Trzy najbardziej palące pytania, jeśli chodzi o najbliższe perspektywy kadry koszykarzy po fatalnych w jej wykonaniu eliminacjach do współorganizowanego przez Polskę EuroBasketu zadaliśmy po traumatycznej, poniedziałkowej porażce z Macedonią Północną dziennikarzom zajmującym się koszykówką. Oto one – wraz z odpowiedziami.
1. Czy Igor Milicić powinien odejść?
Łukasz Cegliński (sport.pl): Nie. Pomimo nieudanych, wręcz zawalonych eliminacji i bilansu 1-7 od początku 2024 roku, wciąż widzę argumenty przemawiające za obecnym selekcjonerem. Po pierwsze: jego reprezentacja gra zdecydowanie lepiej, gdy Milicić ma czas na pracę. W trakcie dłuższego zgrupowania i kilku sparingów potrafi odbudować system, morale i podział ról – widzieliśmy to już w latach 2022-23. Po drugie: ma świeże doświadczenie z EuroBasketu – wie, jak planować turniej, jak reagować, kiedy odpuścić, a kiedy docisnąć. Poprowadził zespół do zwycięstwa ze Słowenią, ma się do czego odnosić. Po trzecie, moim zdaniem także istotne: ma zbudowaną relację z Jeremim Sochanem oraz trenerami San Antonio Spurs. Wiadomo, że pod pewnymi względami na naszego kluczowego gracza chuchamy i dmuchamy, Milicić jest już w tym procesie.
Michał Tomasik (SuperBasket): Igor Milicić powinien odejść nie tylko ze względu na ostatnie fatalne wyniki sportowe, ale także swój – delikatnie mówiąc, mało zaangażowany – styl pracy z reprezentacją w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Dla mnie jej symbolem są nie tylko przykre porażki z europejskimi maruderami, ale także skorzystanie z 19 koszykarzy w sześciu meczach (co w tej kadrze robił Luke Petrasek, skoro wiadomo, że roli dla niego nie będzie?) i szczątkowe zainteresowanie losami polskiej koszykówki wykazywane przez selekcjonera kadry. Brak choćby kurtuazyjnej wizyty na jakimkolwiek meczu PLK przez trzy miesiące po zwolnieniu z Napoli to jej symbol. Ryba psuje się od głowy. Jeśli relacje między trenerem a szefami federacji – a także przynajmniej niektórymi koszykarzami – są tak chłodne, jak słychać tu i ówdzie, a z powyższego można wnioskować – PZKosz. powinien zdecydować się na zmianę.
Jakub Wojczyński (Przegląd Sportowy): Krótko: nie. Ewentualny moment na zmianę był latem ubiegłego roku po turnieju w Walencji i wiadomo, że w PZKosz to rozważano, ale wtedy ówczesny prezes był zajęty igrzyskami olimpijskimi, a potem innymi sprawami, o których czytaliśmy w mediach. To okienko się już zamknęło.
Piotr Wesołowicz (Sport.pl): Absolutnie nie! Miliciciowi po raz kolejny nie wyszły kwalifikacje, ale Chorwat udowodnił, że umie poprowadzić drużynę podczas turniejów – widzieliśmy to i w trakcie EuroBasketu 2022 i rok później w prekwalifikacjach olimpijskich. Dziś nie ma czasu i przestrzeni na nic innego, jak tylko wiara w turniejową moc chorwackiego trenera.
Szymon Woźnik (SuperBasket): Igor Milicić powinien zostać na stanowisku trenera do EuroBasketu 2025. Po pierwsze, zmiana trenera sześć miesięcy przed docelową imprezą nie jest najlepszym rozwiązaniem, po drugie Milicic udowodnił, że jest trenerem turniejowym, który podczas dłuższego zgrupowania i samego turnieju potrafi wycisnąć z grupy zawodników maksimum. Na to liczę podczas Eurobasketu. Powyższe zdanie, nie zmienia faktu, że misja tego szkoleniowca w kadrze Polski się kończy i to niezależnie od wyniku na ME. Po EuroBaskecie, chciałbym zobaczyć nowego trenera na tym stanowisku – takiego, który będzie potrafił się lepiej odnaleźć w sytuacji kwalifikacji do turniejów, które nas czekają w przyszłości.
