Aleksandra Samborska: Czy rzut na zwycięstwo, który trafiłeś w pierwszym domowym meczu ligowym tego sezonu – derbach ze Śląskiem – ustawił dla ciebie ten sezon mentalnie?
Lovell Cabbil Jr: Na pewno. Mając na uwadze, jak elektryzująca jest to rywalizacja i ile znaczy dla naszych kibiców – trafienie takiego rzutu w meczu Górnika ze Śląskiem pozwoliło mi zbudować dobrą perspektywę na cały sezon. Poczułem, że mogę być jednym z najlepszych zawodników tej ligi i sięgać po jeszcze większe rzeczy!
40 punktów rzucone AMW Arce Gdynia to indywidualny rekord tego sezonu. Jak wyglądał ten mecz z twojej perspektywy?
Wszystko sprowadza się do nastawienia, z jakim wchodzisz w mecz. Naprawdę! My wówczas bardzo potrzebowaliśmy zwycięstwa, dlatego mocno sobie powtarzałem, że muszę być agresywny na boisku.
Tego meczu nie zaczynałem nawet w pierwszej piątce. Pamiętam, że jak tylko wszedłem z ławki, to mieliśmy posiadanie – od razu dostałem podanie i trafiłem otwartą trójkę. Pomyślałem od razu: „o wow, wchodzę i już trója, będzie dobrze”. Przez to chciałem więcej!
W drugiej połowie to już w ogóle była punktowa eksplozja, czułem, że mogę trafiać wszystko. My już wtedy mieliśmy spore problemy zdrowotne, więc na mnie defensywa rywali skierowała sporo uwagi. Ale ten pierwszy rzut, który trafiłem, kiedy naprawdę nikogo obok mnie nie było dał mi tyle wiatru w żagle, że później byłem nie do zatrzymania! Jak mówiłem – czasami naprawdę wszystko sprowadza się do nastawienia, z jakim wchodzisz w mecz!
Wielkie rzuty to jedno, ale w tym sezonie notujesz też blisko 5 asyst na mecz. W profesjonalnej karierze na tym poziomie nigdy lepiej nie podawałeś. Czy to oznacza, że zbliżając się powoli do 30. urodzin coraz lepiej i pewniej czujesz się także jako rozgrywający?
Staram się rozwijać właśnie w tym kierunku. Odkąd gram profesjonalnie w koszykówkę, każdego roku chcę dodawać do swojego wachlarza nowe umiejętności. W tym roku, dzięki współpracy z naszym sztabem szkoleniowym, sporo się na tym skupiam. Oglądamy dużo video, zwracamy uwagę na czytanie sytuacji dobrych do wykonania podania. Niektórych w przeszłości po prostu nie zauważałem.
To na pewno coś, co ma dla mnie duże znaczenie w tym sezonie, więc tym bardziej cieszę się z postępów, które udało mi się jako rozgrywającemu zrobić.
Jak to wygląda z obroną rywali? Zmieniła się mocno odkąd wszyscy wiedzą, że w pojedynkę możesz odwrócić losy meczu?
Rywale próbują mnie teraz maksymalnie odciąć od gry, jest dużo agresywnej obrony granych przeze mnie pick’n’rolli, sporo podwajania, także daleko od kosza, żeby jak najszybciej zmusić mnie do oddania piłki. Inne drużyny wykonują dobrą pracę dostosowując się do naszej sytuacji kadrowej. Czuję, jak próbują mnie ograniczyć, gdy chcę grać pick’n’rolla.
PLK to najbardziej zaawansowana taktycznie liga spośród tych, w których występowałeś? Chcesz tu zostać na dłużej czy traktujesz Polskę jako trampolinę do większego grania?
Grałem w kosza w Gruzji, a także na zapleczach ekstraklasy niemieckiej i francuskiej. Jeśli spytasz mnie o zdanie – według mnie nie powinienem był się tułać po tych drugich ligach, choć dziś wiem też, że to część sportowej drogi zawodnika.
Chyba nie ma sensu głębiej zastanawiać się nad tym, jak dziś traktuję grę w ORLEN Basket Lidze. Byłem przecież już w Polsce wcześniej – grając w MKS – i to nie był dla mnie sportowo najlepszy okres. Właściwie nie spodziewałem się, że wrócę do PLK, a tu proszę – jestem ponownie, czuję się bardzo dobrze i co mecz wychodzę na parkiet z nastawieniem, że chcę zdominować mecz, być jednym z najlepszych obrońców w rozgrywkach.
Teraz tylko to zajmuje moje myśli.
