Strona główna » Mosler jak Ponitka, Filipski niczym Loyd! Polscy koszykarze znów na 6. miejscu w Europie

Mosler jak Ponitka, Filipski niczym Loyd! Polscy koszykarze znów na 6. miejscu w Europie

0 komentarzy
Trzy punkty od półfinału. Jeden punkt i jedna sekunda od piątego miejsca, dającego bezpośredni awans na Mistrzostwa Świata 2026. Pozostają gniew i rozczarowanie, ale obiektywnie patrząc, szóste miejsce w mistrzostwach Europy w Sarajewie to sukces naszych koszykarzy na wózkach. Taki, którego się nie spodziewałem. O nagrodzie MVP turnieju dla Mateusza Filipskiego nawet nie wspominając. 

Ląduję w Sarajewie i biegnę przez płytę lotniska w stronę taksówek. Roaming odmówił posłuszeństwa, dane komórkowe nie działają, nie wiem jaki jest rezultat trwającego meczu grupowego Polska – Niemcy. Wiem jedynie, że zbliża się połowa.

Kierowca wciska gaz do dechy i mkniemy w stronę hali Hills Hotel, kiwając głowami w rytm bałkańskiego turbo folku. 

Wyobrażam sobie, że pewnie gonimy rywala, trzymamy wynik. W końcu pierwszy mecz Mistrzostw Europy 2025 wygraliśmy z gospodarzami z Bośni i Hercegowiny 89:67, a nasz kapitan, Dominik Mosler, w zaledwie 20 minut na parkiecie rzucił 21 punktów na 90 proc. skuteczności. Pamiętam też mecz z ostatnich ME, kiedy to w Rotterdamie wygraliśmy dwoma punktami, przełamując serię porażek z zachodnimi sąsiadami. 

Wpadam na halę tuż przed gwizdkiem kończącym drugą kwartę. Wynik mówi sam za siebie – przegrywamy niemal dwudziestoma. Całe spotkanie kończymy wynikiem 59:95, co jest, krótko mówiąc, wielkim wstydem.

Pojawia się myśl – czy w ogóle był sens telepać się tu przez pół świata? Przynajmniej Krzysiek Kozaryna pokazuje się z dobrej strony. Nasz młody gracz rzuca 17 punktów w 15 minut. 

Obowiązek wykonany

Kolejnym rywalem grupowym są Austriacy, zaledwie miesiąc temu wygraliśmy z nimi cztery sparingi z rzędu. Ale trenerem ich reprezentacji jest Piotr Łuszyński, Polak, były szkoleniowiec naszej kadry. Kto zna naszych graczy lepiej niż on? Ale w Austrii gra Hager, mocny ofensywnie zawodnik. Ale z Austrią zawsze jest jakiś problem, to właśnie z nimi przegraliśmy złoto na pierwszych w historii Mistrzostw Europy 3×3 w 2024 roku… 

Żadne z “ale” się nie spełnia, wjeżdżamy i rozjeżdżamy, cytując klasyka. 85:47, double-double Moslera (20p/10z), seria celnych rzutów z dystansu Marka Wesołowskiego zamyka mecz. 

Jak dostać faul techniczny

Komu się nie chce grać, w ogóle nie ma wstępu na parkiet! Nie obchodzi mnie wynik, ale chcę widzieć zaangażowanie i walkę. Wiemy jak oni grają, wjeżdżamy z tym samym” – krzyczał na odprawie Dominik Mosler. 

Oj, wiemy jak grają Hiszpanie – agresywnie, fizycznie, na pograniczu faulu. Wygrywamy pierwszą kwartę, ale w pozostałych zostajemy sporo w tyle. Prowadzimy jedynie w liczbie fauli technicznych – a to za dyskusję, a to za kwestionowanie decyzji sędziów, a to za przejechanie linii granicznej boiska.

W trzeciej kwarcie nasza ławka przestaje krzyczeć de-fence, polscy kibice, którzy pokonali całą drogę z Konina do Sarajewa autem, milkną. Na tablicy 54:79, a ja już na lotnisku piję ostatnią bośniacką kawę, montując najlepsze akcje Polaków. Nie ma ich wiele.

