Wojciech Malinowski: Niespełna rok potrwała pana przerwa od pracy klubowej, ale zakładam, że propozycje z innych zespołów pojawiały się również wcześniej. Co zadecydowało o tym, że to akurat oferta Arisu Saloniki okazała się tą, którą postanowił pan przyjąć?
Igor Milicić: Rzeczywiśie było kilka innych, które w tym czasie odrzuciłem. Uznałem po prostu, że nie są dla mnie wystarczająco przyszłościowe. Z Arisem rozmawiałem już latem. Wtedy jednak na przeszkodzie stanęły obowiązki reprezentacyjne. Nie tylko moje. Także ze strony klubu – jego generalny menedżer Nikos Zisis także pracuje przy greckiej kadrze. Klub zmieniał właścicieli, to zupełnie nowy projekt i po prostu jego szefowie nie chcieli mieć jednocześnie dwóch osób z dodatkowymi obowiązkami reprezentacyjnymi.
Aris to klub z wielką historią, ale jednocześnie także z dużymi planami, jeżeli chodzi o odnoszenie sukcesów w przyszłości. To idealnie pasuje także do moich ambicji. Wiadomo, że nikt nie zmienia trenera w sytuacji, gdy wszystko wygląda pozytywnie. Ale w Salonikach jest EuroCup, porządny budżet, warunki do pracy i ogólnie – przyszłość jest dobra. Pozostaje tylko zrobić wynik.
Trochę pan uprzedził moje kolejne pytanie mówiąc, że klub szukający trenera w październiku właściwie nie może znajdować się w dobrej sytuacji. Zatem – nad czym najmocniej trzeba popracować z obecnym zespołem?
Moim pierwszym zadaniem jest poprawa obrony. Musimy nabrać charakteru w defensywie i sprawić, byśmy właśnie z tego elementu byli rozpoznawani. Taktycznie oczywiście wiąże się to z wieloma korektami.
W ataku na razie wprowadziłem proste schematy. Będziemy to rozwijać, gdy poznam lepiej umiejętności zawodników. Także w zależności od zmian w składzie. Jednak żeby przeprowadzić roszady w zespole, najpierw muszę lepiej zorientować się, kogo w nim na co stać.
Informacją o pana kontrakcie z Arisem pochwalił się na Twitterze Misko Raznatović, szef agencji Beobasket. Z tego, co kojarzę – nie współpracował pan z nim przy swoich poprzednich umowach, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Jak doszło do rozpoczęcia współpracy?
Do jej nawiązania przymierzaliśmy się kilka razy. Ostatecznie Misko odwiedził mnie w moim domu w Chorwacji – to było mniej więcej rok temu, jeszcze gdy pracowałem w Napoli. Podczas spotkania przedstawił plan, jaki widzi dla mnie w swojej agencji.
Bardzo mi to odpowiadało. Patrzymy w podobnym kierunku. W jego przypadku – obecnie największego agenta w Europie – słowa mają natomiast dużą moc. Potem cierpliwie czekałem na inne opcje. Być może mogłem poczekać jeszcze trochę, ale Aris okazał się na tyle ciekawym projektem na przyszłość, że zdecydowaliśmy się spróbować i podpisać kontrakt właśnie w Salonikach.
Aris ma fantastycznych i fanatycznych kibiców, którzy w miniony weekend musieli jednak przełknąć gorycz porażki derbowej swojej drużyny już pod pana wodzą z PAOK-iem. Swojego niezadowoleniu po jego zakończeniu meczu dali wyraz na trybunach. Czy pan także odczuwa tę nerwowość, zniecierpliwienie ze strony fanów? Aris to klub z wielką przeszłością, ale od lat czeka na duże sukcesy.
Na pewno jest to sytuacja, która może potoczyć się w dwie strony. Jest duża presja ze strony kibiców na władze klubu, menedżerów, zawodników czy także na mnie. Ale jednocześnie w sporcie nie ma nic lepszego niż możliwość gry dla tego typu kibiców.
Derbowa porażka na pewno mocno wpłynęła na nastroje fanów. Będziemy musieli zapracować na ponowne zaufanie z ich strony. Ja na pewno zrobię wszystko, by widzieli, że gramy na 110 procent naszych możliwości. Zespół zawsze musi zostawiać serce na boisku. Przypilnowanie tego, by tak się stało będzie na pewno jednym z moich najważniejszych celów.
