O tym, jak mocno wprowadzone kilka lat temu nowe zasady NIL, pozwalające z roku na rok coraz lepiej zarabiać koszykarzom występującym w NCAA, zmieniają oblicze światowego basketu pisaliśmy niedawno – przy okazji zastanawiania się do której uczelni i z jak gigantycznym kontraktem trafi Jakub Szumert i ilu młodych, polskich koszykarzy za sobą pociągnie.
„O potencjalnych przenosinach za ocean mówi się nie tylko w kontekście Jakuba Szumerta, ale także: Maksymiliana Wilczka, Kuby Piśli, Bartosza Łazarskiego, Jacka Ruteckiego, Jakuba Stupnickiego, Jakuba Wojdały, Krzysztofa Kempy czy nawet… Jakuba Urbaniaka” – informował w piątek w swoim comiesięcznym raporcie „Polacy poza PLK” Damian Puchalski.
Roczne kontrakty na miliony dolarów czekające potencjalnie w NCAA na najlepszych europejskich graczy doprowadziły do tego, że do gry w tej lidze zaczęli się szykować nie tylko młodzi koszykarze mający w swoim dorobku występy w profesjonalnych europejskich ligach, ale nawet ci, mający za sobą debiut w… NBA. Kilka dni temu media obiegła informacja, że z LSU umowę – za 5 mln dol. – podpisał Yam Madar, izraelski rozgrywający, mistrz Europy w kategorii U-20 z… 2019 roku. Od tego czasu Madar zdążył w Eurolidze reprezentować barwy czterech klubów.
Ale okazuje się, że sytuacja może ulec zmianie. Jak wynika z informacji, do których dotarli dziennikarze „Sports Illustrated” szefowie NCAA zauważają problem i podejmują próby, by postawić tamę fali europejskich gwiazd. Na początku maja uczelnie otrzymały od nich nowe wytyczne określające nowe warunki, które będą musieli spełniać koszykarze, by móc podpisywać kontrakty z amerykańskimi uczelniami.
Wytyczne stanowią między innymi, że przyszli studenci-sportowcy, którzy „zawarli umowę z drużyną uczestniczącą w lidze, w której minimalne wynagrodzenie przekracza rzeczywiste i niezbędne wydatki, grali w jej barwach lub otrzymali od niej wynagrodzenie” nie odzyskają już uprawnień do gry w college’u.
O ile dokument wymienia jako przykłady amerykańskie ligi zawodowe, to trudno mieć wątpliwości, że ta reguła może wykluczyć także wielu graczy z innych czołowych lig koszykarskich, głównie europejskich.
„Związek modernizuje regulamin na kilka sposobów, aby zadbać o to, by w sporcie uniwersyteckim brali udział studenci, a nie zawodowi sportowcy poszukujący alternatywnego zajęcia. Rozważany obecnie model kwalifikacji oparty na wieku ma na celu uwzględnienie obaw wielu szkół członkowskich dotyczących uprawnień do udziału w rozgrywkach” – czytamy w ujawnionych przez „SI” zapisach proponowanych rozwiązań. „Euroliga, powszechnie uważana za najlepszą profesjonalną ligę na świecie poza NBA, posiada przepisy przewidujące minimalne wynagrodzenie dla koszykarzy w wysokości 50 tys euro (około 58 tys dolarów) dla graczy debiutujących. Ten poziom dochodów niemal na pewno przekroczy nowe wytyczne NCAA”.
Czy nowe wytyczne mogą stać się przeszkodą także dla polskich graczy wybierających się za ocean? Niewykluczone. O ile nawet te przepisy nie wykluczą najlepszych (i najlepiej opłacanych) z nich z gry w NCAA, to mogą im skrócić możliwy czas trwania kariery w tej lidze.
„Nawet zawodnicy z mniejszych, mniej dochodowych lig zawodowych nie mogą, myśląc o karierze w NCAA, czuć się całkowicie spokojni. W przypadku zawodników, których zarobki przekraczają rzeczywiste i niezbędne wydatki określone w umowach, które należy przedkładać NCAA – wytyczne stanowią, że przywrócenie prawa do gry będzie rozpatrywane indywidualnie, z uwzględnieniem tego, jak długo zawodnik otrzymywał wynagrodzenie przewyższające jego wydatki, poziomu ligi, w której grał oraz innych czynników”.
Przypadek każdego koszykarza chcącego podpisać kontrakt w NCAA ma być jednak ostatecznie rozpatrywany indywidualnie, a wprowadzenie nowych przepisów w życie w amerykańskim systemie prawnym może jeszcze napotkać na niemały opór ze strony reprezentantów koszykarzy, których nowe przepisy mogą pozbawić szansy gry w NCAA.
Póki co wątpliwości nie podlega jedno: Amerykanie zauważają problem i w procesie ochrony możliwości rozwoju młodych, amerykańskich koszykarzy – i miejsc dla nich w składach najlepszych drużyn NCAA – przechodzą do ofensywy.