Wtorkowe spotkanie niepokonanych w pierwszej serii drużyn pokazało, jak dużo może zmienić się w ciągu kwadransa, który zespoły spędzają w szatni pomiędzy 2. i 3. kwartą.
W pierwszej połowie Kanadyjczycy pozwolili rywalom na zdobycie aż 49 punktów, tracąc przy tym aż 30 oczek z pomalowanego – skąd Australia trafiła kompromitujące defensywę rywali 15 z 18 z oddanych rzutów. Kanadyjczycy nie byli w stanie zatrzymać szczególnie Josha Giddy’ego, który już do przerwy zdobył 15 punktów i wygrywał obwodową rywalizację z Shaiem Gilgeousem-Alexandrem, swoim byłym kolegą z Oklahoma City Thunder.
Po zmianie stron Kanadyjczycy bardzo jednak przykręcili śrubę w defensywie i pokazali, że wcale nie potrzeba do tego mocnych graczy podkoszowych. Wystarczy, że w twoim składzie jest choćby Luguentz Dort.
Efekt? Tylko 34 punkty Australii w drugiej odsłonie, z czego 16 zostało zdobytych z pola 3 sekund. Ofensywa Kanady wciąż za to wyglądała mocno – po 45 punktach w pierwszej części, w drugiej zdobyli ich 48. W niej po raz kolejny podczas olimpijskiego turnieju zaimponował szczególnie RJ Barrett, który zakończył mecz z dorobkiem 24 punktów (8/14 z gry) i 7 zbiórek.
Pomimo wygranej 93:83 Kanada wciąż nie zapewniła sobie zwycięstwa w grupie A, ani nawet awansu do fazy pucharowej. Tego drugiego sukcesu może stać się jednak pewna już we wtorek wieczorem – do tego potrzebuje jednak zwycięstwa Niemców w meczu grupy B przeciwko Brazylii.