Strona główna » Tomasik: Kochana ligo PLK, kiedy wreszcie docenisz Andrzeja Mazurczaka? Kolejna szansa za rok

Tomasik: Kochana ligo PLK, kiedy wreszcie docenisz Andrzeja Mazurczaka? Kolejna szansa za rok

0 komentarzy
Andrzej Mazurczak może tego wprost nie przyznać, ale nie udawajmy, że seria Zastal – King nie była dla niego czymś więcej. Była. Była czymś całkiem dużym, nawet jeśli w Szczecinie zostawił przyjaciół. Dla Arkadiusza Miłoszewskiego także. Dla Macieja Majcherka, Krzysztofa Króla i Tomasza Gielo również. Sportowo wygrała ją tylko jedna drużyna, ale tak naprawdę to tylko pozory. Zwycięzców ten absolutnie znakomity ćwierćfinał ma po obu stronach barykady!

– Dałem Andy’emu szansę trzy lata temu i obaj osiągnęliśmy sukces. Dalej w niego wierzę. Jego transfer był jednym z moich warunków, który zaważył na przenosinach do Zielonej Góry. Byłoby duże prawdopodobieństwo, że zostałbym w Kingu, gdyby tylko Andy podpisał tam nową umowę – przyznał wprost Arkadiusz Miłoszewski chwilę po tym, gdy niemal rok temu został nowym trenerem Zastalu.

Oho, deja vu

Siadając do pisania tego tekstu po genialnym występie Mazurczaka na 23 punkty, 8 zbiórek i mnóstwo wspomnień, który Kingowi (sorry, lata przyzwyczajenia) Zastalowi po pięciu latach przerwy dał awans do półfinału zacząłem sobie przypominać wydarzenia sprzed roku. Andy nie porozumiał się z właścicielem Kinga Krzysztofem Królem w sprawie warunków nowego kontraktu.

Ale nagle tknęło mnie, że właściwie… podobny tekst o obecnym liderze Zielonogórzan już kiedyś napisałem.

Równo dwa lata temu, chwilę po zakończeniu bliźniaczego w wykonaniu tego rozgrywającego popisu w także zakończonej wynikiem 3:1 ćwierćfinałowej serii z Legią Warszawa. Artykuł nosił tytuł „Najlepszy gracz PLK za ćwierć miliona dolarów. Jest wart każdego centa!„.

„Wiosną 2023 roku otrzymał podwyżkę. Znaczącą, ponad 50-procentową. Choć od początku poprzedniego sezonu jest tak naprawdę najlepszym graczem PLK, wciąż nie jest jej najlepiej opłacanym zawodnikiem. Andrzej Mazurczak w sobotę w czwartym meczu z Legią udowodnił, że jest wart fortuny” – pisałem 20 maja 2024.

21 maja 2026 mogę się pod tymi zdaniami podpisać ponownie, ale wypada jednak też do nich coś dodać. Nie tylko o Mazurczaku. Także o zakończonej serii. Nie tylko ze względu na to, że poziomem sportowym i zaangażowania pobiła ona na głowę tę, którą toczą dwa potencjalni półfinałowi rywale Zastalu we Wrocławiu i Gdyni.

Wypada też dodać coś o pokonanych. Nie tylko w celu zwyczajowego pocieszenia skołatanych serc kibiców ze Szczecina!

O co tak naprawdę poszło? O pieniądze też!

Dlaczego Andrzej Mazurczak w sezonie 2026/27 nie jest graczem Kinga?

– Rozmowy między Andym a prezesem Królem trwały od dłuższego czasu i po prostu nie przyniosły efektu. Z różnych względów. Nie chodziło jednak o pieniądze. Nie był to decydujący czynnik – zapewniał rok temu Arkadiusz Miłoszewski.

– Zacznę od tego, że ja mam ogromny szacunek do prezesa Króla, który dał mi dużo w trzech ostatnich latach. Rozmowy między nami trwały od dłuższego czasu. Nie chcę jednak wchodzić w szczegóły. Media nie są od tego. Po prostu nie dogadaliśmy się. I tyle. Nie ma żadnej złej krwi między nami. Cieszę się, że jestem w Zielonej Górze i mogę tutaj coś zbudować wielkiego – dodawał Mazurczak.

