Islandia dzięki specyficznym zasadom losowania EuroBasketu 2025 została wybrana przez PZKosz do naszej grupy jako kraj partnerski, który pierwotnie miał być losowany z ostatniego koszyka. Tegoroczny turniej to dla naszego rywala już trzecie podejście do mistrzostw Europy. Na imprezach w 2015 i 2017 nie wygrali żadnego meczu. Licznik kolejnych porażek wskazuje obecnie 12. Po czwartkowej porażce w starciu z reprezentacją Izraela (71:83) i sobotniej z Belgią (64:71) plan minimum na mecze w Katowicach – pierwsze turniejowe zwycięstwo w historii – wciąż ma status „do realizacji”.
Po dwóch pierwszych kolejkach i przede wszystkim po porażce z Belgią – poniesionej w dramatycznych okolicznościach tuż przed linię „meta”, mimo prowadzenia przez większość spotkania – szanse na coś więcej niż pojedynczy sukces reprezentacji Islandii są już niewielkie.
Skład naszego rywala (w nawiasie kluby z poprzedniego sezonu) na turniej prezentuje się następująco:
OBROŃCY
Elvar Fridriksson (PG, 182/31) – Maroussi (Grecja / FIBA Europe Cup), śr. 12 pkt., 6 as. w lidze i 13 pkt., 6 as. w pucharach,
Martin Hermannson (PG, 190/31) – Alba (Niemcy / Euroliga), śr. 10 pkt., 5 as. w lidze i 9 pkt., 5 as. w Eurolidze
Sigtryggur Bjornssson (PG, 180/32) – Tindastoll (Islandia), śr. 14 pkt., 3 zb.,
Aegir Steinarsson (PG, 185/34) – Stjarnan (Islandia), śr. 16 pkt., 5 zb., 8 as.,
Kari Jonsson (G, 192/28) – Valur (Islandia), śr. 12 pkt., 4 zb., 4 as.,
Hilmar Henningsson (G, 195/25) – Stjarnan (Islandia), śr. 21 pkt., 4 zb., 3 as.,
SKRZYDŁOWI
Jon Axel Gudmundsson (G/F, 195/29) – Burgos (2. liga Hiszpanii), śr. 10 pkt., 3 zb., 4 as.,
Orri Gunnarson (SF, 197/22) – Stjarnan (Islandia), śr. 15 pkt., 5 zb.,
Kristinn Palsson (G/F, 197/28) – Valur (Islandia), śr. 15 pkt., 5 zb., 3 as.,
Styrmir Thrastarson (G/F, 200/23) – Mons (Belgia / liga BNXT), śr. 11 pkt., 4 zb. w BNXT i 16 pkt., 5 zb. i 5 as. w belgijskich play-offs,
Almar Atlason (F, 203/21) – Bradley (NCAA), śr. 5 pkt.
PODKOSZOWI
Tryggvi Hlinason (C, 215/28) – Bilbao (Hiszpania / FIBA Europe Cup), śr. 7 pkt., 6 zb. w lidze i 7 pkt., 4 zb. w pucharach.
Trenerem Islandii jest doświadczony 60-letni Kanadyjczyk Craig Pedersen, który na stanowisku pozostaje od 2014. To pod jego wodzą Islandia grała na poprzednich dwóch turniejach.
Patrząc na skład Islandii rzucają się w oczy dwie rzeczy. Po pierwsze – ten zespół ma tylko trzech naprawdę doświadczonych graczy, którzy w ostatnim sezonie grali na wysokim poziomie w swoich klubach. Większość kadry to zawodnicy z klubów profesjonalizującej i rozwijającej się, ale jednak niszowej ligi islandzkiej.
Trzy gwiazdy w reprezentacji Islandii to uznani w Europie obwodowi Fridriksson (od tego sezonu nowy generał Anwilu Włocławek), zawodnik euroligowej Alby Hermannson i podkoszowy „wieżowiec” Hlinason – do niedawna kolega Tomasza Gielo z Bilbao. Poza nimi, w ligach mocniejszych niż islandzka w ostatnim sezonie grali jeszcze tylko Thrastarson (Mons w Belgii) i Gudmundsson (zaplecze hiszpańskiej ACB). Kilku zawodników miało większe, bądź mniejsze epizody w ligach europejskich w przeszłości (jak np. Palsson).
Drugi problem tej kadry, być może bardziej istotny niż brak ogrania na wysokim poziomie, to brak centymetrów i generalnie potencjału ludzkiego bliżej kosza. Duet Fridriksson i Hermannson na obwodzie jest konkurencyjny nawet w porównaniu do znacznie mocniejszych reprezentacji, ale walce podkoszowej Hlinason jest zupełnie osamotniony.
Nieprzypadkowo to jest właśnie ten koszykarz, który póki co w każdym meczu EuroBasketu spędza na parkiecie najwięcej czasu – w dwóch meczach na ławce spędził niespełna… 5 minut.
W składzie Islandczyków właściwie nie widać żadnego potencjalnego zmiennika tego gracza, a oprócz nikomu nieznanego Atlasona z uniwersytetu Bradley (dotąd zagrał 3 minuty na turnieju) nie ma tu również ani jednej typowej „czwórki”. Tę rolę w dużym wymiarze czasu pełnią Palsson i Gunnarson, ale to gracze, których charakterystykom bliżej do niskiego skrzydłowego.
W meczu z Izraelem najlepszym strzelcem drużyny Islandii był nowy gracz Anwilu Fridriksson (17 pkt.), a Hlinason dwoił się i troił pod koszami po obu stronach parkietu (13 pkt., 14 zb., w tym 6 w ataku). Przeciwko Belgii Hlinason zaliczył double-double (20 pkt., 10 zb.), a Hermannson do 12 pkt. dołożył 8 asyst.
Co najciekawsze – Islandczycy w obu meczach nie przegrali znacząco zbiórki (40:41 i 39:43), a mimo niezłej organizacji gry (34 asysty w dwóch meczach) cierpieli przede wszystkim w kontekście rzutów dystansowych – 8/51 z trzy.
Musimy na nich uważać, bo statystycznie mogą trafiać częściej. Ten dziwny sparing Biało-Czerwonych z de facto rezerwami Islandii sprzed niespełna miesiąca powinien być dobrą przestrogą.
Po pięknych czwartkowych i sobotnich wieczorach apetyty polskich kibiców zostały rozbudzone, a kadrę Milicicia czeka test innego rodzaju niż przed meczem ze Słowenią i Izraelem. Tym razem to nasi koszykarze będą musieli zmierzyć się z presją ciążącą na faworycie spotkania.