Strona główna » Czwartek z PLK: Wybrakowany Anwil lepszy od Kinga. MKS już właściwie pewny utrzymania!
PLK

Czwartek z PLK: Wybrakowany Anwil lepszy od Kinga. MKS już właściwie pewny utrzymania!

0 komentarzy
Nawet fantastyczna skuteczność Tony’ego Meiera – 7/8 za 3 skutkujące zdobyciem aż 37 punktów – nie uratowało Kinga przed kolejną porażką we własnej hali. Pozbawiony Luke’a Nelsona i grający w rundzie zasadniczej właściwie o nic Anwil Włocławek wygrał w Szczecinie 92:89. MKS dzięki kluczowej trójce Raya Cowelsa ograł mającą problemy z płynnością finansową Stal i dwie kolejki przed zakończeniem sezonu zespół, który przez jego większość zamykał tabelę jest już niemal pewien utrzymania!

– Optymistycznie spoglądam w przyszłość, bo dziś w starciu z silnym rywalem zagraliśmy zdecydowanie lepiej niż w dwóch poprzednim meczach. Prezentując postawę taką jak z Anwilem, możemy walczyć o zwycięstwo z każdym w tej lidze – mówił po zakończeniu czwartkowego meczu Tony Meier, który niemal w pojedynkę ograł lidera tabeli.

Słowo „niemal” robi dużą różnicę. W decydujących o zwycięstwie momentach czwartkowego meczu w Netto Arenie najpierw James Woodard poślizgnął się, goniąc za Michałem Michalakiem. Reprezentant Polski z zimną krwią trafił decydującą – jak się okazało – trójkę. King nie miał już przerwy na żądanie, a po chwili Isaiah Whitehead mocno naciskany przez Deane’a Williamsa wybiegł z piłką na aut.

https://www.youtube.com/watch?v=iEyR-fkt2X8

Nagle z wygranego meczu, w którym King był na prowadzeniu przez niemal 39 minut, a Anwil zaledwie 21 (!) sekund zrobiła się porażka.

Można tylko zaktualizować dorobek szczecinian we własnej hali z dwóch ostatnich sezonów zasadniczych, który podawaliśmy przed meczem King – Anwil: to już 12-17. W halach rywali w tym samym czasie zespół Arkadiusza Miłoszewskiego zanotował nieporównywalnie lepsze 23-6.

Szkoleniowiec wicemistrzów Polski podobnie jak Meier mimo porażki z optymizmem spogląda w przyszłość. Podczas konferencji prasowej zaznaczał, że do niepowodzenia jego drużyny przyczyniła się także dyskusyjna decyzja sędziów z końcówki.

– Miałem swoją teorię dlaczego w dwóch ostatnich meczach graliśmy tak słabo i trochę zmieniłem mikrocykl. To zadziałało. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby na stale wrócić do takiej gry jak dziś. Jestem z chłopków dumny. Szkoda, że nie tylko my nie ustrzegliśmy się błędów w końcówce, które kosztowały nas porażkę. Myślę tu o błędzie dwie minuty przed końcem, gdy mieliśmy otwarty rzut za 3 i nie został odgwizdany faul, a w drugą stronę poszły trzy punkty w kontrze. To była dla nas 5-sekundowa akcja na -6 punktów. W takim meczu po czymś takim ciężko się odbudować. To też kosztowało nas porażkę, a to boli – mówił trener Kinga.

W jego zespole oprócz Meiera do bariery 10 punktów dobił jedynie Jovan Novak (10 punktów, 9 asyst, choć tylko 1/6 za 3).

Anwil nie wystąpił w Szczecinie w pełnym składzie – ze względu na lekki uraz barku oszczędzany przez sztab szkoleniowy włocławskiej drużyny był Luke Nelson. Nie zawiedli Amerykanie – DJ Funderburk w swoim stylu (16/17 z wolnych) uzbierał 22 punkty, a po 16 dodali Ryan Taylor (6/7 z gry) oraz Justin Turner (7/12). Michalak zakończył występ z 12 punktami i 4 asystami, a dobrze wypadł także wspomniany wcześniej Williams (11 punktów, 3/5 z gry i sporo udanych akcji w obronie).

King po tej porażce ma punkt straty do zajmujących miejsce 3-4 Startu Lublin i Legii Warszawa (17-11) i wspólnie z Czarnymi oraz Górnikiem plasuje się na miejscach 5-7. Wicemistrzom Polski realnie grozi wypadnięcie z czołowej szóstki i występ w fazie play-in. Wprawdzie z Górnikiem King ma wygrany dwumecz, ale z Czarnymi nie, a tuż za tym tercetem czai się jeszcze przecież Śląsk (15-13), który w piątek nie dał szans Twardym Piernikom Śląsk. Dwumecz z tym rywalem King przegrał.

W dwóch ostatnich meczach sezonu wicemistrzowie Polski najpierw zagrają w Toruniu (4 maja), a na koniec w Szczecinie podejmą Legię (7 maja).

– Znamy swoją sytuację w tabeli i wagę tych dwóch meczów. Jedziemy do Torunia wygrać. Zrobimy też wszystko by pokonać Legię i być spokojnym o grę w playoff – zapewnia trener Miłoszewski.

W pierwszym czwartkowym meczu Trefl pokonał Dziki Warszawa 81:70. Jeszcze przed ostatnią kwartą pięć punktów przewagi mieli podopieczni Krzysztofa Szablowskiego, ale finisz należał już – i to zdecydowanie! – do mistrzów Polski, którzy ostatnich 10 minut wygrali aż 26:10. Najwięcej punktów dla Trefla zdobyli Nick Johnson (18), Geoffrey Groselle (17) i Marcus Weathers (16).

Dla Dzików była to już czwarta porażka w pięciu ostatnich meczach. Tylko dzięki temu, że swój mecz – 97:98 z MKS w Dąbrowie Górniczej – przegrała także zmagająca się w tym sezonie nie tylko z plagą kontuzji, ale także z poważnymi zawirowaniami organizacyjno-finansowymi Stali Ostrów Wielkopolski, zespół ze stolicy zachował miejsce w Top10. To ostatnie, które gwarantuje udział w play-in. Dla Dzików w Sopocie 19 punktów zdobył Janari Joesaar, a 17 Andre Wesson.

MKS zwycięstwo zapewnił w samej końcówce Ray Cowels – ten sam, który wcześniej dał zespołowi z Dąbrowy Górniczej serią trzech trójek niebywale istotną wygraną w starciu z Czarnymi Słupsk.

https://www.youtube.com/watch?v=ikvUSH5670Y

Dwa kolejki i tydzień przed zakończeniem sezonu zasadniczego MKS ma w tabeli punkt przewagi nad Arką i Spójnią. Realnie patrząc, już tylko kataklizm mógłby zepchnąć drużynę z Dąbrowy Górniczej ponownie na ostatnie miejsce w tabeli, które zajmowała przez większość rozgrywek.

Najwięcej punktów dla MKS w meczu ze Stalą zdobył Cobe Williams (24, 6 asyst). Cowels do 21 punktów (5/7 za 3) dołożył również 6 zbiórek. Pomyśleć, że w połowie sezonu szefowie klubu z Dąbrowy Górniczej dość poważnie rozważali rozwiązanie umowy z doświadczonym Amerykaninem…

Najwięcej punktów dla Stali w Dąbrowie Górniczej zdobył Siim-Sander Vene (26), po 16 dołożyli Anthony Roberts i Damian Kulig.