To będzie mecz szczególnie istotny wobec wtorkowej niespodzianki i porażki faworyta grupy Murcii w Sarajewie.
Zespół z Samokowa udanie zainaugurował krajową ligę, chociaż bilans 3-0 po trzech kolejkach to w jego przypadku raczej formalność. Pucharową przygodę Bułgarzy zaczęli tak jak Start – już we wrześniu od turnieju kwalifikacyjnego do Ligi Mistrzów. Podobnie jak Start, odpadli już po pierwszym meczu – przegrali z mistrzem Estonii z Tallinna (84:93).
Warto też wspomnieć, że FIBA zorganizowała kwalifikacje do ważniejszego ze swoich pucharów właśnie w Samokowie, zatem lublinianie zagrają już drugi mecz tego sezonu w hali Arena Samokov.
Dwukrotny z rzędu mistrz Bułgarii i dziesięciokrotny z rzędu uczestnik co najmniej półfinałów w bułgarskich playoffach to drużyna, która święci sukcesy tylko na własnym podwórku. Mimo regularnych występów w pucharach FIBA, klubowi z miasteczka położonego kilkadziesiąt kilometrów od Sofii tylko raz w ciągu ostatnich kilkunastu lat udało się awansować z pucharowej grupy. W dodatku miało to miejsce w sezonie 2020/21, w post-covidowych „bańkach” FIBA Europe Cup, gdy format rozgrywek i rywale byli mniej wymagający – do awansu wystarczyło zaledwie jedno zwycięstwo.
Bułgarska koszykówka ma się wciąż kiepsko. Gdyby nie postać Sashy Vezenkowa kadra Bułgarii nie byłaby konkurencją nawet dla średnich europejskich reprezentacji, natomiast kluby są od lat niewidoczne w Europie. W ciągu ostatnich 25 sezonów przedstawiciele naszej ligi spotkali się z nimi tylko w czterech meczach i wszystkie one miały miejsce całkiem niedawno. W sezonie 2021/22 Trefl Sopot dwukrotnie pokonywał środowego rywala Startu w FIBA Europe Cup, dwa sezony temu lublinianie ulegli Spartakowi Pleven w rozgrywkach ENBL, a sezon później tego samego rywala, w tym samych rozgrywkach ogrywały Dziki. Start jako jedyny z tego grona ma nienajlepsze wspomnienia z polsko-bułgarskich rywalizacji.
Mistrz Bułgarii jest w tym tygodniu jedynym pucharowym rywalem polskich drużyn, w którym większości podstawowej rotacji nie stanowią Amerykanie, czy szerzej – obcokrajowcy. Owszem, jest ich tu czterech, ale sporo miejsca do gry pozostaje dla graczy lokalnych. Dużą rolę w rotacji powinni odegrać bułgarscy skrzydłowi, reprezentanci kraju, choć niekoniecznie wiodący w kadrze Bułgarii: Miroslav Vasov (G/F, 199/26), Hristo Bachkov (F, 200/21) i Aleksandar Georgiev (F, 203/35), a także rozgrywający Deyan Karamfilov (PG, 180/31), również reprezentant Bułgarii.
Przechodząc do Amerykanów, kibice w Polsce być może pamiętają Kamau Stokesa (PG, 183/30), który w sezonie przerwanym przez pandemię przez kilka miesięcy był graczem Polpharmy Starogard Gd. (śr. 17 pkt., 3 zb., 5 as.). W grudniu opuścił zespół i przeniósł się do 2. ligi Niemiec. Jego losy toczyły się potem różnie – miał niezłe sezony w Szwecji i na Węgrzech, ostatnio odbudowywał się w Rumunii po nieudanych przygodach z Nymburkiem, czy średnio udanych na Litwie.
Obok niego na obwodzie gra Alan Arnett (G, 196/31), od czterech lat zadomowiony w Bułgarii, a od dwóch w Rilskim. Strefa podkoszowa to pozostali dwaj Amerykanie w składzie drużyny: Mike Edwards (C, 206/28) i Jalen Thomas (C, 208/25). Dla Edwardsa zeszłoroczna gra w lidze rumuńskiej w barwach Timisoary była najpoważniejszym dotąd wyzwaniem sportowym, Thomas to z kolei debiutant w Europie po karierze uniwersyteckiej i jednym sezonie spędzonym w G League.
Drużyną od kilku lat kieruje lokalny trener Lubomir Kirov.
W łatwo wygrywanych meczach ligowych solidnie prezentowali się Bułgarzy Bachkov i Vasov – obaj notowali po ok. 15 pkt. na mecz, ten pierwszy dokładał śr. 7 zb., a drugi trafił 8/11 zza łuku. Średnie na poziomie double-double miał też Thomas (13 pkt., 11 zb.). Z kolei w gładko przegranym meczu 1. kolejki FIBA Europe Cup przeciwko Murcii (63:77) widać było inną hierarchię. Obwodowi Amerykanie zdobyli 38 z 63 punktów drużyny – Stokes 22, Arnett 16 i to zatrzymanie tego duetu będzie kluczowym zadaniem dla defensywy Startu.
Wyjazdowy mecz Startu w Bułgarii rozpocznie się w środę o godz. 17:30. Transmisja meczu dostępna będzie na kanale YouTube FIBA.