Strona główna » Legia potrzebuje czegoś więcej! Rywal jest na fali, awans tylko w kategorii „cud”?

Legia potrzebuje czegoś więcej! Rywal jest na fali, awans tylko w kategorii „cud”?

0 komentarzy
Przed Legią trudne zadanie – odrobienie we wtorkowy wieczór 14-punktowej straty z meczu sprzed dwóch tygodni będzie w rumuńskim Voluntari niezwykle trudne. Stawką jest udział w Final Four regionalnych rozgrywek Ligi Północnoeuropejskiej. Początek meczu, który warszawski klub pokaże na swoim kanale YouTube, o godz. 18.

Wtorkowy przeciwnik Legii jest na fali – po zdobyciu Pucharu Rumunii w połowie lutego, rozpędzona ekipa trenera Ainarsa Bagatskisa (byłego gracza kilku polskich klubów) idzie jak burza/ Po pewnej wygranej w Warszawie gładko pokonała dwóch kolejnych rywali w lidze rumuńskiej – łącznie różnią 41 punktów i wciąż utrzymując się w czołówce rumuńskiej Liga Nationala.

Bilans 17-6 daje brązowym medalistom poprzedniego sezonu drugie miejsce w tabeli pod względem punktów (procent wygranych meczów oprócz Oradei mają także CS Valcea i mistrz kraju Cluj-Napoca). 

W przeciwieństwie do Voluntari, warszawski zespół wciąż nie znalazł odpowiedniego rytmu w Orlen Basket Lidze, a po porażce z rumuńska ekipą w pierwszym meczu ćwierćfinałowej serii ENBL zagrał prawdopodobnie najgorszy mecz w sezonie, ulegając Czarnym Słupsk na własnym parkiecie 56:70.

Drużyna trenera Heiko Rannuli zrehabilitowała się jednak w miniony weekend, ogrywając w Stargardzie Spójnię 81:75. Trudno jednak powiedzieć, by ten mecz był jakoś przesadnie rażącym w oczy światłem w tunelu przed rewanżową wyprawą do Rumunii.

W Legii pełni umiejętności nie pokazał jeszcze pozyskany niedawno Keifer Sykes (18 punktów i 9 asyst w dwóch ligowych meczach), który we wtorkowym meczu ma zdebiutować w rozgrywkach europejskich. Optymizmu nie dodaje absencja Andrzeja Pluty jr, o której w poniedziałek poinformował klub, a także to, że 20-letni Rafael Kolawole – awaryjnie dołączony z drużyny rezerw, ponownie będzie opcją „zapasową” na rozegraniu warszawskiej drużyny.

O rywalu Legionistów pisaliśmy więcej w zapowiedzi meczu przed dwoma tygodniami, a co bardziej wnikliwi czytelnicy być może pamiętają też zapowiedź przed październikowym meczem grupowym ENBL, w którym zespół Voluntari nie dał szans innej stołecznej drużynie – Dzikom Warszawa.

Analizę składu Voluntari można streścić do minimum: jest tu sześciu solidnych Amerykanów: Mike Caffey (PG, 183/32) – ex-Czarni, Donovan Ivory (G, 198/25), Kodi Justice (G/F, 199/30) – ex-Śląsk i Zastal, Justin Edler-Davis (G/F, 193/27), Lewis Sullivan (F, 201/30) i Lee Skinner (F/C, 198/33), oraz regularnie grających trzech graczy lokalnych, będących ich uzupełnieniem: Lucas Tohatan (PG, 187/26), Laszlo Polyak (G, 191/32) i Alexandru Olah (C, 210/33).

W meczu rozegranym 2 tygodnie temu w hali na Bemowie Amerykanie zdobyli 80 z 95 punktów drużyny, a punktowym liderem (21 oczek) był Justice – mistrz Polski sprzed trzech sezonów.

Jak pisaliśmy przed dwoma tygodniami, o tym jak ciężko gra się w specyficznej hali na przedmieściach Bukaresztu i żywiołowej atmosferze w niej panującej (pasującej zresztą do gry Voluntari) przekonały się nie tylko Dziki w październiku (83:103), ale i Zastal Zielona Góra w poprzedniej edycji ENBL (77:97).

Legia we wtorek potrzebuje nie tylko zagrania (w końcu!) meczu na wysokim poziomie, który powinni zagwarantować im tacy zawodnicy jak Keifer Sykes czy Aleksa Radanov, ale także „czegoś ekstra”. Wciąż wierzymy, że zespoły aspirujące do medali ligi polskiej i rumuńskiej to na papierze ten sam poziom sportowy (poza europucharowym Cluj, rzecz jasna), ale do odrobienia 14 punktów straty w meczu drużyn o podobnym potencjale Legia będzie potrzebować więcej, niż to, co pokazywała na parkietach PLK w ostatnich tygodniach.