To już tradycja tej serii – King ospale rozpoczął mecz. Z samego początku Szczecinianie wyglądali na zespół, który nie wyciągnął wniosków z poniedziałkowego starcia. Brak wyeliminowania strat (5 w pierwszej kwarcie), brak ruchu piłki gdy na boisku przebywał zawodzący w kolejnym playoff Jovan Novak oraz brak jakościowego zmiennika dla Nemanji Popovicia. Nawet roszada między Malcolmem Dandridgem a Ondrejem Hustakiem na nic się zdała, bo obaj niewiele wnosili do gry. Czech w pojedynkach z Philem Faynem znacząco odstawał, w dodatku w 3 minuty zebrał dwa przewinienia.
Swoją obecność w szeregach gości, już od pierwszego gwizdka sędziego, zaznaczał natomiast Noah Freidel. To on zdobył pierwsze 8 punktów zespołu i zapoczątkował strzelanie zza łuku. Do przerwy strzelec Kinga zdobył już 20 punktów z 43 zespołu, a King miał fenomenalne 8 z 13 rzutów za trzy.
Ale i tak to Zastal pod batutą zimnokrwistego Andrzeja Mazurczaka schodził do szatni z czteropunktową przewagą (47:43), trafiając także na ponad 50 proc. (7/13) z dystansu.
Scenariusz każdego odcinka tej serii jest nam znany. Szczecinianie po nienajlepszej pierwszej połowie mocno wchodzą w drugą, a Zastal odpowiada na ich ataki ze zdwojoną siłą. Seria 7:0 “Wilków” na start. Dla Zastalu pierwsze punkty w drugiej części gry zdobył dopiero po czterech minutach od jej rozpoczęcia Mazurczak. Cały czas obie drużyny na dużej intensywności grały po obu stronach parkietu i co ważne – nie zamierzały przestawać trafiać z dystansu!
Zielonogórski Express się rozkręcał. 10:0 na start czwartej kwarty to była imponująca serią, którą w najmniej spodziewanej sytuacji przerwał trafiający za “trzy” z faulem Novak, próbując tchnąć w kolegów energię na ostatnie minuty meczu. Z każdą kolejną akcją coraz mocniej wysysał ją jednak z graczy Kinga lider “Zastalowców”.
“Trójka”, lay-up w kontrze i kluczowy przechwyt dający w efekcie kolejne dwa punkty gospodarzom. Sparaliżowany King w końcówce przestał istnieć. Zielonogórzanie z każdą sekundą przybliżali się do awansu do półfinału.
King próbował na różne sposoby odwrócić losy meczu i całej serii. “Trójka” z faulem Tomasza Gielo w ostatnich sekundach nie dość, że wpadła za późno, to była raczej wynikiem rozpaczy i nieporadności zespołu w decydujących minutach meczu niż większego planu. Andrzej “Mam Jaja Ze Stali” Mazurczak z 23 punktami i 8 asystami poprowadził Zastal do pierwszego półfinału PLK po pięcioletniej przerwie.
King jako “dwójka” po sezonie zasadniczym pierwszy żegna się z tegorocznym playoff. Tomasz Gielo opuszczał parkiet zalany łzami, a kibice ze Szczecina halę ze zwieszonymi głowami.
Uczeń nie przerósł mistrza, to Arkadiusz Miłoszewski po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech lat zagra ze swoją drużyną o medale!