CZY POLUBIŁEŚ JUŻ NASZ PROFIL NA FACEBOOKU? ZRÓB TO!
Gdy 20 lat temu James szykował się do tego, by prosto ze szkoły średniej przenieść się na zawodowe parkiety koszykarski świat z zapartych tchem dyskutował na temat skali jego talentu. Tylko marginalną część ówczesnych analiz zajmowały jednak te poświęcone umiejętnościom strzeleckim młodego LeBrona. I Słusznie – prawda jest taka, że rozpoczynając karierę w NBA James nie potrafił rzucać.
W pierwszym sezonie jego skuteczność rzutów za 3 nie przekroczyła 30 procent. Była zbliżona do tej, którą w obecnym sezonie może się pochwalić Jeremy Sochan (26,8 proc. przy 2,2 próbach na mecz, LBJ miał – odpowiednio – 29 3P% i 2,7)
Fakt ten najdobitniej świadczy o tym, jak nieprawdopodobnie wielkiej sztuki, bijąc rekord 38,387 punktów zdobytych przez Kareema Abdul-Jabbara, dokonał LeBron. Nie wspominając nawet o tym, że potrzebował do tego 150 meczów mniej – czyli, mniej więcej, dwóch sezonów gry.
Obecny dzisiejszej nocy na trybunach hali w Los Angeles Kareem mógł mu jedynie pogratulować.
– Jesteście jedyni w swoim rodzaju – mówił do fetujących go kibiców Lakers LeBron. – Mam w sobie mnóstwo pokory, że mogłem dokonać tego na oczach Kareema. Proszę o owację na stojąco dla Kapitana – oddawał cześć drugiemu już tylko najlepszemu strzelcowi w historii NBA LeBron.
W najbliższym czasie swój rekord będzie niewątpliwie mocno śrubował. Kilka dni temu wysłannik SuperBasket Grzegorz Szklarczuk z bliska przysłuchiwał się w Madison Square Garden jak LeBron zapewniał, że nigdzie się w najbliższych kilku latach z NBA nie wybiera.
Niesamowity sportowiec. W liczbie zdobytych tytułów mistrzowskich może już nigdy nie dogonić Michaela Jordana, z którego legenda się ściga od 20 lat. Ma „jedynie” cztery pierścienie – MJ dwa więcej. Ale LBJ ma też w dorobku dwa nieprawdopodobne osiągnięcia, które ważą tak naprawdę niewiele mniej niż kolejne mistrzostwo NBA:
– tytuł wywalczony w 2016 roku ze swoimi Cavs w starciu z najlepszą drużyną wszech czasów – Golden State „73-9” Warriors.
– a od dzisiaj także najwięcej punktów zdobytych w historii ligi
LeBron zamierza w zdrowiu i formie doczekać, biegając po parkietach NBA momentu, w którym będzie mógł zagrać w jednej drużynie ze swoim synem Bronnym.
Jeśli tego dokona, obrońcy opinii „nigdy nie będzie w historii koszykówki lepszego od Michaela Jordana” w niekończących się, pasjonujących sporach z wyznawcami rosnącego kultu LBJ będą mieli jeszcze trudniejsze zadanie.
A już nie mają lekko. Złośliwi przypomną wprawdzie, że także rekordowy mecz LeBrona Los Angeles Lakers przegrali – 130:133 z Oklahoma City Thunder – i oddalili się od awansu do play-off. Po latach, przy okazji dyskusji „LeBron kontra Jordan” nikt nie będzie jednak o wyniku tego meczu pamiętał. Będzie to informacja równie mało istotna, jak ta anegdotyczna – że Thomas Bryant (nr 31) był gotowy wziąć rekordowy rzut Jamesa na siebie.
CZY POLUBIŁEŚ JUŻ NASZ PROFIL NA FACEBOOKU? ZRÓB TO!