Mimo wielu problemów kadrowych dominować możecie też jako drużyna – wystarczy spojrzeć na wasz ostatni wyjazd do Torunia. Co zaważyło o tamtym efektownym, 20-punktowym zwycięstwie. Co jeszcze poprawić możecie przed czwartkowym meczem z Czarnymi Słupsk?
Na tym etapie gra toczy się o wszystko i właśnie tak się do tych meczów przygotowujemy. Gdybyśmy podobne nastawienie jako drużyna zyskali szybciej, być może ta końcówka sezonu byłaby mniej nerwowa. Ale przeszłości nie zmienimy, jest jak jest. Wiemy, że w najbliższych dwóch meczach damy z siebie absolutnego maksa, bo jeśli się nie uda, będziemy szybciej wracać do domu.
W Toruniu graliśmy szybko. Byliśmy też bardzo skoncentrowani. Koncentracja i wysokie tempo pozwoliły nam uporządkować grę w ataku, którą naprawdę mamy dobrze skonstruowaną! Jest tylko jeden problem – przez te wszystkie kontuzje brakuje nam takiego solidnego przetestowania wszystkich rozwiązań taktycznych w komplecie.
Do meczu z Piernikami wszyscy podeszliśmy skoncentrowani, kreowałem grę, szukałem chłopaków w pomalowanym, kontrolowałem tempo – raz przyspieszałem, innym razem zwalniałem. To jest kluczowe, kiedy chcesz wygrać – nikt nie może ci dyktować swojego tempa, to ty musisz narzucić swoje warunki. Na pewno łatwiej jest to zrobić, gdy wokół siebie ma się zawodników z wysokim koszykarskim IQ. Ja w Górniku mam ten luksus.
Czarni w ostatnim meczu z Treflem walczyli do samego końca, w przygotowaniach mamy to na uwadze. Nie wchodząc w taktyczne detale na czwartkowy mecz: ważne będzie odpowiednie nastawienie mentalne, dyktowanie naszych warunków od samego początku i trzymanie się meczowego planu!
Jestem przekonany, że jeśli dobrze przewietrzymy nasze głowy, możemy wygrać dwa najbliższe mecze – z Czarnymi u siebie i Stalą na wyjeździe!
Skoro mówisz o koszykarskim IQ – dobrze znam Grześka Kulkę, Darek Wyka to ligowa legenda, a macie też w zespole spore wpływy serbskie i litewskie. Trener Adamek skonstruował ten zespół, że każdy zna swoją rolę?
Dokładnie, świetnie się w tym odnajduję. Ostatnimi czasy nasza gra to jest coraz bardziej moja koszykówka. Kiedyś interesowały mnie tylko punkty. Można powiedzieć, że byłem takim typowym amerykańskim rzucającym. Zdobywane kosze były ważniejsze niż to, co do nich prowadzi. Niespecjalnie interesował mnie cały koncept gry, bardziej skupiałem się na finalnym efekcie. Dziś się do tego konceptu faktycznie zaadaptowałem, bo to jest po prostu znacznie ciekawsza koszykówka.
Oglądam bardzo dużo europejskiej koszykówki – Euroligę, Ligę Mistrzów, EuroCup, a także poszczególne ligi, w których grają moi znajomi.
Wracając do pytania – nasze zróżnicowanie narodowościowe bardzo nam pomaga. Jesteśmy też mocno zróżnicowani charakterologicznie. W sztabie jest również David Jackson, który zna realia zawodnicze z perspektywy Amerykanina grającego w Europie, a Marc Garcia jest Hiszpanem. Każdy z nas ma trochę inne doświadczenia z koszykarskich początków, a co za tym idzie też trochę inną filozofię i spojrzenie na koszykówkę. Ale jak to wszystko wlaliśmy do jednego garnka i wymieszaliśmy, to myślę, że każdy z nas w tym sezonie zyskał sporo dla siebie na przyszłość.
Skoro w znaczeniu koszykarskim jesteś już tak mocno europejski – kto ci ostatnio najbardziej imponuje? Kogo podglądasz najchętniej?
Ostatnio chyba Sylviana Francisco w Żalgirisie! I Eliego Okobo! Lubię też podpatrywać Carsena Edwardsa, KP. Pewnie zaraz zrobiłaby się z tego długa lista, ale Francisco i Okobo to w tym momencie moja ulubiona dwójka koszykarzy grających w Europie.