Tworzę grafikę “zawodnika meczu”. Aż szkoda przy graczu formatu Mateusza Filipskiego wpisywać takie marne liczby jak 13p/10z/4a. Lepszego koszykarza tego dnia jednak nie było. Przynajmniej wśród biało-czerwonych. 

Fifek Dance 

Widzisz jak tu młodzi latają? Pięć minut stara gwardia, pięć minut te wariaty i pięknie trzymają wynik. A nie, że ja muszę 40 minut harować” – śmiał się Filipski do Stana, kiedy siedząc za koszem oglądaliśmy mecz Wielka Brytania – Izrael.

Obaj są wicemistrzami Europy 3×3, obaj są brązowymi medalistami Mistrzostw Świata w tym samym formacie. Dzieli ich 17 lat. Fifek wywalczył awans na Igrzyska Olimpijskie w Londynie, Stan ma na wózku wypisane marzenie: LA 2028. Fifek uznawany jest za jednego z najlepszych graczy na świecie, Stanley ciężko pracuje, by stawać się lepszym. 

W ostatnim meczu grupowym nie ma czasu na eksperymenty, weterani – Filipski, Bandura, Macek – 40 minut. Mosler 38, Darnikowski – 35, a to tylko dlatego, że spadł za faule.

Wygrywamy z nieprzewidywalną Turcją 79:74, swoją magię prezentuje Filipski 35p/15a/10z. 5 na 8 zza łuku. Pierwsze triple-double na tym turnieju nie przez przypadek montuje właśnie przeciw Turcji.

Stambuł to jego drugi dom, z Galatasarsay sięgał po siedem krajowych mistrzostw, na posiłkach w hotelu bez problemu żartuje z Turkami w ich języku. Awansujemy z trzeciej lokaty, tym samym unikając w ćwierćfinale Brytyjczyków. Trafiamy na Włochów. 

Sekundy od Final Four

We włoskim Dynamie Sassari gra z kolei Dominik Mosler, większość rywali zna znakomicie z Serie A. Reprezentacja Polski ćwierćfinał zaatakowała bez żadnych kompleksów, w trzeciej kwarcie prowadziliśmy nawet ośmioma punktami. Na zegarze 51 sekund do końca meczu, Włosi na prowadzeniu 68:67, Filipski do Bandury, Bandi wyprowadza Moslera na otwartą drogę do kosza. Już w trumnie łapie go wpół spóźniony Dimitri Tanghe, wśród łomotu metalu obaj padają na parkiet. Faul niesportowy. Polak nie wykorzystuje dwóch osobistych, ale trafia rzut za dwa. Na 12 sekund do końca za trzy trafił Giaretti i na prowadzenie już nie wracamy.

69:72, trzy oczka od największej sensacji turnieju!

Filipski z drugim triple-double 17p/10z/15a, Mosler rzuca aż 28 punktów na 81% skuteczności. Nie dajcie sobie wmówić, że w koszykówce na wózkach potrójna zdobycz to coś łatwiejszego niż w baskecie bieganym. Oj nie! To skala dominacji LeBrona podszyta jordanowską bezczelnością Fifka. 

Bogowie mówią dość

Trzecie triple-double, w trzecim meczu z rzędu? Filipski mówi dobranoc Holendrom, notując cyfry na poziomie 30p/15z/11a. Końcówkę jak profesor rozgrywa Andrzej Macek, zwyciężamy 81:73 z zespołem, który w Rotterdamie ograł nas bez litości.

O piąte miejsce zagramy znów z… Turcją, a jest to ostatnia lokata Mistrzostw Europy premiowana bezpośrednim awansem do MŚ. 

26:32 – I kwarta

42:49 – II kwarta

59:65 – III kwarta

Oglądam pojedynek z dziećmi, które uczę w popołudniowej szkole. Emocje sięgają zenitu. Nikt z zebranych w sali nie ma więcej niż 9 lat, nikt nie zna się na koszykówce na wózkach. Mimo to doping nie ustaje. 22 sekundy do końca, Polacy górą 78:81, znów po trafieniu Filipskiego.

Zostało 14 sekund, punkt prowadzenia, ten sam wielki gracz, który ciągnął nas za uszy w ostatnich meczach nie trafia dwóch osobistych, Turcy wychodzą na prowadzenie. Oddajemy je w ostatniej sekundzie meczu. 81:82. Nie tak miało się to skończyć.