Może faktycznie nie poszło tylko i wyłącznie o pieniądze, ale… Bądźmy poważni, mówimy o zawodowym sporcie – to jednak one w dużej mierze decydowały. A także ego.

Andrzej Mazurczak ma duże ego. Nic dziwnego, widać to na boisku, gdy bierze na siebie takie rzuty, jak ten wczoraj:

Mając w dorobku złoty medal mistrzostw Polski z 2023 roku i srebro 2024, lecząc w trakcie poprzedniego sezonu poważną kontuzję kolana i negocjując warunki nowego kontraktu, chciał postawić na swoim.

I postawił, nawet jeśli ostatecznie zgodził się podpisać w Zielonej Górze kontrakt niższy od tego, na który mógłby liczyć w Szczecinie. Dziwne? Ego, które w sporcie na najwyższym poziomie musisz posiadać, miewa potężną siłę.

Perspektywa koszykarza

Jak mogły wyglądać pertraktacje kontraktowe wiosną 2025 roku z perspektywy koszykarza?

Mazurczak miał prawo czuć się w Szczecinie niedoceniony! W obu sezonach, w których był zdrowy, doprowadził Kinga do wielkiego finału. W obu znajdował się w gronie koszykarzy, którzy wygrywali tytuł MVP bądź przynajmniej do końca pozostawali w grze o tę statuetkę. Pierwszy sezon, gdy zdobył z Kingiem mistrzostwo, rozegrał z umową zdecydowanie poniżej poziomu gracza, którym wówczas się stał.

Kontuzja kolana, przez którą stracił niemal cały sezon 2024/25, mogła powodować, że właściciel Kinga nieco inaczej patrzył na zwrot z tego dwuletniego kontraktu na ćwierć miliona dolarów z 2023 roku, ale:

– czy większość klubów szalenie wyrównanej PLK nie byłaby zadowolona z gwarancji „podpisujesz mnie na dwa lata i przynajmniej raz zagrasz w finale”?

– czy tarapaty sportowe, w jakie King popadł w poprzednim sezonie, mimo rekordowego budżetu, nie były najbardziej jaskrawym potwierdzeniem faktu, jak ważną częścią sukcesów tego klubu był w poprzednich sezonach Andy?

– czy spoglądając z perspektywy ławki rezerwowych na to jak z dyrygowaniem drużyną naszpikowaną gwiazdami w decydujących momentach sezonu nie radzi sobie Jovan Novak, Mazurczak mógł mieć wątpliwości czy „pomieści” się z tym graczem jednej w drużynie?

– czy mógł czuć zazdrość i lekkie rozgoryczenie, gdy usłyszał, że to właśnie Serbowi właściciel Kinga – zaledwie po kilku miesiącach współpracy nie naznaczonej sukcesami – zaproponował gwiazdorski kontrakt na dwa kolejne sezony?

– czy biorąc pod uwagę swój szczeciński dorobek, miał prawo – wciąż negocjując warunki umowy – chcieć przynajmniej zarabiać od Novaka więcej, nawet jeśli oznaczałoby to per saldo dajmy na to 20-procentową podwyżkę dla koszykarza, który mając 31 lat leczył poważną kontuzję?

Perspektywa właściciela

Jak mogły wyglądać pertraktacje kontraktowe wiosną 2025 roku z perspektywy właściciela Kinga?

Krzysztof Król też ma niemałe ego. Trudno się dziwić. Od lat wykłada na budowę Kinga własne pieniądze. Żyje z zespołem. Dosłownie. Nieprzypadkowo tak często możecie go zobaczyć w klubowym dresie na ławce rezerwowych. To postać, która wymyka się stereotypom myślenia o przeciętnym prezesie klubu sportowego.