Wiem, że w Europie czujesz się dobrze nie tylko ze względu na swoje coraz bardziej sprecyzowane upodobania koszykarskie. Gdybyś miał wskazać ulubione miejsce, z każdego kraju, w którym już występowałeś…
W Gruzji na pewno było to Tbilisi. Samo położenie tego miasta, jego klimat są niesamowite. Z perspektywy czasu żałuję, że byłem wtedy takim średnio rozgarniętym rookie, bo nie odkryłem tego miasta tak bardzo, jak pewnie odkrywałbym je dzisiaj. Ale to w Gruzji sprecyzował się mój gust do wina.
W Niemczech z hipsterskim Berlinem i jego niemożliwym życiem nocnym w moim rankingu wygrywa Frankfurt. We Francji – co pewnie nikogo nie zaskoczy – najbardziej lubiłem spacerować po Paryżu. W Polsce, chyba ze względu na bliskość od Wałbrzycha i to, że po prostu poznałem to miasto już całkiem dobrze, jako ulubione z największych miast wskażę Wrocław, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że gdybym więcej czasu spędził w Gdyni czy w Sopocie to wówczas mój wybór padłby na Trójmiasto. Zawsze, kiedy przyjeżdżamy grać do Trójmiasta idę sprawdzić plażę. Kiedy pogoda sprzyja, to musi być magiczne miejsce.
Gruzińskie wina znane i lubiane są także w Polsce. Skąd u ciebie fachowe zainteresowanie tym trunkiem?
Pod koniec studiów z kolegą, z którym razem mieszkaliśmy raz na jakiś czas kupowaliśmy sobie butelkę dobrego wina. Tak to się zaczęło. Najbardziej lubię wytrawne czerwone Bordeaux, więc zwykle celuję w głęboki i intensywny smak Cabernet Sauvignon. Teraz słyszę, że w Polsce z win słynie Zielona Góra. Po ostatnim meczu sezonu na pewno będę musiał sprawdzić, jakie szczepy i odmiany oferują tamtejsze winnice.
Wieczorne wyjście na dobre wino to i dobrze dobrany outfit. Wiem, że masz swoją marka odzeżową. SRL powstała z myślą o eleganckich strojach wieczorowych?
Tak. Safety Rare Luxury założyliśmy wspólnie z moim najlepszym przyjacielem. Tworzymy ciuchy na eleganckie randki, ale też kolekcje dla tych, którzy poza wygodą cenią sobie szykowny wygląd. Nasze ubrania można zamawiać także do Europy. Polskich kibiców odsyłam na naszą stronę.
Lata uniwersyteckie spędziłeś w Virginii, na uczelni Liberty, gdzie swoją karierę w NCAA zaczynał Tomek Gielo. Zdążyliście się przeciąć zanim zmienił szkoły?
Tak! Poznaliśmy się, kiedy w ostatniej klasie liceum pojechałem na wycieczkę związaną ze zwiedzaniem campusu! Świat jest mały – prowadzał mnie po nim wtedy właśnie Tomek Gielo, który niedługo potem wyjechał do Mississipi, ale w sumie kontakt mamy od tamtej pory. Raz na jakiś czas się do siebie odzywamy. Tomek sprawdza, jak sobie radzę. To miłe. Dziś ja teraz z bliska obserwują jak on świetnie radzi sobie ze swoim Szczecinem. Bardzo cenię sobie naszą relację, jest w niej coś takiego naprawdę życzliwego.
Na mnóstwo życzliwości ze strony Lovella Cabbila Juniora zasługują na pewno wałbrzyscy fani! Jakie cele z myślą o nich stawiasz sobie przed dwoma ostatnimi meczami sezonu zasadniczego?
Po pierwsze – faktycznie zagrać z myślą o nich. Oni są sensem koszykówki w Wałbrzychu i prawdziwym kręgosłupem naszej drużyny i całego klubu. Kiedy grasz w Górniku, zaczynasz rozumieć co to jest przewaga własnego parkietu. Kibice Górnika Wałbrzych naprawdę zasługują na to, żeby po sezonie zasadniczym dostać przynajmniej jeszcze jeden mecz. Naszym celem jest wygrać dwa kolejne i dać im ten awans!
Mam nadzieję, że w czwartek ponownie się odpalą, że będą wariowali tak jak szaleli przez te wszystkie miesiące, będąc z nami i za nami wszędzie. Nawet w Krośnie! To są najlepsi kibice, jakich miałem, grając dotychczas w koszykówkę. Są dla mnie synonimem tych niesamowitych kibiców koszykówki w Europie. Z myślą o nich, a także maksymalną koncentracją, agresją i dopracowaną taktyką będziemy się bili o dwa kolejne zwycięstwa.
Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie