„Kilka klubów z Manchesteru zgłasza chęć udziału w przetargu na organizację drużyny, która miałaby przystąpić w 2028 roku do rozgrywek NBA Europe” – donosił w styczniu „Sports Business Journal”.
Wedle tego raportu czwartkowy rywal Dzików o prawo do stworzenia drużyny NBA Europe zamierza walczyć z piłkarskimi potęgami z tego miasta – United i City, które obecnie nie posiadają koszykarskich drużyn. Marzenie ściętej głowy? Manchester Basketball wedle tych doniesień ma być wspierany przez fundusze private equity oraz inwestorów, którzy mogliby mu pomóc przebić oferty Manchesteru City i Manchesteru United.
Żeby była jasność o jakich kwotach tu mówimy – wszystko wskazuje na to, że NBA będzie oczekiwała wpłaty wstępnej za możliwość budowy drużyny w wysokości od 500 mln do 1 mld dolarów.
– Dysponujemy środkami finansowymi, by samodzielnie złożyć ofertę, jeśli okaże się to sensowne – zapewniał „SBJ” Ben Pierson, szef Manchester Basketball.
Póki co jego zespół szykuje się do walki ze swoim, przynajmniej poniekąd, warszawskim odpowiednikiem w finale ENBL. Dziki od lat coraz śmielej rozpychają się w mieście, w którym pod względem zainteresowanie kibiców dominuje, póki co wciąż jednak głównie dzięki piłkarskiej tradycji, uznana marka, jaką jest Legia.
We wczorajszych półfinałach Dziki przetrwały napór CSO Voluntari w ostatniej części meczu i wygrały 87:80. W drugim meczu Brytyjczycy zszokowali gospodarzy turnieju i po pogoni w ostatnich minutach wyeliminowali niemiecki zespół MBC, wygrywając 89:86, meldując się w finale rozgrywek jako drugi z rzędu przedstawiciel Wysp Brytyjskich.
Dziki, wygrywając z Voluntari, pomściły ubiegłoroczną porażkę Legię, którą Rumuni eliminowali w ćwierćfinale w drodze po triumf w całych rozgrywkach. W rozpoczynającym się o godz. 20 finale drużyna Marco Legovicha wraz z obecnymi w Niemczech kibicami z Warszawy będą próbowali wymazać z pamięci ubiegłoroczną półfinałową porażkę z Newcastle.
O zespole z Manchesteru nie wiemy tyle, ile moglibyśmy powiedzieć o drużynie z Bundesligi, ale jedno jest pewne – brytyjskie drużyny notują stały postęp na europejskich parkietach i są rywalami niewygodnymi, grającymi często w sposób nieszablonowy. Żeby nie powiedzieć – chaotyczny.
Zaprzeczeniem tego był akurat mecz Dzików z Newcastle w tegorocznej fazie grupowej ENBL, wygrany przez przedstawiciela Orlen Basket Ligi nadspodziewanie łatwo (91:68).
Wracając do Manchesteru, obecna odsłona tego klubu powstała niecałe dwa lata temu na zgliszczach Manchester Giants – klubu należącego do upadłej spółki zarządzającej całymi rozgrywkami ligowymi w Anglii. W poprzednim sezonie klub z Manchesteru był ćwierćfinalistą nowopowstałej ligi brytyjskiej SLB. W bieżących rozgrywkach, kolejkę przed końcem sezonu regularnego, z bilansem 18-13 zajmuje 3. miejsce w tabeli.
W fazie ligowej ENBL Manchester zanotował o jedno zwycięstwo więcej od Dzików (bilans 6-2), ulegając tylko słowackiemu Slovanowi i islandzkiej drużynie Tindastoll. W fazie playoff przed turniejem Final Four czwartkowy rywal Dzików eliminował dwie chorwackie ekipy: Dinamo Zagrzeb i KK Dubrava – w obu przypadkach po zaciętych bojach.
Drużyna – jak większość koszykarskich ekip z Wysp – zdominowana jest przez Amerykanów. Dodajmy też od razu, że w większości dość anonimowych.