Zamiast wprost na MŚ, możemy pakować się na kwietniowy turniej repasażowy z najlepszymi drużynami Azji, Afryki i obu Ameryk. 

Albo dobrze, albo wcale

Z pierwszym artykułem o koszykówce na wózkach założyłem sobie, że będę pisał o tej dyscyplinie tylko dobrze, bo potrzebuje pozytywnej promocji, bo jest świetna, widowiskowa. Absolutnie nie jest jednak martwa, w 3×3 jesteśmy hegemonem, w 5×5 kimś więcej niż średniakiem najwyższej Dywizji A. 

Dlatego można też chwilę ponarzekać. W najważniejszych meczach grali dla nas panowie z roczników 1982 (Bandura, Mosler), 1984 (Darnikowski), 1988 (Filipski), istotne zmiany dawał grający trener Marcin Balcerowski (1977), który w meczu z Turkami uzbierał 10p/3a/3z. Najmłodszym wśród najlepszych jest Andrzej Macek (1992).  

Wśród młodszych zawodników solidny turniej rozegrał Krzysztof Kozaryna (9.5p/2z w średnio 10 minut), gdy jednak dawał z Mateuszem Stanem króciutką zmianę w meczach pucharowych, traciliśmy przewagę. Swoje momenty miał również Marek Wesołowski (4.3p/2z, 11 minut), a co ciekawe, obaj panowie w przyszłym sezonie zagrają razem w mocnym zespole ligi hiszpańskiej, Econy Gran Canaria.

Oby ten duet rósł w siłę, bo są to zawodnicy z ogromnym potencjałem po obu stronach parkietu. Z młodzieży mamy jeszcze Mateusza Stana, który po sukcesach i dużej roli w baskecie 3×3 z pewnością nie zaliczy tego turnieju do udanych. Adrian Jankowski otrzyma dużą rolę w zespole wicemistrza Polski, Mustanga Konin, a później swoją karierę być może przeniesie za granicę. Szansę na grę w reprezentacji otrzymał także Filip Jabłoński, mistrz kraju ze Scyzorami Kielce.

Na pewno odmłodzenie zespołu nie będzie procesem łatwym i przyjemnym, ale kiedyś będzie musiało nastąpić. Póki co priorytetem jest awans na Mistrzostwa Świata 2026 w Ottawie. 

Filipski MVP z szóstego miejsca

Niezbyt często najlepszym graczem turnieju wybierany jest zawodnik z zespołu, który zajął miejsce poza podium. Mateusz Filipski był na Mistrzostwach Europy koszykarzem bezdyskusyjnie mocniejszym od reszty stawki. 20.3 punkty, 9.3 asysty, 8.4 zbiórki, trzy triple-double w kluczowych meczach, niemal cztery, w starciu z Turkami zabrakło mu 2 zbiórek do potrójnej zdobyczy. Lider zawodów w punktach, celnych trójkach, asystach, trzeci w zbiórkach.

Polish Iron Man, Polish Show Time Wheelchair Basketball, jak nazywa go komentator Josh Bett. 

Swój renesans przeżywa także Dominik Mosler, który stał się prawdziwym kapitanem na, i poza boiskiem. Wie kiedy krzyknąć by zmotywować, ale panuje nad emocjami, potrafi zażegnywać konflikty. Fizycznie bardzo mocny, na parkiecie waleczny. 

Po sportowe marzenia

Zauważcie, że nigdy nie piszę jak komu urwało nogę, czy jakie przeciwności losu musiał przejść. Pewnie tracimy sporo kliknięć, ale nie taki jest sens naszej reprezentacji na wózkach. Mówimy tu o wybitnych sportowcach, niezależnie od niepełnosprawności. Jak twierdzi fizjoterapeuta kadry, ten sport uczy przekraczania barier, ale tylko w połączeniu z ciężką pracą. 

Szóste miejsce w Europie to taki sam sukces jak naszych zawodników z bieganej. Mosler jest mentalnym liderem takim samym jak Ponitka, a Filipski w ofensywie to magik lepszy od Loyda.

Szkoda tylko, że niemal nikt o tym nie wie.