Jeszcze pod koniec trzeciej kwarty mogło się wydawać, że Anwil wszystko co najgorsze ma już za sobą. Zespół Ronena Ginzburga po przegranej 22:28 pierwszej kwarcie w dużej mierze dzięki obronie strefowej przejął inicjatywę. W 27. minucie prowadził nawet 66:52.
MKS się jednak nie poddał, jego koszykarze rzucili się do odrabiania strat. Zespół Artura Gronka potwierdził w tym momencie to, czym imponował na parkietach PLK w ostatnich miesiącach – nieustępliwość i zespołowość. Sam trener nie bał się nie tylko typowych już dla siebie szybkich zmian, ale także nieszablonowych rozwiązań – jak wtedy, gdy do uprzykrzania życia Elvarowi Fridrikssonowi posyłał Jakuba Musiała, któremu odwagi nie brakowało także po atakowanej stronie boiska. Efekt? W ciągu kolejnych pięciu minut goście zdobyli aż 19 punktów, tracąc tylko 5.
– Gdy w przerwie przegrywaliśmy 9 punktami powiedzieliśmy sobie w szatni, że nie po to walczyliśmy tak mocno cały sezon, by teraz tak to zostawić. W drugiej połowie daliśmy z siebie wszystko – mówił Martin Peterka, który do 18 punktów dołożył 10 zbiórek.
Nagle na tablicy wyników pojawił się remis 71:71 i walka rozpoczęła się od nowa.
W Hali Mistrzów zrobiło się ciszej. Tym razem jej trybuny mimo ogromnej wagi meczu nie wypełniły się nawet 3 tysiącami widzów, lecz gdy chwilę później po dwóch błyskawicznych trójkach Fridrikssona Anwil wrócił na 6-punktowe prowadzenie, znów zapanowała euforia.
To były jednak dla gospodarzy ostatnie momenty radości. MKS w końcówce meczu był agresywniejszy i skuteczniejszy, a jego obrona strefowa też przynosiła skutki. Trener Anwilu w końcówce meczu kompletnie nie korzystał już ze swojego środkowego Mate Vucicia (11 pkt i 11 zbiórek), a pozostali liderzy podczas pełnych chaosu, na końcu zwykle indywidualnych akcji okazali się nieskuteczni.
I chyba po prostu zmęczeni.
W zespole MKS najlepszy obok Peterki byli zachowujący spokój Amerykanie Ronald Curry Jr (11 pkt, 7 asyst i 4 zbiórki) oraz Luther Muhammad (13 pkt, 4 zbiórki i 3 asysty). Musiał mecz zakończył z dorobkiem 9 punktów.
– Ten mecz był dobrym odwzorowaniem całego sezonu w naszym wykonaniu – mieliśmy problemy, ale później także bardzo dobre momenty. Na końcu wynik nie jest taki, jakiego oczekiwaliśmy – komentował Tyler Wahl, który dla Anwilu zdobył 20 punktów, mając także 7 zbiórek i 4 asysty.
MKS w czwartek w Warszawie rozpocznie walkę z Legią Warszawa w ćwierćfinale playoff.
Anwil? Ten klub może czekać kadrowa rewolucja. I nie mówimy tu tylko składzie drużyny. Pamiętacie jak rok temu Śląsk Wrocław – inny klub z porównywalnie dużym jak na warunki PLK budżetem – w takim samym momencie sezonu i bliźniaczym stylu pożegnał się z rozgrywkami? Posadą za to niepowodzenie zapłacił prezes Michał Lizak. Prezes Anwilu Łukasz Pszczółkowski we Włocławku od dawna znajduje się pod ostrzałem krytyki, a argumentów na swoją obronę po tym sezonie nie ma zbyt wielu…
Kibice swój werdykt wydali już chwilę po meczu z MKS.