał następujący komunikat:

Z naszych informacji wynika, że sprawa już kilka tygodni temu trafiła do organów ścigania.

– W środowisku koszykarskim krążą legendy o przelewach wysyłanych przez Janusza Jasińskiego w trakcie weekendu – to ponoć w ostatnich latach był termin, w którym najczęściej, jak przynajmniej zapewniał, wysyłał należności. Bo jeśli twierdził, że wysłał pieniądze w sobotę, to przynajmniej w niedzielę nikt nie mógł mu zarzucić kłamstwa – dworuje sobie jedna z prominentnych osób polskiej koszykówki, która akurat nigdy nie pracowała w Zastalu.

Wzruszająca historia o kopciuszku kontra i wiele mówiący cytat

Największy paradoks związany z obecną sytuacją klubu z Zielonej Góry? Jeśli Zastal zgłosi się do występów w kolejnym sezonie PLK, jego wniosek może rozpatrywać m.in. jeden z jego wierzycieli. W końcu wspomniany wcześniej Łukasz Koszarek po tym sezonie kończy karierę i od razu z boiska przeniesie się do gabinetu prezesa PLK.

– Żaden sukces sportowy nie powinien przysłaniać prawdziwego obrazu – klubu upadłego, który nie powinien otrzymać licencji uprawniającej do gry w obecnych rozgrywkach – pisał jeszcze w styczniu na naszych łamach Piotr Karolak. –Większe firmy w polskiej koszykówce, mając problemy finansowe, padały. Wycofywały się do lig niższych, by po chwili szoku się otrząsnąć, zakasać rękawy i wrócić do PLK. Przykładów szukać daleko nie trzeba. Wystarczy spojrzeć na szczyt tabeli PLK – i Śląsk, i Stal przeszły taką drogę – dodawał były reprezentant Polski.

Trudno mieć większe wątpliwości, że zielonogórska koszykówka na poziomie PLK, nawet po upadku obecnego Zastalu, prędzej czy później się odbuduje.

– Może to być realne nawet szybciej niż się to większości wydaje. Bo co, jeśli na przykład w obecnej sytuacji taki Koszarek, sam nie mogąc się doczekać na zaległe pieniądze, mimo wieloletniej zażyłości z Januszem Jasińskim znajduje się już w lepszych relacjach z tym drugim Januszem – Kubickim? – zastanawia się jeden z ligowych działaczy.

Póki co jednak bal na zielonogórskim Titanicu trwa w najlepsze. Zastal pod kątem sportowym pisze na naszych oczach naprawdę piękną historię o Kopciuszku, który nagle trafia na salony. Jeśli Żołnierewicz i Hadzibegović wrócą do gry – sen o potędze może jeszcze chwilę potrwać.

– Ale nie przesadzajmy też z podkreślaniem mizernych możliwości finansowych Zastalu. OK, oni mogą nie płacić w terminie, ale składu wcale nie zbudowali takiego oszczędnościowego, jak wielu uważa. Na same pensje zawodników – przynajmniej zgodnie z umowami – mają wydać w tym sezonie ok. 2,2 mln złotych. To wcale nie są tak małe pieniądze – przypomina jeden z trenerów.

Najlepszym podsumowaniem Zastalu AD 2023 są tak naprawdę słowa Andrzeja Mazurczaka z wywiadu, którego udzielił nam kilka tygodni temu. Przypomnijmy: mówimy o jednym z głównych kandydatów do zdobycia w tym sezonie nagrody MVP.

BETCRIS PROPONUJE TRZY FREEBETY ZA TRZY KUPONY – SPRAWDŹ JUŻ TERAZ!