Wszyscy, którzy spodziewali się, że po powrocie z 1:3 i sensacyjnym wyeliminowaniu Boston Celtics w pierwszej rundzie playoff Joel Embiid i spółka w rywalizacji z nowojorczykami od razu pójdą za ciosem w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego mocno się rozczarowali. 48 godzin później 76ers zostali w Madison Square Garden zmieceni z parkietu.
Oglądając grę Knicks ręce same składały się do oklasków. Nie tylko Spike’owi Lee.
Knicks już schodząc na przerwę prowadzili różnicą 23 punktów – aż 74:51 – i losy meczu były rozstrzygnięte. Lider gospodarzy Jalen Brunson był jedynym graczem, który spędził na parkiecie ponad 30 minut (31). Zdobył bardzo efektywne 35 punktów – wykonując zaledwie z 18 rzutów z gry. Pozostali gracze pierwszej piątki byli przez trenera Mike’a Browna mocniej oszczędzani.
Sporo szans jak na tak zaawansowaną fazę playoff dostali rezerwowi. Ariel Hukporti – 17 minut. Pacome Dadiet – 9. Mahomed Diawara – 8. Łącznie na parkiet wybiegło aż 14 graczy Knicks. Każdy z nich zdobył punkty.
Niestety, jedynym, który utknął na samym końcu ławki rezerwowych i nawet na chwilę nie pojawił się na boisku był Jeremy Sochan. Polak zmagał się ostatnio z lekkim urazem mięśnia udowego, ale przed meczem z 76ers w raporcie medycznym Knicks określali jego występ jako „prawdopodobny”.
W zespole 76ers najwięcej 17 punktów zdobył Paul George. Embiid miał tylko 14. Najlepszy snajper gości Tyrese Maxey naciskany przez obrońców Knicks zdołał oddać tylko 9 rzutów z gry (13 punktów).
„Jeśli zamierza grać w ten sposób, Embiid powinien wycofać swoje słowa i nawoływać kibiców Sixers, by sprzedawali swoje bilety na mecze tej serii w Filadelfii, póki jeszcze mogą. Niech przynajmniej zarobią na rynku wtórnym” – kpi z postawy 76ers „New York Post”.
Na przegrupowanie „The Process” i jego koledzy nie mają wiele czasu – kolejny mecz serii, a także szansa dla Sochana, by poznać smak gry w drugiej rundzie playoff już w środę, ponownie w Madison Square Garden.