Temu widowisko zabrakło tylko jednego – więcej miejsc na trybunach!
Ewentualnie jeszcze dogrywki. A najlepiej dwóch.
Poza tym ten mecz miał wszystko: dramaturgię, emocje, wielkie trafione rzuty i kibiców obu drużyn, siedzących obok siebie, tworzących genialną, koszykarską atmosferę. Palce lizać!
Dziki po wyraźnej porażce w poprzednim meczu wyszły na boisko z zamiarem rzucenia się mistrzom Polski do gardeł. Wspierane przez wierną i bardzo głośną grupę kibiców już w pierwszej połowie udowadniały, że tym razem łatwo skóry nie sprzedadzą.
Mistrz Polski tylko raz uciekł pretendentom na większą odległość – gdy w drugiej kwarcie prowadził 41:33. Ale to była tylko chwila. Dziki mimo twardej defensywy gospodarzy, która skutkowała m.in. tym, że Landrius Horton w całym meczu trafił tylko 3 z 13 rzutów z gry wciąż utrzymywały się w grze. Skuteczny był Grzegorz Kamiński (17 pkt), spokojem imponował Darnell Edge (15 pkt, po 7 zbiórek i asyst), a znakomicie spisywał się także rzucany również do uprzykrzania życia Andrzejowi Plucie Ody Oguama (10 pkt, 7 zbiórek).
Gdy trzecią kwartę piekielnie mocnym blokiem na Plucie zakończył Horton, było właściwie jasne, że o losach tego meczu po prostu musi zadecydować ostatnia akcja.
Dziki były bardzo-bardzo bliskie wyszarpania zwycięstwa. Prowadziły jeszcze niespełna minutę przed końcem. O ile wcześniej na trafienia Kamińskiego i jego kolegów najczęściej odpowiadał Pluta (26 punktów), to w kluczowym momencie czwartej kwarty Legii pomogli także DJ Brewton (18 pkt, 6 zbiórek) i niesamowicie harujący przez 32 minuty w obronie Jayvon Graves, do którego należała także najważniejsza akcja wieczoru pod koszem Dzików – ta na wagę wygranej.
Chwilę później, w kluczowym momencie, gdy Dziki były a ataku i oddały dwa niecelne rzuty, które mogły im zapewnić sukces, piłka odnalazła ręce nie kogo innego, jak Pluty właśnie.
To „MVP, MVP” było naprawdę bardzo mocno zasłużone.
– Jestem dumny z tego jak dzisiaj walczyła moja drużyna, choć ostatecznie nawet to nie wystarczyło do pokonania mistrzów Polski. Będziemy próbowali ponownie w poniedziałek. W swojej hali, ze wsparciem własnych kibiców postaramy się o to, by meczów w tej serii było jeszcze więcej. Dzisiejszy był fantastyczny – mówił trener Dzików Marco Legovich.
– To było jedno z tych starć w playoff, w których gorąca atmosfera ugina nogi nawet w wykonywaniu rzutów wolnych. Tak było dzisiaj w naszym przypadku. Mieliśmy też spore problemy z defensywą typu switch rywali, a ich gracze trafili też kilka naprawdę trudnych rzutów. Ostatecznie jednak, jak chcesz zdobyć mistrzostwo, właśnie takie mecze musisz wygrywać – cieszył się trener Legii Heiko Rannula.
Trzeci mecz serii w poniedziałek o godz. 20.15 w hali „Koło”.