Słabo, źle, gorzej, fatalnie – tak w ostatnim czasie wygląda postawa zespołu prowadzonego przez Arkadiusza Miłoszewskiego. Niedzielny mecz w Stargardzie był dobrym podsumowaniem niemocy, która po kontuzji kończącej sezon Andrzeja Mazurczaka od kilku tygodni coraz mocniej gnębi wicemistrzów Polski.
Najbardziej efektywnym momentem ich gry w ofensywie były w niedzielę dwie pierwsze minuty czwartej kwarty, gdy Isaiah Whitehead po prostu wziął sprawy w swoje ręce. Trafił 3 kolejne rzuty za 3 w ciągu zaledwie 78 sekund. Jego 9 punktów chwilowo zmniejszyło straty Kinga do zaledwie 4 punktów (57:61). Ale to był tylko moment przebłysku sportowej mocy byłego gracza NBA. W pozostałych 28 minutach gry Whitehead trafił tylko 3 z 11 rzutów z gry. Chwilę po swojej serii trafień faul ofensywny wymusił na nim świetny tego dnia Yehonatan Yam (16 punktów, 3 asysty). Amerykanin w pojedynkę nie był w stanie odwrócić losów meczu.
Aleksander Dziewa robił co mógł (14 punktów, 9 zbiórek), Przemysław Żołnierewicz także (14 punktów, 5 asyst), ale ten zespół bez rozgrywającego po prostu nie funkcjonuje.
Spójnia była w niedzielę drużyną zdecydowanie lepszą. Sebastian Kowalczyk i Luther Muhammad zdobyli dla niej po 14 punktów, a bohaterem – obok Yama – okazał się Kacper Borowski. Pamiętacie, gdy przy okazji ostatniego power rankingu PLK zastanawialiśmy się, czy to właśnie mecz z Kingiem nie okaże się przełomowym momentem kompletnie nieudanego sezonu w wykonaniu polskiego skrzydłowego? Dokładnie tak to wyglądało.
Dorobek Borowskiego z tego meczu?
11 punktów – o osiem więcej niż w pięciu poprzednich w barwach Spójni.
5/7 z gry – o pięć rzutów z gry celnych więcej niż w pięciu poprzednich meczach w barwach Spójni.
+17 we wskaźniku +/- (najlepszy wynik w zespole)
Nic dziwnego, że w końcówce meczu po trafieniu rzutu za 3 punkty Borowski cieszył się jak dziecko!
Przypomnijmy – to gracz, który reprezentował barwy Kinga w trzech poprzednich sezonach, zdobywając z nim złoty i srebrny medal mistrzostw Polski. Latem żegnał się z klubem w wyjątkowo nieprzyjemnych okolicznościach. W głośny konflikt z prezesem Kinga Krzysztofem Królem popadł wraz ze swoim agentem Tarkiem Khraisem. Obie strony oskarżały się o nieetyczne zachowania i kłamstwa.
Ostatecznie w kłótni między obiema stronami w sprawie ważności kontraktu Borowskiego, który miał obowiązywać do 2025 roku, FIBA przyznała rację koszykarzowi i jego przedstawicielowi. Dzięki temu koszykarz mógł podpisać już w trakcie trwania sezonu umowę ze Spójnią. Póki co niewiele jednak stargardzianom sportowo pomógł.
Aż do meczu z Kingiem.
Dzięki niedzielnej wygranej Spójnia (5-6) w tabeli PLK dogoniła Czarnych Słupsk, a do lokalnych rywali ze Szczecina traci obecnie już tylko punkt. Jeśli nie będzie to tylko pojedynczy lepszy mecz w wykonaniu podopiecznych Andreja Urlepa, mogą oni mieć jeszcze całkiem realne szanse na to, by zapewnić sobie przepustkę do turnieju finałowego o Puchar Polski w Sosnowcu. W następnej kolejce Spójnia zagrają z MKS w Dąbrowie Górniczej.
King z bilansem 6-5 zajmuje dopiero szóste miejsce i przed świętami jego kibicom trudno będzie o jakikolwiek optymizm. Kolejny mecz szczecinianie rozegrają 29 grudnia w Ostrowie Wielkopolskim. Jeśli do tego czasu nie zdołają uzupełnić składu, ich degrengolada może się pogłębiać i faworytem nie będą. Z pięciu ostatnich meczów ligowych King przegrał aż trzy. W żadnym z nich nie mierzył się z przeciwnikiem mającym medalowe aspiracje.