Górnik Zamek Książ Wałbrzych – Legia Warszawa 72:79
Legia zwyciężyła, choć zagrała bez Keifera Sykesa i ponad 30 minut na parkiecie spędził Andrzej Pluta junior. Pisałem już, że lubię spokój trenera Heiko Rannuli? Mogę to tylko potwierdzić. Podobała mi się też rotacja Estończyka w tym meczu. Pewnie trochę wymuszona brakiem Sykesa, ale siódmy gracz zespołu, Dominik Grudziński, spędził na boisku niespełna 15 minut. Zapach playoff!
Górnik? Już jakiś czas temu wyszło szydło z worka, że tercet Toddrick Gotcher – Ike Smith – Alterique Gilbert to jednak nie są zawodnicy wielkiego formatu, takiego wystającego poza poziom PLK. W drugiej rundzie sezonu zostali ewidentnie rozszyfrowani przez rywali. Gotcher i Smith w meczu z Legią trafili 5 z 25 rzutów z gry. Tak wygrywać się nie da. Rywale wiedzą, że Smith trafia w całym sezonie trójki na poziomie 25 procent, a Gotcher woli bazować na rzucie niż na akcjach po koźle.
Zamiast przejmować się ostatnimi porażkami, wszyscy w Wałbrzychu powinni być wciąż szczęśliwi, że Gotcher trafił po koźle najważniejszy rzut finału turnieju o Puchar Polski. W ostatnich sześciu przegranych od tamtego czasu meczach ligowych Górnika miał skuteczność z gry na poziomie niespełna 22 procent – to już 15/69… Boli.
Jeszcze jedno zdanie o Legii – Kameron McGusty to nie tylko najczystszej próby cichy morderca w PLK. To także – jak dla mnie, na chwilę obecną – MVP sezonu zasadniczego, szczególnie jeśli ze względu na małą liczbę rozegranych meczów nagrody tej nie można dać Jovanowi Novakowi.
Trefl Sopot – Orlen Zastal Zielona Góra 88:70
Była kiedyś taka polska komedia… Przypomniała mi się, gdy Żan Tabak stanowczo odmawiał odpowiedzi na pytania o powody odsunięcia od składu Jarosława Zyskowskiego juniora.
Różnica? Niewielka. Mniej więcej taka, jak zachowanie Tomasza Kwiatkowskiego. Dyrektor sportowy Trefla prowadził konferencję prasową po meczu Trefla i w pewnym momencie starał się lekko łagodzić agresywno-wyśmiewający ton chorwackiego szkoleniowca stosowany w stosunku do dziennikarzy.
Tabak to właściwie ciekawy przypadek. Gdy Trefl grał słabo, on dość cierpliwie odpowiadał na pytania przedstawicieli mediów. Sam rozkładał bezradnie ręce, mówiąc dość potulnie, że nie wie skąd bierze się słabsza gra jego drużyny. Gdy drużyna gra ostatnio dobrze i jest już niemal pewna, że do playoff ruszy z drugiego miejsc – nagle postanowił ruszyć do tego kuriozalnego, frontalnego ataku.
Pragnę mu tylko przypomnieć, że porównywanie absencji Zyskowskiego w meczu z Zastalem z faktem, że nie zagrali w nim także Igor Wadowski i Wiktor Jaszczerski jest robieniem z ludzi idiotów. Słabe to po prostu, tyle.
Tabak ma oczywiście prawo robić co chce, choćby odstawić Zyskowskiego od gry – ale nie sądzę, by ta była decyzja była ostateczna. Marcus Weathers i Darious Moten, którzy grają na pozycji reprezentanta Polski, to fajni koszykarze, ale żaden z nich nie jest pewnym strzelcem. Nie wierzę, by Tabak przygotowując zespół do playoff zakładał grę z duetem Groselle/Witliński na środku i takim duetem niskich skrzydłowych. Zyzio jeszcze wróci do jego łask!
O Zastalu najlepiej będzie po tym meczu milczeć. Można przypominać tylko casus Szymona Wójcika – i pokazując go młodszym koszykarzom jako przykład – że czasami lepiej jest być rekinem w stawie, niż płotką w oceanie.
MKS Dąbrowa Górnicza – Energa Icon Sea Czarni Słupsk 91:90
Fantastyczny popis Raymonda Cowels w ciągu tych 67 sekund! 3 trójki Amerykanina z końcówki tego meczu mogą być w Dąbrowie Górniczej wspominane latami, jeśli MKS dzięki nim utrzyma się w PLK. Póki co dzięki przedłużył na to szanse.
Tak naprawdę miałem jednak po tym meczu przemożne wrażenie, że to bardziej Czarni przegrali niż MKS wygrał. Zabrakło zimnej głowy ekipie ze Słupska. Nie po raz pierwszy w końcówce zaciętego spotkania w tym sezonie. Trochę to dziwne, bo trener Roberts Stelmahers i jako gracz, i jako trener dał się z niej wiele razy poznać, a duet Alex Stein – Loren Jackson to naprawdę solidna dawka talentu, by móc panować nad grą w decydujących momentach.
