Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
Dla kibiców koszykarskiej reprezentacji pamiętających jej występy po upadku Muru Berlińskiego – to istna aberracja. Polacy nigdy w tym czasie nie wygrywali równie regularnie.
Pamiętacie te słowa Mateusza Ponitki po poniedziałkowym, efektownym zwycięstwie z Bośnią i Hercegowiną – powtarzane w ciągu kilku minut dwukrotnie – o tym, że Polska to już po prostu „duży zespół„? Były wymowne i – miejmy nadzieję, że niedzielnym finał turnieju w Gliwicach ostatecznie to potwierdzi – mogły być prawdziwe.
Potwierdzone w piątek oficjalnie przez PZKosz. przedłużenie o trzy lata kontraktu z Igorem Miliciciem nie może dziwić. Nawet, jeśli znaczna część polskich koszykarzy za nim nie przepada, Chorwat z polskim paszportem jest po prostu skuteczny. Aż do bólu. Jeszcze przed piątkowym. półfinałowym zwycięstwem 93:83 z Estonią był najskuteczniejszym trenerem naszej kadry w historii.
Z ostatnich 22 meczów o punkty – pierwszy z nich został rozegrany 28 lutego 2022 roku w Lublinie z Estonią, ostatni z tym samym rywalem w piątek w Gliwicach – zespół prowadzony przez Chorwata z polskim paszportem wygrał aż 16. To 72,7 procent skuteczności. Fantastyczny wynik.
Porażki? Dwie kluczowe miały miejsce z Niemcami. Pierwsza zadecydowała ostatecznie o tym, że Polacy stracili szanse awansu do mistrzostw świata 2023. Druga – że z EuroBasketu wrócili bez medalu. Poza tym były jeszcze trzy klęski (rywale nas z kwitkiem średnio różnicą ponad 30 punktów) w trakcie tego turnieju z Finlandią, Serbią i Francją oraz minimalna porażka w Warszawie z naszpikowaną graczami z NBA Chorwacją.
To by było na tyle. 18 miesięcy – 6 porażek. Średnio przytrafia się nam od 1,5 roku raz na kwartał.
Zwycięstwa? Najważniejsze było oczywiście to legendarne „koszykarskie Wembley” ze Słowenią w ćwierćfinale EuroBasketu. Poza tym – po dwa z Estonią oraz dwa z Izraelem. Dwa imponujące podczas EuroBasketu z drużynami naszego (przynajmniej jeszcze do niedawna) pokroju – Czechami i Ukraińcami. Wymęczone w trakcie tego samego turnieju z Holandią. Poza tym – pięć kolejnych w meczach o punkty, choć de facto bez stawki w eliminacjach EuroBasketu 2025: dwa razy ze Szwajcarią i Austrią oraz jedno z pozbawioną już największych gwiazd Chorwacją. Trzy wcześniejsze podczas trwającego turnieju w Gliwicach nas uczestnikami ostatnich mistrzostw Europy. Oraz dwa wspomniane wcześniej z Estonią.
Pamiętacie jeszcze to pierwsze? Minęło od niego niespełna 1,5 roku, a wydaje się, jakby to było wieki temu.
– w pierwszej piątce na boisko wyszedł Marcel Ponitka
– w składzie zespołu był Filip Matczak
– najmniej minut na parkiecie – niespełna osiem – spędził Olek Balcerowski
To była wygrana wyszarpana w samej końcówce. Bardzo, bardzo brzydka. Zaledwie dwupunktowa. Jak się później okazało – o trzy punkty zbyt niska, by przedłużyć szanse awansu do mundialu. Wydawało się, że przejdzie do historii jako zwycięstwo pyrrusowe.
A może jednak zapisze się w niej jako… mecz przełomowy?
Igor Milicić kończył wówczas piąty miesiąc pracy w roli selekcjonera. Później sam sobie zrobił z górki. Wycofał się z kuriozalnego pomysłu o odmładzaniu drużyny i rezygnacji z kilku kluczowych zawodników drużyny prowadzonej wcześniej przez Mike’a Taylora. Na mecze z Izraelem i Niemcami do składu wrócili Mateusz Ponitka i AJ Slaughter. Było już tylko lepiej.
Kto miał w tej imponującej serii „16-6” największy udział? W każdym z tych 22 meczów wystąpili trzej gracze – żelazny element jej pierwszej piątki Michał Sokołowski, Olek Balcerowski, który Dominikowi Olejniczakowi miejsca ustąpił tylko we wspomnianym pierwszym meczu z Estonią oraz zazwyczaj wychodzący do gry z ławki Jarosław Zyskowski jr.
