Wyraz twarzy Heiko Rannuli i Andrzeja Pluty w trakcie pomeczowej konferencji prasowej w Patras mówił wszystko – Legia pokonała dziewiąty zespół greckiej ekstraklasy w imponującym stylu. Gdyby powiedzieć, że mogła być z siebie zadowolona, byłoby to lekkie niedopowiedzenie.
28 punktów zdobytych przez gości w pierwszej kwarcie i 24 w drugiej sugerowałoby, że kluczem do zwycięstwa była wysoka skuteczność. Szczególnie Andrzeja Pluty jr (14 pkt i 4/6 za 3 do przerwy) i Race’a Thompsona (11). Ale to tylko część prawdy. Warszawski zespół wybił gospodarzom z głowy myśli o zwycięstwie także pomysłową, twardą defensywą.
– Od pierwszej sekundy obraz tego meczu rysował się wyraźnie. To łupem naszym rywali padały wszystkie bezpańskie piłki czy zbiórki w sytuacjach 50/50. Pod względem koszykarskim zostaliśmy po prostu pokonani. Nasz dorobek z pierwszej połowy – 3 asysty i aż 9 strat – mówił wszystko – rozkładał po mecz bezradnie ręce trener Georgios Limniatis.
Szkoleniowec Legii, co zrozumiałe, był w krańcowo odmiennym nastroju.
– Wygląda na to, że z meczu na mecz przyzwyczajamy się do poziomu gry w Lidze Mistrzów, bo wcześniej nie mieliśmy wielu doświadczeń tego typu. Moi koszykarze zasłużyli na duże słowa uznania za to z jak dużą energią przystąpili do walki. Byliśmy też świetnie przygotowani pod względem skautingu rywala, to pomogło – mówił Rannula.
W jego zespole oprócz Pluty świetnie wypadło także kilku innych graczy. Shane Hunter do 14 punktów dołożył 8 zbiórek, a niebywale efektywny okazał się wspomniany Thompson. Wracający po dłuższej przerwie do gry skrzydłowy w trakcie niespełna 13 minut do 15 punktów dołożył 5 zbiórek.
– Dużo ważnych akcji wykonał także nasz kapitan Michał Kolenda, choć może nie widać tego na pierwszy rzut oka w statystykach – zauważał po meczu Pluta.
Legia już schodząc na przerwę miała 20 punktów przewagi (52:32). Po zamianie stron w pełni kontrolowała przebieg meczu i jej zwycięstwo nie było zagrożone. Przed dwoma ostatnimi meczami fazy grupowej – z Rytas (18 listopada) i Heidelbergiem (17 grudnia) mistrz Polski ma bardzo duże szanse, by jako pierwsza polska drużyna po zamianie formatu rozgrywek awansować co najmniej do fazy play-in. Na tym jednak ambicje drużyny oraz jej trenera się nie kończą.
– W trakcie dwóch kolejnych meczów we własnej hali przekonamy się jak odporni jesteśmy i jak wielkie mamy serca. Presja będzie ciążyła na nas. Przed meczem z Rytas naszym celem musi być zwycięstwo w fazie grupowej – mówi Estończyk.
Gwoli przypomnienia – Legia przegrała pierwszy mecz z wicemistrzem Litwy różnicą 8 punktów. Jeśli za niespełna dwa tygodnie zdoła pokonać w hali Torwaru rywala wyraźniej, ewentualne grudniowe zwycięstwo z Heidelbergiem gwarantowałoby mistrzom Polski pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans do fazy Top16.
Byłby to nienotowany w ostatnich latach sukces polskiej drużyny na tak wysokim poziomie rozgrywkowym.
Poprzednio przedstawiciel PLK (Anwil Włocławek) dwa kolejne mecze Ligi Mistrzów wygrał w grudniu… 2019 roku. Czy Legia może wygrać cztery starcia z rzędu?
Czas najwyższy odczarować tę Ligę Mistrzów! Zespół Heiko Rannuli wygląda na taki, który faktycznie dopiero się rozpędza!