Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
Pięć wywalczonych tytułów mistrza Polski wywalczonych w stylu „klub to ja” – mogłoby się wydawać, że mimo potęgujących się od lat problemów finansowych wokół funkcjonowaniu Zastalu Janusz Jasiński może czuć się człowiekiem koszykarsko spełnionym. W końcu doprowadził klub z niespełna 150-tysięcznego miasta tam, gdzie ten wcześniej nie miał nawet prawa marzyć, by się znaleźć – do ścisłej czołówki klasyfikacji medalowej mistrzostw Polski wszech czasów.
By lepiej nakreślić kontekst, spójrzmy na jej szczyt:
1. Śląsk Wrocław – wiadomo.
2. Lech Poznań, ostatni raz na podium niemal 30 lat temu.
3. Arka Gdynia/Trefl Sopot – kluby wyrosłe z sukcesów Prokomu Trefla Sopot Ryszarda Krauzego i Kazimierza Wierzbickiego (by nie wchodzić w szczegóły który z nich ma większe prawa do medali z przeszłości – wymieniamy oba).
4. Legia Warszawa, czeka na ósmy tytuł mistrzowski od 54 lat.
5. Wisła Kraków, bez jakiegokolwiek medalu już niemal od lat 40.
6. Zastal Zielona Góra Janusza Jasińskiego. Pięć złotych medali, dwa srebrne, jeden brązowy.
Dla porównania – Anwil Włocławek, będący w czołówce polskiej ekstraklasy od trzech dekad, jest w tej klasyfikacji „dopiero” na 9. miejscu.
Właściciel mającego od lat problemy z płynnością finansową klubu w trakcie nie pierwszej publicznej sprzeczki z prezydentem Zielonej Góry przyznał jednak wczoraj otwarcie, że żałuje decyzji o inwestycji w Zastal.
Nie wnikając w szczegóły kolejnego sporu między właścicielem klubu a prezydentem miasta – punktem zapalnym były sprawy, które kibiców koszykówki raczej nie zainteresują – można jedynie przy okazji przypomnieć informacje krążące po Zielonej Górze i okolicach biura PLK na przełomie czerwca i lipca tego roku.
Janusz Jasiński w dość desperacki sposób szukał wówczas z otwartą przyłbicą, także na antenie lokalnej rozgłośni radiowej, osób pragnących wspólnie z nim zarządzać klubem w przyszłości. I go finansować. Jak twierdzą osoby dobrze zorientowane w ligowych realiach, w pewnym momencie otrzymał nawet wstępną propozycję sprzedaży Zastalu. Grupa inwestorów miała być gotowa zapłacić mu za klub okrągły milion złotych. Przed dokonaniem transakcji chciała się jednak przekonać jak duży jest dług nabywanej spółki.
Janusz Jasiński nie był w stanie – lub nie chciał – przedstawić wymaganych dokumentów.
Właściwie – trudno się dziwić. W końcu – jak już informowaliśmy pod koniec czerwca – spółka zarządzająca zielonogórskim klubem od dwóch lat nie składa sprawozdań finansowych do Krajowego Rejestru Sądowego. Jasiński był o to pytany przez Jacka Białogłowego we wspomnianym wcześniej wywiadzie. Z uśmiechem na twarzy i rozbrajającą szczerością oznajmił, że nikt go o składania sprawozdań nie prosił.
Zresztą, spójrzcie na reakcję prezesa Zastalu sami. Warto.
W trakcie wczorajszej sprzeczki z prezydentem Zielonej Góry prezes pięciokrotnego mistrza Polski zarzucił mu, że Janusz Kubicki, by utrudnić funkcjonowanie Zastalu, zmienił przepisy dotyczącego przyznawania miejskich dotacji klubom sportowym.
W ostatnim sezonie wielu byłych koszykarzy a także pracowników klubu przyznawało, że Zastal wciąż jest im winny pieniądze. Byli to m.in. obecny prezes ligi Łukasz Koszarek, MVP poprzedniego sezonu Andrzej Mazurczak, a także były trener, współtwórca ostatnich wielkich sukcesów Żan Tabak.
– Na zawodników planujemy wydać w tym sezonie około 2,7 mln zł. Warto pamiętać, że mamy w Polsce jedno z lepszych know-how. Łącznie nasz budżet wyniesie około 4 mln złotych. Mamy swoje zawirowania, ale wszyscy wiemy, że o Zastalu nigdy nie można powiedzieć, że nie ma ambicji. Może czasami nie ma kasy, ale ambicja jest zawsze – twierdził pod koniec lipca w kolejnej rozmowie z Białogłowym, już po otrzymaniu ligowej licencji, Jasiński.
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>