Co wiemy po dwóch pierwszych meczach w Bydgoszczy, oprócz tego, że w żadnym z nich nie doczekaliśmy się emocji w końcówkach – ŁKS wygrał pierwsze starcie 85:71, a Astoria drugie 84:64?
Szachy taktyczne
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas oglądania tego finału to nastawienie ŁKS na skuteczne uniemożliwianie akcji dwójkowych Astorii w pasie środkowym. Marcel Ponitka czy Igor Urban byli bardzo mocno nastawieni na zacieśnienie pomalowanego, przez co Adam Kemp nie miał możliwości grać swoich ulubionych pick&rolli.
Astoria w drugiej połowie niedzielnego meczu znacząco przyspieszyła grę, ograniczając schematyczne granie. Właśnie to dało jej zwycięstwo.
Finał to nie jest czas weteranów
ŁKS nie ma szacunku dla weteranów ze strony Astorii! Marcin Nowakowski i Michał Chyliński, gdy tylko przebywają na parkiecie, są momentalnie atakowani przez wszystkich zawodników łódzkiej drużyny.
Z tego względu, trener Skiba wystawia często Chylińskiego na pozycji 4, aby unikać przewag w obronie, a Nowakowski gra coraz mniej. To wszystko podkreśla tylko jedno – jak bardzo Astorii brakuje w tej serii Wojciecha Dzierżaka.
Carlos kontra świat
Taktycznie sztab ŁKS zaprezentował się z bardzo dobrej strony, natomiast można mieć lekkie pretensje do reagowania na wydarzenia boiskowe.
Bo jak inaczej nazwać fakt trzymania na parkiecie Jaquana Carlosa na przełomie 3 i 4 kwarty niedzielnego meczu, gdy Amerykanin postanowił zagrać sam przeciwko całemu światu?
W tym fragmencie Carlos podejmował dużo złych decyzji i grał mocno samolubnie, co nie uszło uwadze kolegom z drużyny. Wchodził na parkiet przy wyniku 42:39 dla Astorii, a opuszczał go, gdy gospodarze prowadzili już 71:56. Patrząc na te wydarzenia z poziomu ekranu telewizora, byłem zdumiony, że w tym fragmencie grał przez osiem minut z rzędu. Wow!