Neftchi IK – Energa Trefl Sopot 92:87
Każda passa musi się kiedyś skończyć i nie inaczej było w przypadku koszykarzy z Sopotu, niepokonanych do środy w ostatnich ośmiu spotkaniach. Mimo tak udanej serii wyjazd do Baku już na papierze zapowiadał się na niełatwy – koszykarze Trefla dwa tygodnie temu byli już w stolicy Azerbejdżanu i wtedy dopiero po zaciętej końcówce pokonali 99:96 Absheron Lions, innego z azerskich przeciwników w grupie I FIBA Europe Cup.
Także teraz kwestia końcowego zwycięstwa rozstrzygała się w ostatnich minutach jednak tym razem więcej szczęścia mieli w niej rywale. Chociaż przez większość spotkania sopocianie mieli większe problemy po bronionej stronie parkietu, to w ostatnich 120 sekundach zawiódł atak – od czasu trafienia z dystansu Jakuba Schenka, które zmniejszyło straty do trzech punktów (90:87), gracze Trefla nie zdobyli punktu w pozostałych trzech akcjach.
Wcześniej więcej zmartwień dostarczała defensywa. Gospodarze trafili aż 24 z 35 rzutów za dwa punkty, a po trzech kwartach ten wskaźnik wyglądał jeszcze bardziej niesamowicie – na liczniku było wtedy 21 z 25. Wygrali również w punktach zdobytych po stratach (23:7), a także z kontrataku (23:13).
Sopocian długo w grze utrzymywała skuteczność jego zagranicznych liderów – Paul Scruggs zdobył 21 punktów – miał również 9 asyst i 8 zbiórek, a Kasper Suurorg dodał 16 punktów. To jednak nie wystarczyło do przedłużenia serii zwycięstw.
W walce o awans do dalszej fazy rozgrywek Sopocianie wciąż są jednak w uprzywilejowanej pozycji. Do zajęcia pierwszego miejsca wystarczy im, by w pozostałych dwóch spotkaniach nie wypadli gorzej niż środowi przeciwnicy.
KK Bosna – PGE Start Lublin 79:70
Trwającą serię przedłużyli za to koszykarze Startu Lublin i niestety dla wicemistrzów Polski mówimy tu o serii przegranych – porażka 70:79 w Sarajewie jest już piątą z rzędu. Najskuteczniejszy w polskim zespole był Tevin Mack, zdobywca 24 punktów.
Lublinianie mieli w środowym spotkaniu grali w typowym dla siebie stylu z ostatnich tygodni – falami, gdzie więcej było niestety tych niekorzystnych dla końcowego wyniku. Najgorszy moment Start zanotował w pierwszej kwarcie, gdy pozwolił gospodarzom na zdobycie 17 punktów z rzędu.
Potem, co prawda straty udało się zniwelować do zaledwie trzech punktów, ale w kolejnych odsłonach ponownie zdarzyły się bolesne załamania gry, w dużej mierze napędzane przez straty piłki – w całym meczu było ich aż 20. Ostatni z przestojów zakończył się w czwartej kwarcie serią punktowa gospodarzy 10:0, która ostatecznie pogrzebała szansę dla drużyny prowadzonej przez Wojciecha Kamińskiego na wygraną i ostatecznie pozbawiła ich szans na awans do kolejnej fazy FIBA Europe Cup.