Ostatecznie po dogrywce wygrali zielonogórzanie 92:90, którzy dzięki temu odnieśli już ósme zwycięstwo w sezonie. Z bilansem 8-6 Zastal jest już tylko o punkt gorszy od pokonanych we wtorkowe popołudnie sopocian (9-5).
„Zielonogórski Ekspres” się nie zatrzymuje, zatem jego śladami spróbuję pójść i ja, zapraszając na nietypowe, ekspresowe, pomeczowe wydanie „PLK zza Kulis”.
„Nigdy czegoś takiego nie widziałem”
Nie sposób wybrać z tak emocjonującego meczu decydującą akcję, ale skłaniam się do poparcia tezy trenera gości Mikko Larkasa, który twierdzi, że przez 20 lat nie widział sytuacji, w której sędzia może zagwizdać faul, by od razu się z tej decyzji wycofać.
O której akcji mówi szkoleniowiec gości? To sytuacja z dogrywki, w której Szymon Zapała wykończył podanie lobem od Kaspera Suurorga, chociaż był w tej sytuacji niewątpliwie również faulowany przez tradycyjnie znakomitego Jakuba Szumerta.
– Oooops, przepraszam, że zauważyłem to przewinienie, ale już-już się z tej decyzji wycofuję – musiał sobie w tym momencie pomyśleć jeden z arbitrów, który nagle zmienił zdanie.
Zupełnie jakby odgwizdanie reprezentantowi Polski i MVP grudnia w PLK piątego przewinienia było jakąś zbrodnią.
Trudno się dziwić wściekłości trenera Larkasa. Szczególnie, że mówimy tu o faulu, któremu było bliżej do przewinienia niesportowego przez brak ataku na piłkę i popchnięcie rywala w wyskoku, niż do akcji, w której można było połknąć gwizdek.
Jakub Szumert grał z czterema faulami od połowy czwartej kwarty i pomimo takiej trudnej sytuacji, w wielu akcjach skutecznie powstrzymywał rywali. Kilkukrotnie zatrzymał choćby akcje Jakuba Schenka.
W decydującym momencie dogrywki kapitan Trefla przegrał pojedynek z podkoszowym Zastalu po raz kolejny. Czy gdyby nie błąd – a może tchórzostwo? – sędziów, w tej akcji gości inny obrońca zielonogórskiej drużyny też spisałby się przy nim równie dobrze?
O tym się już nie przekonamy. Zastal wygrał, a Szumert zakończył spotkanie z dorobkiem 19 punktów i 8 zbiórek. Ustanowił przy tym osobisty rekord trafionych rzutów za 3 punkty – zdobył w ten sposób aż 12 punktów.
Do tej pory w meczu ligowym nigdy nie trafił więcej niż dwa razy. To się nazywa progres! Ligowy MVP grudnia okazuje się zatem równie mocny i w styczniu.
Historia stara jak świat
Pamiętacie, gdy po przegranym przez Trefl meczu w Ostrowie Wielkopolskim wspominałem, że trener Mikko Larkas zaczyna być widocznie zirytowany stratami piłki przez swój zespół?
Po 19 tego typu błędach w spotkaniu w Zielonej Górze fiński szkoleniowiec wskoczył w tym aspekcie jeszcze o poziom wyżej, sugerując, że jego koszykarze zapominali w jakich kolorach strojów tym razem występowali.
Coś w tym było. Chociaż jego zespół zagrał przeciwko Zastalowi bez chorego Mikołaja Witlińskiego, to miał kilka okazji do zapewnienia sobie zwycięstwa. Przecież po udanych akcjach Paula Scruggsa prowadził w 4. kwarcie nawet różnicą siedmiu punktów.
Wtedy jednak wydarzyło się to.
– We want steals – powiedzieli wspólnie Chavaughn Lewis i Jayvon Maughmer, którzy w ciągu kilku sekund dwukrotnie pozbawili piłki Suurorga, autora aż 5 z 19 strat zespołu gości.
Co najbardziej musi boleć sztab trenersko-zawodniczy Trefla? W trzeciej kwarcie meczu byli w stanie zdobyć 31 punktów, rozdając przy tym 11 asyst. Nie popełnili wówczas żadnej straty.
Można? Niby tak. Ale to oznacza przecież też, że przez pozostałe 35 minut koszykarze Trefla zanotowali zaledwie 12 asyst przy 19 stratach. Auć.
Liderzy godni siebie
Wtorkowe starcie okazało się również godnym pojedynkiem dwóch potencjalnych liderów obu drużyn: Chavaughna Lewisa i Paula Scruggsa.
W połowie dogrywki po raz drugi wydawało się, że zwycięsko z tego starcia wyjdzie obwodowy Trefla. Po jego trafieniu za 3 punkty goście prowadzili 88:82. Chwilę później doznał on jednak kontuzji nogi i ostatnie minuty obejrzał już z ławki rezerwowych.
Uraz nastąpił bez kontaktu z rywalem. W takich okolicznościach potrafią się dziać niefajne rzeczy. Mam nadzieję, że nie tym razem!
Wcześniej Scruggs był znakomity. To nie tylko kwestia 26 zdobytych punktów, ale także pokazania możliwości do skutecznego wykańczania najważniejszych akcji.
– The best ability is availability – to bardzo popularne powiedzenie z kręgów NBA we wtorek sprawdziło się w wypełnionej prawie 5 tysiącami fanów – brawo – hali CRS.
W decydujących momentach nie było w grze Scruggsa, do końca był za to Chavaughn Lewis. Lider Zastalu przysnął w 3. kwarcie, gdy z poziomu parkietu biernie obserwował serię punktową 18:0 dla Trefla. W czwartej kwarcie i dogrywce pokazał jednak, że warto było dać mu odpocząć we Wrocławiu, a po problemach z plecami nie ma już śladu.
Ostatecznie amerykański obwodowy zakończył spotkanie z dorobkiem 28 punktów i 7 wymuszonych przewinień.
– Maughmer może grać na „4”, trenuje czasami na tej pozycji – zapewniał mnie trener Arkadiusz Miłoszewski po jednym z poprzednich spotkań, gdy jego wysocy – w tym Jakub Szumert – mieli duże problemy z faulami.
Przygotowania do wariantu awaryjnego sprawdziły się przeciwko Treflowi, gdyż Maughmer długimi fragmentami – także w tych najważniejszych momentach – zagrał właśnie na tej pozycji. Najmłodszy z zielonogórskich Amerykanów zdobył 16 punktów i po raz kolejny potwierdził, że jego forma idzie do góry.
Tak, jak całego Zastalu, który wygrał już 5 z 6 ostatnich spotkań Orlen Basket Ligi i walczy o awans do finałowego turnieju o Puchar Polski, w którym pewnie chciałby narobić niemałego zamieszania.