LeBron, Curry, Giannis i Sochan na żywo! Leć na mecze NBA do Los Angeles i San Antonio >>
Dziki Warszawa to beniaminek, tak tylko przypominam, bo może to wypaść z głowy po zerknięciu na tabele. Zespół prowadzony przez trenera Krzysztofa Szablowskiego ma bilans 10-8 i znajduje się w tym wielkim peletonie, który ściga play offy (10 zespołów ma 7, 8 lub 9 porażek). Dziki znacząco zwiększyły swoje szanse na awans do najlepszej ósemki – w ostatnich tygodniach pokonały kolejno Arged BM Stal Ostrów Wlkp., Legię Warszawa i w ostatni czwartek Arriva Polski Cukier Toruń.
Warszawianie wyglądają bardzo dobrze w defensywie – w końcu gra po tej stronie parkietu to znak firmowy trenera Szablowskiego. Ofensywę Dzików z kolei ciągną Amerykanie, z których ostatnio wyłonił się zdecydowany lider, czyli Dominic Green. 27-latek w ostatnich pięciu spotkaniach zdobywał średnio 25 punktów, a w całym sezonie jego średnie to 18,9 punktu (46,3% z gry) i 4,2 zbiórki.
Amerykanin, który w swojej karierze grał na Słowacji, w drugiej lidze niemieckiej, a ostatnio w Austrii, przed sezonem niekoniecznie wyglądał jak materiał na gwiazdę ligi i lidera drużyny bijącej się o play offy. W Warszawie jednak rozwinął się znakomicie – korzysta ze swojego dobrego rzutu, ale przede wszystkim z przewagi centymetrów i zasięgu. Jak na pozycje obwodową jest wysoki, długi, a przy tym dobrze skoordynowany, co sprawia, że naprawdę ciężko go zablokować.
Rola lidera przyszła naturalnie – wraz z kolejnymi meczami zbudował zaufanie w zespole, u trenera i wśród kolegów z drużyny. Teraz jak na zegarze jest już tylko 7-8 sekund i trzeba coś w ataku zaimprowizować, piłka ląduje przeważnie w rękach Greena. Amerykanin potrafi zatrzymać się po koźle i oddać celny rzut z półdystansu, potrafi także dostać się do obręczy i tam wymusić faul.
Forma Greena to pozytywne zaskoczenia – oczekiwania wobec gracza po lidze austriackiej nie były przecież na poziomie gwiazdy ligi. On jednak tą gwiazdą się stał i ostatnie mecze, kiedy już wiadomo, że to on jest pierwszą opcją drużyny, pokazują, że jest na to gotowy.
Przed sezonem bardziej można było się spodziewać, że w takiej roli będzie występował Matt Coleman, który w swojej karierze grał w Grecji czy Turcji (a więc w dużo mocniejszych ligach). Do tego pod względem finansowym jego kontrakt jest jak na beniaminka PLK spory, pewnie największy w drużynie.
Dziki generalnie świetnie trafiły z transferami zagranicznymi. Pozyskanie z drugiej ligi litewskiej, a więc umówmy się, z ligi przez nikogo nieobserwowanej i nieszczególnie szanowanej, Ajare Sanniego także wygląda jak znakomity ruch (i świetna praca skautingowa). Green za to po tym sezonie na pewno będzie mógł przebierać w ofertach.
Dziki zyskują reputacje organizacji pomagającej w rozwoju i to zaprocentuje w przyszłości. Teraz jednak do ugrania jest awans do play off, do którego bardzo się warszawianie ostatnimi zwycięstwami zbliżyli.
LeBron, Curry, Giannis i Sochan na żywo! Leć na mecze NBA do Los Angeles i San Antonio >>