Pamiętacie, jak przed tym meczem zastanawialiśmy się „ile może Łączyński?”. W jego trakcie otrzymaliśmy odpowiedź – Łączyński nie jest w stanie przenosić gór.
Skoro już po poprzednich meczach Anwilu w niektórych kolejkach do włocławskich sklepów i piekarń regularnie poruszany był temat „czy klub powinien cierpliwie czekać na powrót do gry Luke’a Nelsona czy też jednak szukać jego następcy?”, po porażce z Ludwigsburgiem możemy być pewni jednego – od jutra kibice klubu z Włocławka będą „wałkowali” ten temat jeszcze częściej.
Jeśli w niedzielę wybrakowanej kadrowo drużynie Selcuka Ernaka powinie się noga w Lublinie w starciu z rozpędzonym Startem – mogą już nie mówić o niczym innym…
Anwil mimo osłabienia kadrowego oraz kłopotów kilku podstawowych graczy z nadmiarem fauli Anwil toczył w środę długo wyrównaną walkę z Ludwigsburgiem. Ba, jeszcze na początku czwartej kwarty przeważał! Nieco ponad siedem minut przed końcem prowadził po trafieniu Karola Gruszeckiego aż 73:65.
Wówczas jednak w zespole Ernaka coś pękło. Jego katem był tego wieczoru Yorman Polas, który w sierpniu skończy 40 lat. Kubańczyk z niemieckim paszportem zdobył aż 24 punkty.
Oddychający rękawami Łączyński dawał z siebie wszystko – grał przez ponad 32 minuty gry, zdobył 10 punktów, miał też 5 zbiórek i 4 asysty. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że tym razem nie mógł liczyć w większym wymiarze na pomoc Justina Turnera (5 asyst, ale tylko 10 min gry – poślizgnął się na naklejce na boisku) – trudno się dziwić, że polski weteran zakończył mecz także z 6 stratami.
Anwil przegrał ostatnich siedem minut meczu aż 11:27 także dlatego, że rywale trafili jak na siebie wyjątkowo często, ale przede wszystkim – został przez rywali zdominowany fizycznie. Tak naprawdę to gospodarze długo tylko dzięki skuteczności rzutów z dystansu (13/21 – 62 proc.!) zachowywali szansę na końcowy triumf. Im bliżej było kosza, tym więcej napotykali problemów (13/31 za 2 – 42 proc.). Gdy do tego dołożymy aż 13 przestrzelonych rzutów wolnych (19/32), końcowy wynik nie może nikogo dziwić.
Ludwigsburg przestrzelił wprawdzie rzutów z linii jeszcze więcej (tylko 18/35!), lecz w kluczowych momentach trafiał i potwierdzał, że nieprzypadkowo ma najszczelniejszą obronę w całej Bundeslidze, uchodząc za jednego z faworytów do zdobycia FIBA Europe Cup.
Najwięcej punktów dla włocławian zdobył DJ Funderburk (20, 6/12 z gry), 17 dołożył Ryan Taylor, a aż 13 Ronald Jackson jr, który korzystał na tym, że bardzo szybko w problemy z nadmiarem fauli wpadł Luke Petrasek (11 minut, 2 punkty).
Największym problemem Anwilu pozostawał jednak niedobór fizyczności i graczy kozłujących, którzy byliby w stanie odciążyć Łączyńskiego. Bartosz Łazarski spędził na parkiecie 7 bezcennych minut. Powinny procentować w dalszej karierze niespełna 18-letniego koszykarza! Obecnie jego grę (0/4 z gry) na tym poziomie wciąż trzeba jednak traktować bardziej jako ryzykowny eksperyment niż pomysł na wygrywanie meczów.
Ludwigsburg dzięki wygranej pozostał niepokonanym liderem grupy N FIBA Europe Cup. Włocławianie zajmują są w tabeli z bilansem 1-3 na czwartym miejscu. Czekają ich jeszcze dwa mecze wyjazdowe – z najpierw z Charleroi, a później Fryburgiem. Komplet zwycięstw zapewnia Anwilowi awans. W obecnym składzie osobowym taka misja wygląda jednak na ekstremalnie trudną do zrealizowania. Tymczasem jedna wygrana może niczego nie dać.
Może jednak Selcuk Ernak zachowując cierpliwość ma rację? Może lada moment Nelson wróci do gry i Anwil znów się rozpędzi?
A może po prostu na rynku dostępnych graczy obwodowych, pozostających w zasięgu finansowym klubu z Włocławka, faktycznie nie ma obecnie lepszych alternatyw i Anwil znalazł się w kropce? Kamil Łączyński gra w tym sezonie świetnie, Kamil Łączyński jest okazem zdrowia ale – jak pokazał środowy mecz – na lepszych rywali jeden taki zawodnik to za mało.