Strona główna » Jayvon Graves: Legia z ostatnich dwóch miesięcy namieszałaby także w Lidze Mistrzów!

Jayvon Graves: Legia z ostatnich dwóch miesięcy namieszałaby także w Lidze Mistrzów!

0 komentarzy
Legendarne mistrzostwo NBA wywalczone w barwach Cleveland Cavaliers przez LeBrona obserwował z bliska w towarzystwie pierwszego trenera „King Jamesa”. Za kilkanaście dni sam zamierza świętować zdobycie tytułu – z Legią Warszawa. To właśnie od gry Jayvona Gravesa mogą w dużym stopniu zależeć losy najważniejszej serii playoff PLK sezonu 2025/26.

Aleksandra Samborska: Legia w finale znalazła się napędzana siłą ofensywnego rażenia wielu koszykarzy. Czy przebieg tego sezonu zweryfikował powierzoną ci przed nim rolę?

Jayvon Graves: Myślę, że na początku rozgrywek faktycznie brałem na siebie większą odpowiedzialność rzutową. Wynikało to pewnie częściowo także z tego, że mam większe koszykarskie doświadczenie niż wielu kolegów z drużyny. Z biegiem czasu wyklarowała się jednak moja docelowa rola w tym zespole – dowożenia meczów swoim doświadczeniem w różnych aspektach koszykarskiego rzemiosła. Niezależnie od tego, czy chodzi o zbiórki, punkty. Biorę na siebie to, co prowadzi Legię do zwycięstwa. Czuję się zdecydowanie jednym z najlepszych obrońców PLK tego sezonu. Także w serii z Dzikami to była moja główna rola.

Jeden z naszych wspólnych kolegów, z którym dzieliłeś szatnię podczas swojego debiutanckiego w Europie sezonu we Francji, napisał mi, że „Graves to gracz na znacznie poważniejsze granie niż PLK”. Jak zatem znalazłeś się w Warszawie?

Przed sezonem miałem trochę zapytań, ale chciałem iść do klubu, z którym się wygrywa. Legia zapewniała mi zwycięstwa i szansę występów w Ligę Mistrzów. Moim zdaniem zagraliśmy w niej kilka naprawdę solidnych meczów. Gdybyśmy do fizyczności z jaką wychodziliśmy teraz dodali to, jak z biegiem sezonu rozwinęliśmy się organizacyjnie na parkiecie to wynik w Europie byłby lepszy, namieszalibyśmy w tych rozgrywkach bardziej. Teraz mamy w sobie i między sobą meczowe zgranie, ciągłość – cechy, których wtedy jeszcze nam brakowało. Dziś jako drużyna jesteśmy sportowo mądrzejsi, dojrzalsi. Myślę, że to, jaką jesteśmy naprawdę drużyną pokazujemy od dwóch miesięcy. 

Ubiegły sezon w Wilnie miał trochę inny przebieg niż pierwotnie zakładałem. Graczy do obdzielenia minutami w Rytas było wielu, presja na wynik duża. W kilku meczach się nie wstrzeliłem i ostatecznie tej piłki miałem mniej, ale z perspektywy czasu widzę, że to też zaprocentowało w intensywności obronnej, którą mogę pokazywać dziś. 

Z perspektywy czasu i przebiegu tego sezonu z Legią Warszawa jestem naprawdę zadowolony. Ten czas dał mi wiele dobrych koszykarskich doświadczeń. Czuję, że zaprocentują one w przyszłości. Również tych drużynowych, ale i pozaboiskowych.

W szkole średniej twoim trenerem był Coach Druten sam, który w 1995 do swojej drużyny AAU zrekrutował 10-letniego LeBrona Jamesa. Jest znany z wpajania swoim zawodnikom idei wykraczających poza parkiet. Na ile to właśnie od niego wyniosłeś przekonania, że koszykówka daje znacznie więcej wartości niż mogą to opisać statystyki?

To jest mój trener! Od dzieciaka aż do teraz. Gdy latem wracam do domu i trenuję w licealnej sali – on przesiaduje tam praktycznie codziennie. Rozmawiamy, dalej dostaję od niego wskazówki – nie tylko te treningowe.

Trener Dru Joyce II to bardzo szanowana postać w naszej sąsiedzkiej społeczności. Dobry, rodzinny fact, który uchodzi za przykład dla naprawdę wielu.

Byłem w liceum, kiedy Cavs wygrali NBA w 2016 roku. Z kolegami jeździliśmy wtedy do Cleveland (Akron od Cleveland dzieli ok. 60 kilometrów – przyp. red.) oglądać domowe mecze na telebimie przed halą. Po tym wymarzonym i upragnionym przez nas wszystkich pierścieniu LeBron wyprawił wielką, triumfalną paradę, na którą poszło całe miasto. To wielka historia naszej szkoły, naszego miasta, całego naszego regionu.

Ten region dał koszykówce Króla Jamesa i wielu innych wybitnych zawodników, choćby braci McCollum, którzy tak jak ty urodzili się w Canton. Znacie się?

Tak, nawet bardzo dobrze – co lato trenujemy razem. CJ dużo mi doradzał, szczególnie na etapie college’u. Dziś mam regularny kontakt mam z Ericiem. Wymieniamy dużo wiadomości. Gdy w fazie pucharowej Ligi Mistrzów ze swoim Galatasaray pojechał na mecz z Rytasem, poleciłem mu, gdzie mają w Wilnie drużynowo wyjść, co zjeść i zobaczyć.

W Ohio bardzo dba się o sportowe więzi. Z jednej strony mamy Hall of Fame futbolu amerykańskiego, a z drugiej wielu znamienitych koszykarzy, którzy dominują w różnych rozgrywkach i dają swoim sąsiadom wsparcie, które kiedyś sami w podobny sposób otrzymali i pozwoliło im to osiągnąć sukces.

W Legii też dużą wagę przykłada się do braterskich relacji i atmosfery wokół. To poczucie wspólnoty pozwoliło ci się tak dobrze odnaleźć w ekipie zmierzającej do kolejnego, wielkiego triumfu?

Tak, myślę, że to jest ważny czynnik, który przyczynia się do naszych zwycięstw. Zbudowaliśmy wokół tej drużyny fajną aurę. Lubimy się! Jest wesoło, wychodzimy razem – a to na kręgle, a to do restauracji. Fani i doping Legii to też jest coś, co wprowadza w absolutne osłupienie każdego Amerykanina, który nigdy nie doświadczył kibicowskiego klimatu w Europie. Mój brat odwiedził mnie na urodziny, w Warszawie była też moja mama, mój agent. Zresztą – mama wraca do Polski za tydzień, będzie na dwóch finałowych meczach w Zielonej Górze, więc o dodatkową motywację przed serią o tytuł pytać nie musisz!

Zapytam więc o to, na co kibice PLK powinni zwrócić szczególną uwagę oglądając finały sezonu 2025/2026 między Legią Warszawa i Zastalem Zielona Góra.

Na bardzo mocną i fizyczną obronę z naszej strony. W sumie – pewnie z obu stron. Zastal zrobił niesamowite postępy jako drużyna od naszego ostatniego spotkania. Lepiej dbają o piłkę, nie popełniają głupich strat. Jest tam też naprawdę komu rzucać. U nas z fizyczności wychodzi mądra, zorganizowana gra.

Ile meczów czeka nas w tej serii? 

Tego już ci nie powiem. Ale mistrzostwo Polski 2025/2026 zdobędzie Legia!

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie