Orlen Basket Liga bez koszykarza, którego późną jesienią Piotr Karolak trafnie określił „kolejnym wcieleniem nieodżałowanego Adama Wójcika” stanie się uboższa. Prawda jest taka, że nie tylko Zastal, ale żadna z najbogatszych drużyn PLK nie ma najmniejszych szans na zatrzymanie Szumerta. Polak od dawna był obserwowany przez przedstawicieli drużyn NCAA. Jego agent może przebierać w ofertach.
Wartość kontraktu 20-letniego reprezentanta Polski na sezon 2026/27 może być – biorąc pod uwagę finansowe uwarunkowania, w jakich funkcjonuje polska koszykówka – gigantyczna. Większa od rocznego budżetu niektórych drużyn występujących w PLK.
Miliardy NCAA
Wszystko to efekt rewolucji w amerykańskim sporcie, która rozpoczęła się niemal pięć lat temu. Po wielu latach wyzysku studentów-sportowców wprowadzono wówczas zasady NIL (Name, Image, Likeness – prawo do wynagrodzenia za nazwisko, wizerunek i podobiznę). Pozwoliły one koszykarzom występującym w NCAA podbierać wynagrodzenie.
W końcu!
Dość szybko stało się jasne, że nowa rzeczywistość prędzej czy później wywróci do góry nogami nie tylko zasady obowiązujące w amerykańskim sporcie, ale także koszykarską sytuację na całym świecie.
– Nie tak dawno chciałem namówić do gry w PLK utalentowanego rozgrywającego. Kilka miesięcy wcześniej skończył karierę na jednej z uczelni ze ścisłej czołówki NCAA. Żadna tam gwiazda. Ot, solidny rezerwowy. Otrzymał z Polski standardową dla gracza tego kalibru ofertę – umowy o wartości 80 tys. dolarów. Za sezon gry. „Ale przecież ja przed chwilą w NCAA zarabiałem 70 tys. dol. za miesiąc” – usłyszałem w słuchawce. Z transferu nic nie wyszło – opowiadał nam ostatnio jeden z agentów.
Stopień obserwowanych po wprowadzeniu NIL zmian galopuje w światowej koszykówce jeszcze mocniej niż notowany z roku na rok wzrost wynagrodzeń za grę w NCAA. Szacunki mówią, że ten w nowym sezonie ma wzrosnąć w porównaniu z tym zakończonym na początku kwietnia o dalsze 65 proc.
Nic dziwnego – wzrost przychodów NCAA galopuje w podobnym tempie. W tym sezonie jedynie z tytułu praw telewizyjnych liga akademicka otrzymała ponad miliard dolarów.
March Madness to maszynka do zarabiania pieniędzy, a dzięki temu, że częścią zysków zaczęto dzielić się z młodymi koszykarzami – NCAA stała się dla nich ziemią obiecaną!
Szczególnie dla najbardziej utalentowanych Europejczyków. Najpilniej poszukiwani są dobrze wyszkoleni technicznie wysocy zawodnicy w wieku 18-22 lat. W Europie często mają problem z przebiciem się do rotacji swoich drużyn, których trenerzy muszą dbać o wyniki „tu i teraz”. W Ameryce nie dość, że czeka na nich pewne miejsce w składzie i często gwiazdorska rola, to w parze z nimi idą także ogromne, nieosiągalne w Starym Kontynencie zarobki.
Pensje godne gwiazd Euroligi
Zmiany odczuwają nie tylko kluby europejskie. Dotykają one także zespołów NBA! Pod koniec kwietnia władze najlepszej ligi świata ogłosiły, że spośród graczy NCAA jedynie 71 zgłosiło się w pierwszym możliwym terminie do tegorocznego draftu.
Dla porównania: 5 lat wcześniej na takiej samej liście widniały nazwiska 363 koszykarzy.
Rewolucja!
Gdy dwa lata temu Igor Demin – jeden z większych talentów europejskiej koszykówki z rocznika 2006 – przenosił się z Realu Madryt do NCAA, jego reprezentanci nie ukrywali, że była to decyzja stricte biznesowa. W USA mógł zarobić więcej. Utalentowany Rosjanin związał się umową z uczelnią BYU. Podpisał roczny kontrakt o wartości 1 mln dol.
