Początek starcia z Czechami był bardzo obiecujący. W końcu Polacy zaczęli mecz jak należy i pomimo prowadzenia rywali 6:0 po pierwszej minucie dość pewnie wygrali pierwszą kwartę 24:16. Druga była bardziej wyrównana, ale dzięki dobrym fragmentom gry Piotra Łosiaka i Augusta Chałupy w ataku, po 20 minutach prowadziliśmy 39:32.
Niestety, podopieczni trenera Mariusza Niedbalskiego przyzwyczaili na tym turnieju, że są drużyną, która musi zaliczyć choć jeden duży kryzys podczas meczu. O ile w trzech poprzednich za każdym razem wychodzili z niego obronną rękę, to z tak dobrze funkcjonującym zespołem jak Czechy okazało się to niemożliwe. Przegrana aż 6:27 trzecia kwarta praktycznie zamknęła jakiekolwiek emocje w tym meczu.
Duże słowa uznania należą się naszym rywalom, którzy potwierdzili, że poprzednie trzy wysokie zwycięstwa (łącznie różnicą 91 punktów) nie były dziełem przypadku i zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Nie dość, że zespół naszych południowych sąsiadów jest bardzo fizyczny praktycznie na każdej pozycji, to jeszcze ma w swoich szeregach indywidualności. Marek Houska, Ondrej Pospichal i Samuel Nohel dają nadzieję na naprawdę ciekawą przyszłość czeskiej koszykówki.
Indywidualnie Polaków można wyróżnić jedynie za pierwszą połowę, a grających tak, jak w pierwszych dwudziestu minutach meczu Bartosza Folgę i Piotra Łosiaka nasza reprezentacja będzie mocno potrzebowała w pozostałych meczach.
Zresztą, teraz już wszystkie ręce na pokład – Polacy są pod ścianą i wszystko wskazuje na to, że w środę będą walczyli o zachowanie szans awansu do dywizji A. Jeśli we wtorek wieczorem Islandia wygra z Ukrainą, to sytuacja przed jutrzejszym meczu z tym wyspiarskim krajem, z którego pochodzi świetnie znany kibicom PLK Elvar Fridriksson, będzie banalnie prosta: zwycięzca zagra w ćwierćfinale mistrzostw Europy U-18 dywizji B.