Czy MKS będzie dla mnie faworytem meczu ze Spójnią w Stargardzie? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Ten mecz faworyta miał nie będzie.
Tauron GTK Gliwice – Arriva Twarde Pierniki Toruń 64:111
Uprzedzając kolejne pytanie: nie potrafię też wskazać drużyny, która po tym sezonie opuści PLK. Jestem w stanie sobie w tej roli wyobrazić każdą z pięciu zamykających obecnie tabelę. Pewne dla mnie w tej kwestii są tylko dwie sprawy:
– w najgorszej sytuacji jest wciąż MKS, bo jeśli nie wygra w Stargardzie wciąż będzie tracił punkt lub dwa do większości rywali
– najgorszą drużyną PLK ostatnich 2-3 miesięcy jest GTK, a chwilowy dopływ kroplówki – który dał dwa zwycięstwa – w postaci Michaela Oguine to wciąż może być za mało do zapewnienia sobie ligowego bytu
Gdy walczysz o utrzymanie, grasz co chwila mecze o „być albo nie być”. Jeśli tracisz w takich momentach na własnym parkiecie 111 punktów – świadczy to o tobie źle. Jeśli przegrywasz właściwie bez walki różnicą 47 punktów – świadczy to o obie fatalnie. Przecież to nie było tak, że koszykarze z Torunia – z genialnym i z każdą kolejką coraz lepszym – Viktorem Gaddeforsem trafiali rzuty za 3 przez ręce. Rzucali sobie najczęściej z czystych pozycji, zupełnie jakby byli na treningu. Na treningu 6/10 za 3 bez obrońcy do takie minimum przyzwoitości dla zawodowego koszykarza. Goście trafili 18 z 31 trójek. 58 proc.
Boris Balibera na pewno wiele dałby, aby sezon zakończył się w tym momencie. Nie postawiłbym wielkich pieniędzy na to, że jego GTK wygra jeszcze choć raz w tym sezonie.
Wniosek? MKS do utrzymania może wystarczyć jedno zwycięstwo.
PGE Start Lublin – Dziki Warszawa 86:69
Dziwne Dziki zajechały do Lublina – jakby pozbawione kłów, bardzo nietypowy mecz w wykonaniu ekipy Krzysztofa Szablowskiego.
Ale może po prostu gra się tak, jak przeciwnik pozwala? Start mógł w świąteczną sobotę rozegrać najlepszy mecz w defensywie w sezonie. Pamiętajcie jak ostatnio narzekałem, że CJ Williams nie wywiązuje się należycie z potencjalnej roli mentalnego lidera zespołu? Tym razem Amerykanin grał świetnie. Znacząco ograniczył poczynania Janariego Joesaara, dając kolegom z zespołu sygnał do ataku… w obronie właśnie.
Williams to doświadczony koszykarz. Doświadczeni amerykańscy koszykarze wiedzą, że prawdziwa gra rozpoczyna się w playoff. Faza finałowa się zbliża wielkimi krokami. Może i Williams wejdzie za chwilę na inny poziom zaangażowania i odciśnie jeszcze piętno na zespole z Lublina?
Od początku sezonu powtarzam, że Start ma w składzie tak wiele talentu ofensywnego, że o zdobycze punktowe nie musi się martwić. Większą mocą w ataku dysponują w PLK chyba tylko Anwil i Trefl. Nie powiem, że z taką grą jak w sobotę w obronie Start w serii playoff może ograć każdego ligowego rywala, to byłaby przesada. Ale w pojedynczym meczu – może ograć na pewno każdego!
King Szczecin – PGE Spójnia Stargard 73:81
– Czy mecz przeciwko swojemu byłemu klubowi traktuje pan inaczej niż pozostałe?
– Nie, to tylko kolejne spotkanie, w którym można zdobyć dwa punkty.
Ile razy słyszeliście ten jałowy dialog między dziennikarzem a koszykarzem? Nie zdradzę żadnej wielkiej tajemnicy: to zazwyczaj to tylko zasłona dymna. Albo mówiąc wprost: ściema. Będąc sportowcem i grając przeciwko swojej byłej drużynie zawsze chcesz wypaść dobrze. Będąc sportowcem i grając przeciwko swojej byłej drużynie, z którą nie rozstałeś się w najlepszych okolicznościach – jak Kacper Borowski z Kingiem – chcesz wypaść bardzo dobrze.
„Boro” nieprzypadkowo dwa najlepsze mecze w tym sezonie rozegrał przeciwko Kingowi. W spotkaniach przeciwko swojej macierzystej drużynie ze Słupska też zresztą wypadał lepiej niż w pozostałych!
Dla Spójni to dwa bezcenne punkty, które nagle stawiają ją w całkiem komfortowej sytuacji. Wystarczy, że ekipa Krzysztofa Koziorowicza wygra u siebie mecze z MKS i Zastalem, a o ligowy byt nie będzie się musiała martwić. Czy wygra? Mam takie wrażenie. Stargard to solidny ośrodek koszykarski, w którym nastąpiło ostatnio solidne poruszenie, mające na celu uratowanie PLK. Misja powinna się udać.