Przed obecnym sezonem najgłośniejszym póki co transferem koszykarza z Europy do NCAA była przeprowadzka Quinna Ellisa z euroligowego EA7 Emporio Armani Mediolan do St. John’s University. Reprezentant Wielkiej Brytanii związał się z nowojorską uczelnią roczną umową o wartości… 4.8 mln dol.
Rewolucja!
Dla porównania: z takimi zarobkami Quinn byłby w obecnym sezonie trzecim najlepiej opłacanym graczem Euroligi – zaraz za Vasilije Miciciem i Kendrickiem Nunnem, dwiema niekwestionowanymi gwiazdami rozgrywek. Olimpia zajęła w 14. miejsce. Ellis zdobywał w każdym meczu średnio 8.2 punktu.
Polska w odwrocie
Polacy w NCAA? W ostatnich czasach znaleźliśmy się pod tym względem w europejskim ogonie. Liczba koszykarzy i koszykarek z poszczególnych państw europejskich w sezonie 2025/26 na parkietach pierwszej dywizji NCAA przedstawiała się następująco:
1. Hiszpania – 201
2. Francja – 114
3. Niemcy – 68
4. Serbia – 65
5. Wielka Brytania – 55
(…)
22. Polska – 11
Więcej utalentowanych koszykarzy do USA od nas wysyłały za ocean ostatnio m.in. Szwecja (54!), Portugalia (23), Dania (19) i Szwajcaria (14).
W minionym sezonie uniwersyteckie występy naszych koszykarzy – które regularnie śledzimy także w comiesięcznych raportach „Polacy poza PLK” – nie przykuwały wielkiej uwagi. Głośniej o naszych graczach było w sezonie 2024/25, gdy swoje uniwersyteckie przygody w bardzo dobrych uczelniach kończyli Igor Milicić jr i Szymon Zapała.
Niebawem jednak losy polskich koszykarzach w NCAA powinniśmy zacząć śledzić bardziej uważnie.
Efekt eksplozji
Możemy mieć nadzieję, że przynajmniej o jednym naszym koszykarzu będzie naprawdę głośno! Jakub Szumert to absolutne odkrycie obecnego sezonu na polskich parkietach. Jasne, za chwilę w PLK ruszy walka o medale i to głównie ona do połowy czerwca zajmie uwagę kibiców polskiego basketu. Tak naprawdę jednak, wracając po latach wspomnieniami do wydarzeń tego sezonu, możemy go kojarzyć jako ten, w trakcie którego staliśmy się świadkami eksplozji talentu Szumerta.
Czekaliśmy na nią od dawna. Na naszych łamach – mniej więcej od grudnia 2023 roku!
| Jakub Szumert | Czas gry | Punkty | Zbiórki | Bloki | Asysty | EVAL |
| Sezon 2024/25 | 12:21 | 2.4 | 2.2 | 0.7 | 0.6 | 3.9 |
| Sezon 2025/26 | 24:28 | 13.2 | 6.7 | 1.3 | 1.6 | 16.6 |
Obecne statystyki Szumerta wyskakują z ekranu! Wspomnienie o tym, jak brawurowo wdarł się do składu seniorskiej reprezentacji Polski też mamy świeżo w pamięci. Jeszcze będąc nastolatkiem, odegrał kluczową rolę w dwóch jesiennych zwycięstwach eliminacji do MŚ 2027.
O ogromnym zainteresowaniu polskim skrzydłowym ze świata NCAA wiadomo nie od dziś. Jego przedstawiciele otrzymali z USA na pewno zdecydowanie więcej ofert, ale nieoficjalnie można było w ostatnich miesiącach usłyszeć, że dwoma uczelniami, które wydawały się być najmocniej zainteresowane podpisem na umowie naszego koszykarza były:
– Texas Tech Red Raiders – uczelnia z rosnącymi możliwościami finansowymi i ambicjami, która w ostatnich latach dostarczyła do NBA dwóch graczy, którzy w obecnym sezonie wciąż walczą o mistrzostwo NBA (Terrence Shannon Jr z Minnesota Timberwolves i Jaylon Tyson z Cleveland Cavaliers)
– Georgetown Hoyas, legenda NCAA, której absolwentem był m.in. Allen Iverson, przed laty kuźnia najlepszych środkowych NBA (Patrick Ewing, Alonzo Mourning, Dikembe Mutombo)
Gdzie trafi Szumert? Oficjalnych informacji na ten temat możemy spodziewać się lada dzień. Ewentualnie – lada tydzień.