Po sezonie 2025/26:

– mógł się czuć rozczarowany – najwyższy budżet w historii klubu dał mu najgorszy sezon od lat, także ze względu na wiele wątpliwych decyzji personalnych, które podjął w jego trakcie trener Miłoszewski

– mógł mieć wątpliwości, czy w zaistniałej sytuacji ów trener – bez względu na swój imponujący dorobek z poprzednich dwóch lat – może jako warunek pozostanie w Szczecinie stawiać podpisanie nowej umowy z Mazurczakiem

– jako właściciel klubu miał prawo się zdziwić, gdy leczący kontuzję gracz zażądał podwyżki

– postawiony przez duet najważniejszych współpracowników z poprzednich lat lekko pod ścianą, miał też prawo dojść do wniosku, że zakończy pewien, piękny etap rozwoju klubu i przejdzie do kolejnego, stawiając na tercet Jovan NovakMaciej MajcherekTomasz Gielo

Wygrani? Wszyscy! Przynajmniej potencjalnie!

Nie mam wątpliwości, że trener Miłoszewski nie bawił się w aktora, gdy po wczorajszym meczu, odpowiadając na pytanie o to, czy czuje dodatkową satysfakcję z pokonania Kinga, wyraził głównie współczucie w kierunku swojego byłego pracodawcy, wieloletniego asystenta oraz innych osób, z którymi spędził czas w Szczecinie.

Jednocześnie – nie mam też wątpliwości, że tak on, jak i Mazurczak czuli po zakończeniu tej serii ogromną, zdrową, sportową radość i satysfakcję z tego sukcesu.

Tam chyba faktycznie nie ma żadnej złej krwi. Mamy raczej do czynienia z przypadkiem małżeństwa, w którym w pewnym momencie obie strony doszły do wniosku, że lepiej będzie dalej pójść w różne strony, ale zachowały najlepsze wspomnienia ze wspólnie spędzonych chwil oraz świetne relacje.

Ponieważ w fantastycznych relacjach pozostają też kibice z Zielonej Góry i Szczecina – możemy tylko żałować, że ten ćwierćfinał się tak szybko skończył. Ale może to tylko początek dłuższej rywalizacji?

Może za rok w playoff otrzymamy pasjonujący rewanż?

Mazurczak i Novak mają ważne umowy ze swoimi drużynami także na kolejny sezon. Trenera Miłoszewskiego kontrakt z Zastalem wiąże nawet do 2028 roku. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której mimo niepowodzenia sportowego w playoff trenera miałby zmienić King. Tomasza Gielo należy rozpatrywać obecnie w kategoriach gracza, który zakończy karierę w Szczecinie, a następnie będzie starał się tam budować potęgę koszykówki w innej roli.

Żeby sobie uświadomić, że lepszego symbolu na lata King nie mógł sobie wybrać, wystarczyło posłuchać go po meczu nr 3.

Wystarczyło ujrzeć łzy w jego oczach, gdy opuszczał boisko po starciu nr 4. Wystarczyło chwilę później usłyszeć jego łamiący się głosu podczas konferencji prasowej.

Trzy lata temu, gdy King szykował się do pierwszego finału PLK, wiedząc, że talenty Gielo wykraczają poza koszykarski parkiet, namówiłem go, by sięgnął po pióro.

„Koszykówka w moim rodzinnym mieście na ten moment zasłużyła” – pisał na naszych łamach w dniu pierwszego meczu niezapomnianego finału PLK 2023 King – Śląsk. „Przez lata jedynym koszykarskim towarem eksportowym, którym mógł się szczycić Szczecin był Szymon Szewczyk. Ten chłopak ze zdjęcia ilustrującego ten tekst, stojący najbliżej „Szewca”, to kilkunastoletni ja. Ale dziś przyszedł czas na nowe. Dziś Szczecin może być dumny ze swojego zespołu. To wielka sprawa. I oby dopiero początek czegoś jeszcze większego” – tamten tekst Gielo zakończył podobnie, jak swoje wystąpienie podczas czwartkowej konferencji prasowej w Zielonej Górze.