King? Słabo to wyglądało. Mocno zdziwiłem się, gdy w protokole meczowym spostrzegłem Mustaphę Herona, bo – z ręką na sercu! – o istnieniu tego koszykarza nie miałem zielonego pojęcia. Może i to nie świadczy o mnie wybitnie, ale cóż… Teraz już wiem, że Heron istnieje. Dowiedziałem się też, że to gracz obwodowy. Wiem również, że w razie jakiejś draki w playoff Isaiaha Whiteheada nie zastąpi. Po co taki koszykarz w składzie zespołu? Nie wiem. Ale może treningi są lepsze?
Może to trochę dziwne, lecz patrząc na grę Kinga w tym tak słabym w jego wykonaniu meczu miałem wciąż wrażenie, że patrzę na drużynę, która znów może dotrzeć do finału playoff.
Aha, zapomniałbym – jednym z kluczowym graczy Spójni w tym meczu był oczywiście Paweł Kikowski. To wieloletni koszykarz Kinga, od jakiegoś czasu niechciany w Szczecinie jako „zbyt stary”.
– Czy mecz przeciwko swojemu byłemu klubowi traktuje pan inaczej niż pozostałe?
– Nie, to tylko kolejne spotkanie, w którym można zdobyć dwa punkty.
Jaaasne.
AMW Arka Gdynia – Anwil Włocławek 85:97
Muszę wyciągnąć formułkę „mecz się odbył, a wygrała go drużyna lepsza„.
O mało inspirującej ekipie z Gdyni nie dodam ani słowa więcej!
Anwil? Nie grał DJ Funderburk, który na pewno będzie jednym z kluczowych koszykarzy w playoff, ale Selcuk Ernak właściwie stosował 8-osobową rotację. Chyba turecki szkoleniowiec robi pierwsze przymiarki przed playoff!
Zastanawia mnie tylko jak potraktuje kolejne mecze, bo przecież wiadomo, że wyniki sportowe zejdą we Włocławku na dalszy plan. Istotniejsze będzie odpowiednie szafowanie siłami najważniejszych graczy. Zdziwiłbym się, gdyby w trakcie ostatnich czterech kolejek wszyscy najważniejsi zagrali w każdym meczu. Bartosz Łazarski też nieprzypadkowo ostatnio już nie pojawia się na boisku – w tym sezonie w playoff też nie należy się go jeszcze spodziewać na boisku. Chyba, że w momentach, gdy losy meczów będą już rozstrzygnięte.
Luke Nelson dał w Gdyni nadzieję, że konsekwencja trenera Ernaka w stosunku do tego gracza zaprocentuje. Anwil jest tam gdzie chciał być od początku – na czele tabeli. Turecki trener zapowiadał przychodząc do Włocławka zdobycie mistrzostwa. Pamiętając o tym, że zdobywa się je w playoff – póki co wychodzi na jego!
WKS Śląsk Wrocław – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 91:87
Nie będę podpowiadał trenerom kolejnych rywali Śląska rozwiązań taktycznych, z których w tym meczu nieszczególnie mocno korzystał trener Stali Andrzej Urban – czyli nieustającej presji na zawodniku mającym piłkę w ręku – bo nie taka moja rola. Zresztą, następny mecz WKS gra z Anwilem. Lider tabeli nie będzie musiał się tego pomysłu chwytać, bo ma po prostu lepszy zestaw graczy obwodowych.
Dziwię się jednak, że Stal w poniedziałek nie atakowała mocniej graczy rozprowadzających piłkę w Śląsku. Jeremy Senglin, Kenan Blackshear i Jakub Nizioł popełnili aż 14 strat. Przy większym nacisku mogło być ich jeszcze więcej. I nie jest to żaden przytyk w stosunku do tych zawodników – oni nie są rozgrywającymi, a Justin Robinson i Marcel Ponitka wciąż leczą kontuzje.
Przytyk, a właściwie po prostu koleżeńską, koszykarską radę mam natomiast dla Błażeja Kulikowskiego. Rozumiem, że są koszykarze – należy do nich choćby Michał Sokołowski – którzy grają w meczu z gumą do żucia. Jordan też miał taki zwyczaj, spoko. No ale Błażej – jak już wywołują cię do wywiadu telewizyjnego, wyjmuj gumę z buzi. Chowanie jej w policzku podczas udzielania odpowiedzi doceniam, ale to jednak droga na skróty.
Stal pewnie już chciałaby zakończyć sezon, ale właściwie to dobrze, że czeka ją jeszcze kilka meczów. Zwłaszcza dla duetu Paxson Wojcik – Max Enger. Ze szczególnie dużą uwagę obserwuję szczególnie postępy tego drugiego. We Wrocławiu grał bardzo dobrze. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie w PLK dostanie poważną rolę w jednej z drużyn środka tabeli.