W środę zagracie w EuroCup ze Śląskiem. Jakie ma pan wrażenia odnoście wrocławskiej drużyny po obejrzeniu meczów drużyny prowadzonej przez trenera Ainarsa Bagatskisa?
Na pewno Śląsk gra trochę inaczej niż w poprzednich latach. Mają mocno obstawiony obwód graczami silnymi fizycznie, którzy są bardzo nastawieni na penetracje. Stosują różne rodzaje defensywy, co może cały czas wynikać z poszukiwań najlepszego systemu. Wykorzystują także obronę strefową. Zobaczymy.
My mamy nową drużynę i przede wszystkim skupiamy się na sobie. Przy dwóch meczach w tygodniu czasu na treningi jest mało, a ten który mamy, wykorzystujemy przede wszystkim do poprawy naszych założeń taktycznych.
Nie wiem do końca, jak to wygląda wśród kibiców Arisu, ale dziennikarzy piszących o tym klubie najbardziej intrygują w tym momencie ewentualne transfery do klubu. Czy są jakieś pozycje w zespole, przy których widzi pan już teraz, że trzeba będzie je koniecznie wzmocnić?
Na pewno jest zielone światło ze strony moich szefów na przeprowadzenie zmian. Na szczęście w Grecji można ich dokonywać co kolejkę. Nie jest też problemem posiadanie siedmiu, czy nawet ośmiu obcokrajowców. Szukamy, analizujemy rynek. Będziemy starać się podjąć najlepsze decyzje. Dostępność graczy praktycznie na każdej pozycji jest ograniczona, budżetowo też nie na wszystko możemy sobie pozwolić.
Nie mogę się nie spytać o Michała Sokołowskiego, który wciąż pozostaje bez klubu, czyli – spełnia warunek „dostępności”. Po informacji o pana angażu od razu polscy kibice zaczęli go niemalże przypisywać do Arisu. Trudno się dziwić – to koszykarz, który gra dla pana od lat nie tylko w kadrze, ale także grał w dwóch ostatnich drużynach klubowych – w Besiktasie, i w Napoli.
Proszę mnie zrozumieć – nie mogę w temacie transferów powiedzieć nic więcej. Zarówno jeżeli chodzi o pozycje, na które szukamy graczy, jak i – tym bardziej – o konkretnych nazwiskach.
Wspomniał pan wcześniej o Nikosie Zisisie – generalnym menedżerze Arisu. Jak pan zapatruje się na współpracę z tak ważną osobą w całej organizacji? Polscy kibice pamiętają pana z Anwilu czy Stali, gdzie decyzje sportowe spoczywały praktycznie w całości na pana barkach.
To dla mnie duży komfort pracy. Nikos na pewno ma ogromne doświadczenie jako zawodnik, do tego był świetnym rozgrywającym, zatem znaleźliśmy wspólny język i na razie dogadujemy się bardzo dobrze. W Napoli też współpracowałem z byłą znakomitą „jedynką” – Pedro Llompartem i wtedy także ta współpraca przebiegała w bardzo przyzwoity sposób.
Wiem zatem, jak się poruszać w takich realiach. Moja rola w wyborze graczy nie odbiega bardzo od poprzednich klubów, a w niektórych aspektach jest nawet lepiej. Nie muszę już negocjować szczegółów kontraktów z agentami. Z tego akurat bardzo się cieszę.
Jakie cele postawili przed panem szefowie Arisu? Nie jest trudno się domyślić, że od ich spełnienia będzie zależała kwestia pozostania pana w Salonikach – w oficjalnej informacji klubu wspomniano, że w waszej umowie jest opcja przedłużenia kontraktu na sezon 2026/27.
Wszystko, co będzie ponad to, co było w minionym sezonie, będzie uznano za sukces (Aris zajął ósme miejsce w lidze i wygrał tylko trzy mecze w EuroCup – przyp. red.). Budżet nie jest znacząco większy w porównaniu do ubiegłego roku. Myślę, że miejsce szóste lub wyższe w lidze byłoby dobrym wynikiem. W Europie każda wygrana będzie cenna, a przejście do kolejnej fazy EuroCup to już byłoby naprawdę coś.
Opcje w kontrakcie są z obu stron, podobnie jak plany na przyszłość. Mam nadzieję, że będzie to współpraca na dłużej.