Wiecie co ja najmocniej zapamiętam z maja 2026 w perspektywie Kinga? Wcale nie porażkę z Zastalem! Z mojej perspektywy najważniejszy był komunikat, który szczeciński klub wydał raptem trzy dni temu, zilustrowany poniższym zdjęciem.

TO SIĘ DZIEJE! To będzie wyjątkowy projekt! Ferie z Wilkami były tylko preludium, do tego, co właśnie się rozpoczyna. AKADEMIA KOSZYKÓWKI KING SZCZECIN budzi się do życia! Wierzymy, że przyszłość Kinga Szczecin oraz polskiej koszykówki może siedzieć dziś:

– na szkolnej sali,

– na lokalnym boisku,

– na trybunach podczas naszych meczów!

Rzesza kibiców wspierających Kinga z roku na rok rośnie. Klub ma już jedną z bezspornie najlepszych ekip wyjazdowych w PLK. Przez wielu ludzi ze środowiska koszykarskiego King jest jednak wciąż postrzegany jako zabawka w rękach Krzysztofa Króla. Poczucie, że gdyby jemu wspieranie klubu się znudziło, ten z miejsca przestałby istnieć, może i maleje z roku na rok, ale powoli. Komunikat z 18 maja 2026 roku jasno sugeruje, że King ma ambicje przyspieszyć ten proces.

Pozostaje tylko trzymać kciuki! Kibice ze Szczecina na pewno, podobnie jak ich kapitan, czują obecnie gorycz porażki. Ale tak naprawdę mogą też po tym sezonie czuć się zwycięzcami. Ich klub, prowadzony przez duet Szczecinian, wykonuje ważny krok w kierunku budowania podwalin pod przyszłe sukcesy.

Jakby ktoś czuł się niedoinformowany na temat przeszłości, która łączący duet Majcherek – Gielo, jeszcze raz polecam lekturę artykułu autorstwa tego drugiego sprzed trzech lat.

Licytacja w 2027?

Czy obecnie jestem w stanie odpowiedzieć ile tak naprawdę jest wart Andrzej Mazurczak?

Niekoniecznie, ale na pewno więcej, niżby wskazywały to zapisy jego kontraktu z Zastalem. Rynek nie zawsze wycenia sportowców sprawiedliwie. Lidera Zielonogórzan nie ma w gronie najlepiej opłacanych graczy PLK tego sezonu, ale na pewno trzema ostatnimi meczami na dobre wrócił tam, gdzie było jego miejsce w latach 2023-24 – do grona największych ligowych gwiazd.

Żeby uzmysłowić sobie jak dobry był w tych wygranych starciach z Kingiem Mazurczak, warto się na chwilę zatrzymać i spojrzeć w statystyki:

99 minut

54 punkty

25 asyst

17 wymuszonych fauli

12 zbiórek

3 straty

A także mnóstwo świetnych zagrań, których statystyki nie oddają oraz siły mentalnej, charyzmy, której jak nie masz, to się nie nauczysz.

Jeszcze raz, to nie pomyłka: Mazurczak zagrał 99 minut w roli dyrygenta zespołu w najważniejszych meczach sezonu i popełnił w tym czasie jedynie 3 straty.

Nic dziwnego, że widząc jak znów dobrze czuje się w roli gościa, od którego w grze Zastalu zależy wszystko trener Miłoszewski przed czwartym meczem serii zdecydował się kompletnie zrezygnować z jednego z najlepszych strzelców tego sezonu PLK Chavaughna Lewisa. To naprawdę fascynujące pytanie – chyba jednak bardziej „jak?”, a nie „czy?” trener Zastalu będzie korzystał z Amerykanina w kolejnych seriach playoff.

Zastal zajął dopiero ósme miejsce w sezonie zasadniczym PLK, ale obecnie ambicje duetu Mazurczak – Miłoszewski na pewno sięgają trzeciego z rzędu (biorąc pod uwagę sezony, w których Andy był zdrowy) awansu do finału.

Za rok zbliżającemu się wówczas do 34. urodzin Mazurczakowi wygasać będzie obecny kontrakt z Zastalem. Może wówczas w PLK dojdzie do prawdziwej licytacji o jego usługi?