Najpierw równie niespodziewane, co łatwe – aż 86:71 – zwycięstwo z Anwilem Włocławek w pierwszej rundzie play-in.
Później wygrana ostatecznie dość pewnie 3:1, choć wyrównana seria ćwierćfinałowa z Kingiem.
Zwycięstwo 3:0 z Arką, domykające serię sześciu kolejnych zwycięstw, nie było już właściwie wielką niespodzianką . Jeszcze przed rozpoczęciem serii można było Zielonogórzan uznawać za faworytów. Zastal potwierdził to miano w imponującym stylu.
W trzecim, niedzielnym meczu goście z Gdyni nie poddali się bez walki, choć Zastal rozpoczął od prowadzenia 27:10 i można było podejrzewać, że o emocje tego dnia będzie trudno. Ale później Arka stopniowo, metodycznie, odrabiała straty. Jeszcze w końcówce czwartej kwarty zwycięstwo Zastalu nie było takie pewne. W zespole gości najlepszy mecz w sezonie rozgrywał Michael Okauru (30 pkt, 12/22 z gry).
Ale to było za mało.
Arki nie uratowało ani to, że zdobyła więcej punków z pomalowanegom ani to, że zdobyła więcej punktów z szybkiego ataku. Na nic zdał się również fakt, że rezerwowi gości byli skuteczniejszy od graczy, którzy rozpoczęli mecz na ławce Zastalu.
Gospodarze od początku mogli liczyć na świetnie dysponowanego Conleya Garrisona (26 punktów i po 6 zbiórek oraz asyst), a gdy w końcówce Arka była już naprawdę bliska odrobienia wszystkich strat, korzystali ze swojej najgroźniejszej broni – akcji Andrzeja Mazurczaka z Jakubem Szumertem.
Kilka minut później sztylet wyjął, pozbawiając gości resztki złudzeń, Garrison.
– Conley kolejny mecz dźwignął presję, szczególnie w samej końcówce. Duże ukłony dla niego. To był najtrudniejszy emocjonalnie mecz dla nas w tej serii. Teraz to my byliśmy pod presją i z nią sobie poradziliśmy. Idziemy dalej. Jestem dumny z kibiców, z tego jak dopingowali – powiedział trener Orlen Zastalu Arkadiusz Miłoszewski.
Zastal wraca do finału PLK po pięcioletniej przerwie, której pierwsze trzy lata stracił na przepychanki między władzami miasta a ówczesnym, nie radzącym sobie kompletnie z zarządzaniem właścicielem klubu Januszem Jasińskim. Pamiętacie? To nie było wcale tak dawno temu, gdy Jasiński mniej lub bardziej dosadnie ogłaszał wszem i wobec, że wciąż widzi siebie w roli mentora, sugerując, że bez jego pomocy Zastal sobie nie poradzi.
25 miesięcy później Zastal jest w finale PLK. Gdyby chcieć wszystko sprowadzać do najprostszych narracji, wystarczyłoby powiedzieć, że wszystko zawdzięcza decyzji o zatrudnieniu duetu Miłoszewski – Mazurczak. Najnowsza reguła PLK wskazuje jasno: „jeśli masz na ławce Miłoszewskiego, a w składzie Mazurczaka, masz też *100% gwarancji, że twój zespół zagra w finale playoff”.
2023 – złoty medal z Kingiem Szczecin
2024 – srebro z Kingiem
2026 – finał z Zastalem
*w sezonie 2024/25 King też miał na ławce Miłoszewskiego, a w składzie Mazurczaka, ale ten drugi większość sezonu stracił z powodu kontuzji – bez niego King odpadł w ćwierćfinale playoff.
Ale tak naprawdę ta narracja odsłaniałaby jedynie część prawdy i właściwie jest obrazoburcza dla całej, wyjątkowej drużyny z Zielonej Góry.
Z Jakubem Szumertem i Conleyem Garrisonem na czele.