Strona główna » Chavaughn Lewis: Legia to dla mnie dobry match-up. Nie wychodzę przed szereg, ale chcę dać Zastalowi złoto

Chavaughn Lewis: Legia to dla mnie dobry match-up. Nie wychodzę przed szereg, ale chcę dać Zastalowi złoto

0 komentarzy
– Nasza ostatnia akcja to już była bardziej improwizacja. Nie wyszła nam pierwsza opcja, więc krzyknąłem do Andrzeja, a on mi po prostu zaufał. Nie było możliwości, że nie zdołam nawet oddać rzutu na zwycięstwo – mówi o swojej akcji decydującej o wygranej Zastalu 77:74 w pierwszym finale playoff Chavaughn Lewis.

Krzysztof Radziwanowski: Znowu wygrywaliście kluczowy mecz playoff w ostatnich sekundach. Już do tego przywykliście, jak pierwsze wrażenia?

Chavaughn Lewis: Fantastyczne! Oczywiście, od razu świętowaliśmy trochę z naszymi kibicami, ale nie mogliśmy przesadzać. Pamiętamy, że przed nami jeszcze sporo grania. Po to tu przyjechałem. Wiem że ci ludzie, to miasto, dawno nie byli w takim miejscu, Chcę ich zaprowadzić aż do samego końca, po złoto. Jestem tu po to, bym pomagać wszystkim dookoła. A teraz? Po prostu cieszę, że udało nam się znowu godnie reprezentować klub.

Jesteś już w 100 procentach zdrowy? Patrząc na końcówkę meczu i te dewa trafienia na wagę zwycięstwa – ciężko mieć jakieś wątpliwości…

Tak, zdecydowanie, nic mi nie dolega. Jeśli bym nie był zdrowy, zwyczajnie nie byłoby mnie na boisku. Mamy naprawdę dobry skład i są tu ludzie, którzy mogliby zagrać w moje miejsce, więc przed każdym wejściem na boisko muszę być pewny siebie i w pełni sił. Dziękuje Bogu, że urazy, które mi doskwierały minęły stosunkowo szybko. Mam nadzieję, że długo nie wrócą.

Swoimi trafieniami zadecydowałeś o losach meczu w końcówce, ale znowu spędziłeś na boisku niewiele ponad 20 minut. Ma to dla ciebie jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Hmm, sam nie wiem… To nie jest łatwe.

Ale tak jak mówiłem – jestem tu przede wszystkim po to, by pomagać, więc staram się o tym nie myśleć. Chyba już trochę przyzwyczaiłem się do tych 20 minut na mecz.

Żaden z graczy Zastalu nie rzucił w pierwszym meczu finału więcej niż 15 punktów. Chcecie potrwiedzić sportową regułę, że to drużyny wygrywają mistrzostwa, a nie pojedyncze indywidualności?

Dokładnie tak! A wracając jeszcze do moich minut – wiele razy grałem nawet po 10 czy 15 minut na mecz i wtedy moi koledzy też potrafili wygrywać. Jesteśmy razem, walczymy, a ja w roli jaką dostałem od trenera staram się nie przeszkadzać, nie za bardzo wychodzić przed szereg.

Dzisiaj właściwie przez zdecydowaną większość meczu przegrywaliście. Kilka razy musieliście odrabiać po kilka punktów straty. Jak to możliwe, że za każdym razem zdołaliście się utrzymywać w tym meczu?

To dobre pytanie. Oczywiście wszystko to też trochę przypadek, ale w naszym przypadku kluczowa jest konsekwencja. Mamy stosunkowo młody skład i za każdym razem powtarzam chłopakom że nie ma czasu na wahania formy i nastroju. Najważniejszy jest stały poziom energii. I koncentracja!

Ostatnie dwie akcje kończyłeś sam. Właśnie tak rozrysował je trener czy to też była kwestia przypadku?

Pierwsza akcja – tak. Trener chciał żebym dostał piłkę i spróbował zaatakować samemu. Druga to już była bardziej improwizacja. Nie wyszła nam pierwsza opcja, więc krzyknąłem do Andrzeja, a on mi po prostu zaufał. Nie było możliwości, że nie zdołam nawet oddać rzutu na zwycięstwo.

Co jest dla was kluczowe w meczach z Legią? Gdzie szukacie swoich przewag?

Dla mnie to świetny match-up. To będzie fajna, ciekawa seria. Na grę Legii mamy mały wpływ, więc najważniejsze jest nie ulegać emocjom i cały czas wierzyć w siebie. To będzie kluczowe zawsze, niezależnie od tego z kim akurat gramy. Wielu graczy powiedziałoby o szybkich atakach i takich rzeczach, ale to detale. One wynikają z żelaznej konsekwencji.

Dziś bardzo często podwajaliście Plutę, za to Jayvon Graves rzucił aż 28 punktów i cały czas brał akcje na siebie. To właśnie wasze założenia taktyczne?

Oni też są mocni, mają wielu zawodników, którzy mogą wziąć grę na siebie. W następnym meczu Graves może zagrać gorzej i nie trafić tych samych rzutów. Z drugiej strony wtedy może pojawić się jeszcze ktoś inny. Ale tak, nasz plan przeciwko Plucie działał dziś bardzo dobrze.

Ostatnio na Bemowie przegraliście bardzo wyraźnie. Dziś, obejmując prowadzenie 1:0 w finale znaleźliście się w zupełnie innym miejscu. Co zmieniło się w ciągu ostatnich tygodni?

Wszystko, jesteśmy kompletnie inną drużyną. Tak po prostu w sporcie bywa. Możesz grać kiepsko cały sezon, ale w pewnym momencie drużyna po prostu zaczyna klikać, dobrze funkcjonować i już. Moim zdaniem nasz punkt przełomowy był przed play-inami, pod koniec sezonu zasadniczego. Teraz tylko nie wolno nam się już zatrzymać.