| Liczba rozegranych meczów | Występy w pierwszej piątce | |
| 1. Michał Sokołowski | 22 | 22 |
| 2. Olek Balcerowski | 22 | 21 |
| 3. Jarosław Zyskowski jr | 22 | 5 |
| 4. Jakub Garbacz | 21 | 1 |
| 5. Michał Michalak | 20 | 6 |
| 6. Mateusz Ponitka | 18 | 18 |
| 7. Aleksander Dziewa | 16 | 9 |
| 8. Dominik Olejniczak | 15 | 1 |
| 9. Jakub Schenk | 14 | – |
| 10. AJ Slaughter | 13 | 13 |
| 11. Aaron Cel | 11 | 7 |
| 12. Łukasz Kolenda | 9 | 2 |
| 13. Andrzej Pluta jr | 8 | – |
| 14. Jakub Nizioł | 6 | – |
| 15. Przemysław Żołnierewicz | 6 | – |
| 16. Michał Kolenda | 5 | – |
| 17. Geoffrey Groselle | 4 | – |
| Igor Milicić jr | 4 | – |
| Mikołaj Witliński | 4 | – |
| 20. Tomasz Gielo | 2 | 2 |
| Łukasz Koszarek | 2 | 2 |
| 22. Marcel Ponitka | 1 | 1 |
| 23. Szymon Wójcik | 1 | – |
23 graczy wykorzystanych w trakcie 22 meczów? Niemiało. Tym bardziej wypada docenić, że nasza reprezentacja, bez względu na zmiany/braki w składzie – szczególnie zauważalne podczas turnieju w Gliwicach, przed którym z rozmaitych przyczyn gry odmówiło aż pięciu koszykarzy (Aleksander Dziewa, Dominik Olejniczak, Andrzej Mazurczak, Jeremy Sochan i AJ Slaughter) – gdy już wychodzi na parkiet walczyć o punkty, zazwyczaj opuszcza go z dwoma na koncie. A także – że dzięki trenerowi i stawiającym się na niemal każde zawołanie liderom, kadra zachowuje swój styl.
Kto miał największy punktowy wkład w serię 16-6?
| Liczba zdobytych punktów | Średnio na mecz | |
| 1. Aleksander Balcerowski | 275 | 12,5 |
| 2. Michał Sokołowski | 258 | 11,7 |
| 3. Mateusz Ponitka | 256 | 14,2 |
| 4. AJ Slaughter | 188 | 14,5 |
| 5. Jarosław Zyskowski junior | 171 | 7,8 |
| 6. Michał Michalak | 138 | 6,9 |
| 7. Jakub Garbacz | 102 | 4,9 |
| 8. Aleksander Dziewa | 68 | 4,5 |
| 9. Andrzej Pluta junior | 57 | 7,1 |
| 10. Aaron Cel | 54 | 4,9 |
| 11. Dominik Olejniczak | 41 | 2,7 |
| 12. Jakub Schenk | 33 | 2,4 |
| 13. Łukasz Kolenda | 31 | 3,1 |
| 14. Przemysław Żołnierewicz | 27 | 4,5 |
| 15. Igor Milicić junior | 20 | 5,0 |
| 16. Jakub Nizioł | 16 | 2,7 |
| 17. Mikołaj Witliński | 8 | 2,0 |
| 18. Tomasz Gielo | 7 | 3,5 |
| 19. Marcel Ponitka | 6 | 6,0 |
| 20. Michał Kolenda | 6 | 1,2 |
| 21. Szymon Wójcik | 2 | 2,0 |
| 22. Łukasz Koszarek | 2 | 1,0 |
| 23. Geoffrey Groselle | 4 | 0,5 |
Złośliwy zauważy, że gdyby Polacy byli tak dobrzy, nie rywalizowaliby obecnie w de facto kwalifikacjach do kwalifikacji olimpijskich, lecz szykowaliby się do rozpoczynających się za tydzień mistrzostw świata. Prawda… Ale jedynie połowiczna. Nie tylko dlatego, że pewnie z kilkunastoma zespołami, które między 25 sierpnia a 10 września zagrają na boiskach w Japonii oraz na Filipinach i Indonezji, Biało-czerwoni nawet w obecnym składzie mogliby wygrać.
Ot, taki też urok koszykówki pod egidą FIBA.
Większość europejskich kibiców dziwi się, że kolejne gwiazdy NBA rezygnują z gry w nadchodzącym mundialu. Ale to zdziwienie działa w obie strony. Ostatnio rozmawiałem dłużej z jednym z amerykańskich dziennikarzy. Nie potrafił pojąć jakim cudem Polski, półfinalisty ostatniego EuroBasketu, zabraknie na mistrzostwach świata. Umówmy się – regulamin zawiłych eliminacji, często toczonych przez najlepsze drużyny bez swoich najlepszych graczy, nie tylko z NBA, jest pozbawiony większego sensu. I co z tego, że nie jest łatwo o mniej ułomny? Weź to wytłumacz opisującemu od ponad ćwierć wieku mecze NBA Amerykaninowi.
– FIBA jest do bani! – powtarzał raz po raz.
Na szczęście od prawie 1,5 roku nie można tego powiedzieć o reprezentacji Polski koszykarzy. Jest świetna i cholernie skuteczna!
Mentalnie przed niedzielnym finałem turnieju w Gliwicach Biało-czerwoni naprawdę wyglądają na „duży zespół„. Miejmy nadzieję, że wygrają wówczas już 9 (słownie: dziewiąty!) mecz o punkty z rzędu, a za rok już w pełnym składzie, z Sochanem i kimś z duetu Brandin Podziemski – Jonah Mathews dokonają czegoś naprawdę wielkiego.
Było ósme miejsce mistrzostw świata, był półfinał EuroBasketu. Gdyby reprezentacja Ponitki, Sokołowskiego i Balcerowskiego (a także trzech juniorów: Zyskowskiego, Pluty i Milicicia) awansowałaby do zaledwie 12-zespołowego turnieju igrzysk olimpijskich można by o niej śmiało zacząć mówić „wielki zespół”.
Przynajmniej w skromnej w sukcesy historii polskiej koszykówki nowożytnej.
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>