Grzegorz Szybieniecki (Basket w Liczbach): To jest trudne pytanie, bo nie wiemy dokładnie, co dzieje się w zespole i w głowie Milicicia. Jeśli selekcjoner wierzy dalej w swoje możliwości, w swoją strategię i w ten zespół, to niech ten EuroBasket dla KoszKadry po prostu przygotuje jak najlepiej. Jeśli jednak czuje, że stracił grupę, stracił posłuch i sam także wątpi w sukces, to ciągnąć tego nie ma sensu.\
Radosław Spiak (Polsat Sport/TVP: Nie.
Kosma Zatorski (Radio PLK): Zakładam, że w przypadku nieudanego turnieju, odejdzie tuż po nim. Okiem kibica widać, że ta formuła współpracy chyba już powoli się wyczerpuje. Ale czy powinien odejść teraz, po nieudanych eliminacjach do turnieju gdzie mieliśmy zagwarantowany udział, granych często drugim garniturem? Intuicja podpowiada, że taki ruch się nie wydarzy, więc ja też nie zamierzam nawoływać do zwolnienia trenera.
2. Jeśli przyjąć teorię, że do odbudowania morale kadry potrzebny jest co najmniej jeden ruch nieszablonowy – którego z dwóch weteranów imponujących w tym sezonie PLK chciałbyś ujrzeć w pierwszej kolejności podczas EuroBasketu w meczowym składzie: Dariusza Wykę czy Kamila Łączyńskiego?
Radosław Spiak (Polsat Sport/TVP: Łączyński!
Kosma Zatorski (Radio PLK): Obu bym z chęcią zobaczył! Darka jako dobry duch drużyny, robiący gest Łucznika z Bolestraszyc po trafieniach zza łuku. Kamila w roli profesora rozdającego piłki po short rollu, rzucającego lotki do Sochana, Balcerowskiego czy… Olejniczka (tak, do kadry go – natychmiast!). Nie widzę przeszkód!
Szymon Woźnik (SuperBasket): Już w listopadzie ubiegłego roku, popełniłem tekst, w którym rozważałem Dariusza Wykę jako backup Aleksandra Balcerowskiego. Jeśli Milicic straci wiarę w możliwości Aleksandra Dziewy na pozycji centra na arenie międzynarodowej oraz jeśli nadal będzie pat w sytuacji Dominika Olejniczaka to właśnie Wyka wydaje się kandydatem idealnym, który wniósłby też powiew optymizmu do szatni, w której przecież odczuwalny jest ciężar nieudanych kwalifikacji do EuroBasketu.
Jakub Wojczyński (Przegląd Sportowy): Z całym szacunkiem dla obu panów – ani jednego, ani drugiego. I oni pewnie też się z tym zgodzą.
Łukasz Cegliński (sport.pl): Kamila Łączyńskiego. To gracz z mocnym głosem w szatni, zawsze grający dla zespołu. W odróżnieniu od Dariusza Wyki ma większe doświadczenie w reprezentacji, był na mistrzostwach świata w 2019 roku, wie od środka, jak wygląda turniej i przygotowania do niego. I być może najważniejsze – na pozycji rozgrywającego może zagrać lepiej niż Andrzej Pluta czy Jakub Schenk. Jest lepszym organizatorem gry i w ograniczonych minutach może dać więcej niż Wyka pod koszem.
Michał Tomasik (SuperBasket): Może i stawianie nagle na 33-letniego Wykę w reprezentacji brzmi jak szaleństwo, ale – szczególnie, jeśli nagle do kadry nie wróci Dominik Olejniczak – akurat w turnieju przed własną publicznością prędzej postawiłbym na niego niż na przykładowego o 10 lat młodszego Szymona Zapałę. Kamila Łączyńskiego też wcale bym tak stanowczo nie skreślał jak wiele osób to czyni – jego przywrócenie do kadry brzmi jak pomysł nie mniej szalony, ale występująca w eliminacjach drużyna dowiodła, że zmian potrzebuje stanowczych. Dodanie gracza naturalizowanego i Sochana może nie wystarczyć, a przypominam, że Mateusz Ponitka też w połowie meczów kwalifikacyjnych grał.
