– W drugim meczu zobaczycie inną Arkę, lepszą – zapowiadał po zakończeniu pierwszego półfinału trener gdynian Mantas Cesnaukis.
Nie rzucał słów na wiatr. Jego podopieczni od pierwszym minut czwartkowego meczu dyktowali warunki gry. Dzięki świetnej grze Milana Barbitcha (22 pkt, 11 wymuszonych fauli, 6 asyst) rozhulali swoją ofensywę do tego stopnia, że 22 punkty uzbierał nawet rzadko aż tak aktywny Kresimir Ljubicić. Gospodarze wygrali bardzo pewnie i w pełni zasłużenie pierwsze trzy kwarty. Na początku ostatniej mieli, wydawałoby się, pewną kilkunastopunktową przewagę.
– W przerwie meczu bardziej warczałem na zawodników niż prowadziłem z nimi konstruktywną rozmowę. O nasz atak się nie martwiłem. Miałem duże zastrzeżenie do gry w obronie – mówił po meczu trener Zastalu Arkadiusz Miłoszewski.
Jeszcze nieco 8 minut przed końcem Arka prowadziła aż 74:57. Można było zakładać, że kolejnych emocji w tej serii doczekamy się dopiero podczas kolejnych meczów w Zielonej Górze. Tymczasem już kilkanaście minut później stało się jasne, że liczba mnoga, jeśli chodzi o liczbę starć obu drużyn w hali CRS wcale nie musi być potrzebna.
Jak już zielonogórski express ruszył, był nie do zatrzymania.
74:59 – Dwight Wilson
74:61 – Dwight Wilson
74:64 – Jakub Szumert
74:66 – Dwight Wilson
A to był tylko sygnał do ataku, zaledwie jego początek. Tak, dał go ten sam wcześniej często nieprzydatny Dwight Wilson.
Szumert w całym meczu był jeszcze lepszy niż w poprzednim, w którym do 24 punktów dołożył 11 zbiórek. Tym razem punktów miał 23, ale co ważne – dodał też obłędne 7 bloków. W tym dwa bardzo istotne w ostatnich pięciu minutach, gdy atak Arki kompletnie się krztusił, a Zastal po kolejnych udanych akcjach Szumerta, Chavaughna Lewisa, a także Phila Fayne’a odrabiał straty i obejmował prowadzenie.
Po trafieniu za 3 Andrzeja Mazurczaka niespełna 2 minut przed końcem goście prowadzili już 81:76.
Poprzednich sześć minut wygrali 24:2!
Koniec? A skąd! Arka się nie poddała i była bliska wywalczenia dogrywki. Na przeszkodzie stanął jej – oczywiście z pomocą asekurującego go Szumerta – Fayne.
Zastal prowadzi już w półfinale 2:0 i w niedzielę przed swoimi kibicami będzie chciał zapewnić sobie pierwszy po pięciu lat awans do wielkiego finału playoff. Biletów na ten mecz już nie ma. Wszystkie sprzedały się jeszcze przed rozpoczęciem meczem nr 2.
Zastal ma tylko jeden problem – Fayne w ostatniej akcji blokując rzut rywala doznał urazu kolana. Jakby tego było mało – ma poważne problemy rodzinne i niewykluczone, że będzie musiał polecieć do USA.
– Może się tak zdarzyć. W jego rodzinie wydarzyła się tragedia, dzisiaj zagrał na własną prośbę. Zrozumiałbym, gdyby przed tym meczem powiedział mi, że dziś nie da rady – przyznaje trener Miłoszewski.