Nie można wykluczać, że losy przynależności uniwersyteckiej reprezentanta Polski w rozgrywkach 2026/27 zostały już przesądzone, a jego przedstawiciele czekają z ogłoszeniem transferu na koniec sezonu obecnej drużyny klubowej. Orlen Zastal z wynikiem 15-14 walczy o udział w playoff.
Agent koszykarza przebywa obecnie w USA. O samym Szumercie w Ameryce – powoli to powoli, ale jednak – robi się coraz głośniej.
Pamiętacie niedawną wizytę Toddricka Gotchera w Polsce? Być może gwiazdor Górnika faktycznie miał zamiar w jej trakcie głównie przypomnieć sobie swoje niedawne wałbrzyskie chwile chwały. Dobrze jest jednak też pamiętać, że Gotcher latem ubiegłego roku niespodziewanie szybko zakończył koszykarską karierę, gdyż dostał atrakcyjną – także finansowo! – ofertę z NCAA.
Od minionego sezonu jest jednym z asystentów trenera… Texas Tech.
Ile może zarobić Szumert?
O ile wciąż nie mam pewności barwy której uczelni będzie reprezentował w kolejnym sezonie Jakub Szumert, to możemy oszacować jego spodziewany poziom zarobków. Początkowo nasłuchując wieści zza oceanu długo słychać było, że będzie mógł liczyć na oferty rzędu 1-1.5 mln dol. za sezon. Ostatnio dotarły do nas informacje, że na stole przedstawicieli Polaka pojawiły się już propozycje z poziomu 2 mln.
Biorąc pod uwagę informacje na temat koszykarzy o statusie porównywalnym do naszego koszykarza – czyli wymienianych w gronie największych gwiazd ubiegłorocznych mistrzostw Europy U-20 – nie byłoby w tym nic dziwnego. Grecki środkowy Alexandros Samodurov (213 cm) większość tego sezonu spędził, siedząc na ławce rezerwowych Panathinaikosu Ateny. Póki co zgłosił się do draftu 2026, lecz niewykluczone, że ostatecznie wybierze ofertę z NCAA.
Powód? Pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że drafcie NBA mógłby liczyć na to, że któryś z klubów sięgnie po niego dopiero w drugiej części drugiej rundy. W najgorszym możliwym scenariuszu mógłby zostać bez ważnej umowy w NBA na kolejny sezon. W NCAA z miejsca może liczyć na oferty rocznego kontraktu właśnie w okolicach 2 mln dol.
W minionym sezonie najlepiej zarabiającym graczem NCAA był AJ Dybantsa. Całkiem prawdopodobny nr 1 najbliższego draftu NBA miał umowę NIL gwarantującą 4.2 mln dol. Wspomniany wcześniej Quinn z kontraktem na 4,8 mln nie będzie najlepiej opłacanym graczem kolejnych rozgrywek.
O tym na jakie propozycje stać obecnie najlepsze i najbogatsze uczelnie nieźle świadczy przypadek Henriego Veesaara. 22-letni estoński środkowy ma za sobą świetny sezon w North Carolina. Liczy, że w drafcie NBA zostanie wybrany w pierwszej rundzie. Był namawiany przez nowego trenera Tar Heels Michaela Malone’a – tak, tego samego, który zdobył mistrzostwo z Denver Nuggets – by zostać na kolejne rozgrywki w NCAA. Mógł liczyć o kontrakt o wartości 6 mln dol. Nie tylko od North Carolina. Podobne pieniądze oferowały mu również inne uczelnie.
Ale Veesaar celuje w NBA. Od razu.
