Przed pierwszych 20 minut – a już szczególnie w trakcie drugiej kwarty, wygranej przez nasz zespół 20:14 – mogliśmy się przez chwilę poczuć jak w koszykarskim niebie. Nasz zespół walczył jak równy z równym z przeciwnikiem, którego skład to w całości gracze z NBA i Euroligi.
Kamil Łączyński, choć w noc poprzedzającą mecz zmagał się z gorączką sięgającą 40 stopni, nie dość, że postanowił w meczu zagrać, to chwilę po wejściu na boisko trafił za 3, a po chwili rozdawał piękne asysty, niektórymi z nich wręcz lekko ośmieszając defensorów rywali.
Przypominał koszykarskiego profesora w swoim „flue game„.
Swoje punkty zdobywali nasi liderzy – Mateusz Ponitka i Jordan Loyd, a rywale momentami wyglądali na zagubionych.
Do przerwy prowadziliśmy 44:41 i – także oglądając emocjonującego się meczem Roberta Lewandowskiego w towarzystwie kilku innych piłkarzy naszej kadry – można było odnieść wrażenie, że w Spodku jeszcze raz może czekać nas magiczny wieczór.
Wtedy na scenę wkroczył on – Guerschon Yabusele. Od stanu 43:48, grający dotychczas w tym turnieju dość słabo kapitan Francuzów postanowił udowodnić, że nieprzypadkowo był jedną z największych gwiazd ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich, a przed kolejnym sezonem spore nadzieje związane z jego grą wiążą New York Knicks.
Potężnie zbudowany skrzydłowy reprezentacji Francji na kolejnych 9 minut od stanu 43:48 przemienił się w koszykarskiego potwora. Kolejnymi swoimi trafieniami stopniowo wyssał większość pokładów nadzieji z polskich kibiców. Zdobył błyskawicznie 17 punktów, a jego zespół zaliczył run 25:7.
Cały mecz Yabusele skończył z dorobkiem 36 punktów (12/20 z gry). W trzech poprzednich meczach zdobył 24. Łącznie. 36 punktów to najlepszy wynik Yabusele w historii jego gry w reprezentacji.
Polacy jednak – jakżeby inaczej, przecież znamy już trochę siłę charakteru tej drużyny! – nie poddali się bez walki. Po trafieniu Łączyńskiego za 3 nieco ponad 3 minuty przed końcem przegrywali już tylko 71:76. Chwilę później po akcji 2+ Michała Sokołowskiego było już tylko 76:80. W końcówce przy czteropunktowej stracicie mieliśmy nawet piłkę, ale rzut Michała Sokołowskiego za 3 okazał się niecelny.
Najwięcej punktów dla naszego zespołu zdobyli Loyd (18) i Ponitka (16). Sokołowski nie trafił najważniejszego rzutu, ale zagrał najlepszym mecz w tym turnieju (15 punktów, 6 asyst).
Łączyński ostatecznie spędził na boisku aż 26 (!) minut i do 6 punktów dołożył 8 asyst. Czapki z głów!
Siedmiopunktowa porażka znacząco zmniejsza szansę Polaków na pierwszej miejsce w grupie D, lecz jednocześnie Biało-Czerwoni mają ogromne na zajęcie drugiego miejsca. Jeśli pokonają w czwartek Belgię, poniżej tej pozycji nie spadną. Aby wrócili na pozycję lidera, Francja musiałaby przegrać z outsiderem grupy Islandią.
Drugie miejsce w grupie D może utorować Polakom drogą do ćwierćfinału EuroBasketu. Póki co wprawdzie trzecie w tabeli grupy C zajmuje Hiszpania, ale jeśli w ostatniej kolejce fazy grupowej Gruzja pokona Bośnię i Hercegowinę, mistrzowie Europy, by wyprzedzić ją w tabeli i będą musieli pokonać najsilniejszą grupie Grecję.