Grzegorz Szybieniecki (Basket w Liczbach): Odpowiem inaczej – Damiana Kuliga. Wysoki z takimi umiejętnościami, z doskonałym rozumieniem gry dwójkowej, to nie tylko weteran na ławce, ale i wartość na boisku. Wystarczy spojrzeć na to, co robi w PLK.. Nie dałby rady na poziomie kadry? Oczywiście, że by dał.
Piotr Wesołowicz (sport.pl): Na pewno drużynie nie jest potrzebny wstrząs w postaci odjęcia jednego z jej filarów. Ale dodanie do składu kogoś nieszablonowego? Jak najbardziej. Widziałbym w zespole Darka Wykę – przeżywającego trzecią młodość, a do tego dającego drużynie uśmiechu i radości. Dzisiejsza kadra jest smutna.
3. Przyjmijmy, że podczas EuroBasketu zagramy w pełnym składzie (i z Jordanem Loydem): jakiego wyniku kadry się spodziewasz?
Grzegorz Szybieniecki (Basket w Liczbach): Spodziewam się wyjścia z grupy, a potem to już kwestia losowania i drabinki. Mamy zbyt krótki skład, w mojej ocenie rzecz jasna, by pokonać europejskich mocarzy, ale już na tym poziomie trochę niższym (np. Włosi, Bośniacy) możemy w jednym meczu błysnąć. W powtórkę z 2022 roku, niestety, nie wierzę.
Piotr Wesołowicz (sport.pl): Na EuroBaskecie 2022 spodziewałem się bilansu w grupie 1-4, a zaszliśmy do najlepszej czwórki. Teraz więc siłą rzeczy staram się być optymistą, choć wyniku z Pragi i Berlina nie powtórzymy. Ponitka, Sokołowski i Loyd (bądź Harding) zagwarantują nam wyjście z grupy. I to już będzie sukces.
Radosław Spiak (Polsat Sport/TVP: Wyjścia z grupy.
Szymon Woźnik (SuperBasket): Piątka Ponitka-Lloyd-Sokołowski-Sochan-Balcerowski musi wyjść z grupy na EuroBaskecie. Ma to wymiar sportowy – jasne, ale też socjologiczny dla budowy (po raz kolejny) pozytywnego obrazu dla postronnych kibiców, którzy podczas Eurobasketu w Polsce będą z większą uwagę śledzić poczynania naszej kadry. Nawet nie chce myśleć jakie skutki – zarówno krótkoterminowe ale jak i długoterminowe – mógłby mieć brak wyjścia z grupy polskiej kadry na EuroBaskecie współorganizowanym przez nasz kraj. Później, jak to w turnieju, wszystko będzie zależało od losowania, ale na dzisiaj powiedziałbym, że wszystko powyżej 1/8 finału będzie ogromnym sukcesem.
Kosma Zatorski (Radio PLK): Skoro w odpowiedzi na pytanie numer 2 dałem się ponieść fantazji, to teraz schodzę na ziemię – awans do ćwierćfinału biorę w ciemno, ale czołowa czwórka turnieju, nawet z jeszcze lepszym, dojrzalszym o kolejny sezon Jeremym Sochanem, to już sfera marzeń.
Łukasz Cegliński (sport.pl): Co najmniej 1/8 finału. Wyjście z grupy w Katowicach, to obowiązek, dalsze szanse zależą od miejsca w niej i układu drabinki. W europejskim rankingu jesteśmy na 11. pozycji, więc ćwierćfinał uznałbym już za bardzo dobry wynik.
Jakub Wojczyński (Przegląd Sportowy): Przewidywanie przed losowaniem jest trudne, bo nie znamy rywali w grupie (tu przynajmniej można ocenić, że piąty i szósty koszyk dadzą nam rywali w naszym zasięgu) i przede wszystkim nie znamy potencjalnych rywali w 1/8 finału. Brak awansu do fazy pucharowej będzie wtopą większą niż obie porażki z Macedonią. Optymistycznie stawiam, że będzie ćwierćfinał.
Michał Tomasik (SuperBasket): Nie potrafię tak po prostu odzobaczyć tych eliminacji, więc baaardzo mocno obawiam się, że swoją grę w EuroBaskecie 2025 zakończymy już w Katowicach.