Jeszcze odważniejszą decyzję niż Estończyk – niektórzy obserwatorzy określają ją wręcz jako absurdalną – podjął niemiecki talent Hannes Steinbach. Najlepszy zbierający gracz NCAA poprzedniego sezonu, równieśnik Szumerta, mógł zostać pierwszym koszykarzem w historii ligi akademickiej z kontraktem wyrażanym ośmioma cyframi – czekały na niego propozycje sięgające 10 mln dol. Pochodzący z Wurzburga następca Dirka Nowitzkiego w drafcie liczyć na wybór w Top10. Ale nawet jeśli mu się to uda, będzie to dla niego oznaczało (w pierwszych sezonach w NBA) oznaczało… obniżenie dochodów. Gracz wybrany w drafcie NBA z numerem 10 zainkasuje na grę w sezonie 2026/27 maksymalnie ok. 5,5 mln dol.
Kto jeszcze opuści Polskę?
Szumert nie będzie jedynym polskim koszykarzem, który jesienią rozpocznie karierę w NCAA. Od dawna swoich ambicji gry w tej lidze nie ukrywa też świetnie rozwijający się w ostatnich miesiącach Kuba Piśla. On jesienią skończy 22 lata, ale też po świetnym indywidualnie sezonie w GTK Gliwice (zakończy go ze średnią ok. 12 punktów na mecz) nie powinien mieć większych problemów ze znalezieniem amerykańskiej uczelni zainteresowanej jego usługami.
Kto jeszcze ruszy za ocean?
Już oficjalnie o przenosinach do NCAA poinformował znany z gry w naszych reprezentacjach juniorskich Joel Cwik – równieśnik Szumerta wybrał ofertę Winthrop Eagles. To gracz, który ma za sobą epizod w PLK, gdy na początku sezonu 2024/25 był graczem Arki. Po nim szybko wrócił do Ulm, a teraz będzie się starał budować karierę w USA.
Nie zdziwimy się, jeśli w kolejnym sezonie na parkietach NCAA zobaczymy w akcji także kilku innych polskich koszykarzy. Na oferty mogą liczyć choćby Maksymilian Wilczek (Legia Warszawa), Jakub Wojdała (MKS Dąbrowa Górnicza) i Jakub Stupnicki (OPTeam Energia Polska Resovia). W kolejnych tygodniach możemy usłyszeć o transferach z ich udziałem.
Inni potencjalni kandydaci do wyjazdu? Choćby Bartosz Łazarski (Anwil Włocławek), Jacek Rutecki (Stal Ostrów Wielkopolski).
Na tym lista młodych koszykarzy, którzy jeszcze w tym roku opuszczą polskie boiska, przenosząc się do USA wcale się jednak nie skończy. Być może w kolejnym sezonie z raportu „Polacy poza PLK” faktycznie będziemy musieli wyodrębnić dodatkowy – „Polacy w NCAA”?
Żaden z wyżej wymienionych graczy w USA nie będzie mógł liczyć na kontrakt porównywalny z Szumertem. „Szumi” ze swoim odważnym, „amerykańskim” stylem gry idealnie wpisuje się w profil europejskich graczy podkoszowych poszukiwanych przez skautów drużyn akademickich. Świetne warunki fizyczne w połączeniu z ogólną skalą talentu mogą go w ciągu najbliższych lat zaprowadzić na boiska NBA.
Ale polscy koszykarze w mniejszych rolach na mniej znanych uczelniach też mogą jednak obecnie w USA zarobić nieporównywalnie więcej niż na europejskich boiskach PLK. O parkietach 1. ligi nawet nie wspominając.
Najlepiej świadczy o tym przypadek Piotra Wińkowskiego. Środkowy bijącej się wciąż o powrót do PLK Astorii Bydgoszcz rok temu, mając 22 lata, podpisał kontrakt z San Diego Toreros. Furory w NCAA w minionym sezonie nie zrobił (16 występów, śr. 6 minut i 1.9 punktu na mecz), ale zainkasował ok. 200 tys. dol.
Dla porównania – to pieniądze, na jakie w PLK mogą liczyć tylko największe gwiazdy.