Na obwodzie są tu więc: PJay Smith (PG, 183/23), Jordan Johnson (PG, 185/26) i lider drużyny Max Jones (G, 193/24). Skrzydłowi zza oceanu w Manchesterze odgrywają mniejsze role i są to Amerykanie Zak Irvin (G/F, 198/32) i Judson Martindale (G/F, 201/25) oraz Kanadyjczyk Gabe Osabuohien (F, 203/28). Pod koszem walczą przede wszystkim Matthew Nicholson (C, 213/23) i Duke Shelton (F/C, 207/31). Wzmocnieniem strefy podkoszowej w Manchesterze był niedawny angaż Australijczyka DJ Mitchella (PF, 203/29), którego kibice w Polsce mogą pamiętać z występów w Śląsku Wrocław w wicemistrzowskim sezonie 2022/23 (śr. 6 pkt., 2 zb.).
Trenerem finałowego przeciwnika Dzików jest Amerykanin z holenderskim paszportem Matt Otten. 45-latek pracował dotąd w Holandii (również jako asystent w reprezentacji) i w Austrii. Zespół z Manchesteru prowadzi od sierpnia.
W półfinałowym meczu z MBC wystąpiło w sumie dziewięciu obcokrajowców: siedmiu Amerykanów, Kanadyjczyk i Australijczyk. Jedynym lokalnym graczem, który może liczyć na większy wymiar gry jest skrzydłowy Tim Adetukasi (F, 198/25).
Międzynarodowe doświadczenie z gry w ligach Europy kontynentalnej całej wymienionej dziesiątki jest znikome. Składają się na nie: sezon w Kosowie Johnsona, sezon w Macedonii i kilka meczów na Słowacji Adetukasi, pół sezonu Mitchella w Holandii i kolejne pół we Wrocławiu. Najbardziej doświadczonym zawodnikiem Manchesteru jest Shelton (nie mylić z D.J. Sheltonem, choć parametry obu graczy są podobne), który na początku swojej kariery grał w Finlandii, na Słowacji, w Austrii i drugiej lidze Izraela, ale od kilku lat osiadł już na Wyspach.
W meczu półfinałowym przeciwko gospodarzom turnieju najlepsi na parkiecie byli: Johnson – 21 pkt., 5 zb., 4 as., Jones – 18 pkt., Adetukasi – 13 pkt. i Mitchell – 12 pkt. Efektywny z ławki okazał się Shelton – 10 pkt. (4/4 z gry) i 5 zb. Warto zwrócić uwagę również na 12/26 z dystansu całej drużyny i aż 30 wizyt na linii rzutów wolnych Brytyjczyków. Goście zdobyli też o 11 punktów więcej po szybkim ataku od rywali.
Na przestrzeni całego sezonu brytyjskiej Superligi w Manchesterze wyróżnia się obwodowe trio Smith-Johnson-Jones: odpowiednio 14, 14 i 17 punktów na mecz oraz 5, 3 i 3 asysty. Mitchell wzmacniający ten tercet zdążył zagrać dotąd w czterech ligowych meczach, w których zdobywał średnio prawie 15 punktów i zbierał 7 piłek z tablic. Wydaje się, że to właśnie ta czwórka odpowiada za większość potencjału ofensywnego drużyny.
Zarówno wczorajszy półfinałowy mecz Manchesteru z MBC, jak i historia pojedynków polsko-brytyjskich w ostatnich latach, pokazują, że Dziki nie powinny, a nawet nie mogą lekceważyć czwartkowego przeciwnika. W ostatnich kilku sezonach z brytyjskimi rywalami męczyły się lub przegrywały po kolei:
– Dziki (dwukrotnie z Newcastle w zeszłym sezonie)
– Legia (z Bristolem)
– Zastal (z Newcastle)
– Start (z Bristolem).
Pamiętamy też błotną koszykówkę w wykonaniu Anwilu w Szkocji w meczu w ramach FIBA Europe Cup. Życzymy sobie i organizacji z Warszawy, żeby finał przypominał bardziej październikowe starcie przeciwko Newcastle, niż wspomniane pojedynki, w których fizyczność, energia i chęć do biegania wyspiarskich ekip okazywały się dla polskich zespołów zbyt dużym wyzwaniem.
Tahlik Chavez, który w starciu z Voluntari zdobył w środę 21 punktów, trafiając 4/4 za 3 wydaje się być na misji. 25-letni snajper Dzików w dwóch ostatnich meczach spudłował jedynie jeden z 12 rzutów z dystansu!
Transmisja w finału ENBL 2026 będzie dostępna na kanale YouTube rozgrywek ENBL.