KONTENDERZY – TACY PRAWDZIWI
1. Boston Celtics (53-19, 2. miejsce w tabeli)
Dlaczego drużyna znajdująca się aż pięć meczów za liderem tabeli – i to w sytuacji, gdy ten właśnie przed chwilą przegrał właśnie 4 mecze z rzędu – wciąż znajduje się na szczycie rankingu?Powodów jest kilka, Nawet gdyby próbować je mocno podważyć, to na końcu ciężko spojrzeć w lustro i stwierdzić, że na Wschodzie Celtics NIE SĄ najlepszą drużyną.
Rozpoczynając od powodów oczywistych: to obecni mistrzowie NBA, którzy przespacerowali się po rywalach w playoff rok temu. Nie mają problemów z długoterminowymi kontuzjami, a mają za sobą kolejny rok wspólnej gry i dalszego dojrzewania dwóch największych gwiazd.
Mało? Żaden weteran nie podupadł drastycznie z formą, nawet zbliżający się do 39. urodzin Al Horford, a zawodnik klasy Kristapsa Porzingisa wciąż jest w składzie, i jednocześnie wygląda jak… niekonieczny do wygrywania luksus. Jayson Tatum i Jaylen Brown zaliczają bardzo dobre sezony. Szczególnie ten pierwszy na stałe wpisał się do grona faworytów do All-NBA 1st Team i Top5 głosowania na MVP. Z historii NBA wiemy, że aby wygrać tytuł, musisz mieć zawodnika tej klasy.
Tak Detroit Pistons 2004: wiemy, pamiętamy o was! Ale nie przypadkiem wspomina się waszą mistrzowską drużynę w kategorii wyjątku od reguły.
Poza wszystkimi powyższymi powodami – playoff to gra matchupów. A te, w kontekście głównego rywala, Celtics mają wyjątkowo dobre. Cavaliers chcą grać wysoko, a Celtics komfortowo mogą zejść niżej. Załóżmy, że Celtics wychodzą Porzingisem w piątce, bez Horforda – czy Jarrett Allen ma tu w ogóle kogo kryć? A jeśli nie – to czy jest dla niego miejsce na boisku?
Tak, Celtics swoim szóstym najlepszym graczem potencjalnie niwelują czwartego najlepszego gracza Cavs.
Dalej – obecny lider Wchodu główne atuty ofensywne ma na obwodzie i pod koszem. A gdzie musisz mieć najlepszych obrońców, grając z Celtics? Na obwodzie, czyli na pozycjach pod tym kątem najsłabiej obsadzonych w Cleveland.
Reasumując: twój center ma problem z miejscem na boisku, twoi najlepsi obrońcy nie matchupują się z gwiazdami przeciwnika, a twoje obwodowe gwiazdy są łatwym celem do ataków rywali. Nie brzmi to jak przepis na zwycięstwo.
Już dziś współczuję Garlandowi bronienia dziesiątek akcji izolacyjnych w każdym meczu (potencjalnej) serii z C’s.
2. Cleveland Cavaliers (58-14, 1. miejsce w tabeli)
OK, porozmawialiśmy o wadach, to czas się bliżej przyjrzeć zaletom Cavs. To przecież drużyna przynajmniej do niedawna zmierzająca po jeden z najlepszych bilansów w historii NBA, mająca najlepszy atak ligi… Właściwie – drużyna wspaniała, bez rzucających się w oczy słabych punktów, świetnie prowadzona, bez jednej gwiazdy ciągnącej wszystko.
A że też bez dobrego matchupu na Celtics?
W tym sezonie obserwujemy długo oczekiwany skok rozwojowy Evana Mobleya. Dwa lata temu życzyłem mu kariery zmierzającej w kierunku Tima Duncana. Teraz już widać, że to będzie inny zawodnik. Być może dlatego, że i czasy są inne. Zbiórka w obronie, przekozłowanie boiska i trójka z kozła? W erze Duncana taka akcja to byłby szok miesiąca. Dla Mobleya to już praktycznie codzienność. Wszechstronny gracz, bez którego Cavs nie odnieśliby sukcesu.
A przecież to nie jest zawodnik #1 w drużynie. Liderem jest wciąż stary-nowy Donovan Mitchell. Niby gra tak jak go dobrze znamy, ale jednak – w tym sezonie trochę inaczej. Mądrzejszy lider, lepszy dystrybutor gry, cierpliwiej czekający aż to mecz przyjdzie do niego.
Ci dwaj koszykarze, wspierani All-Star poziomem Dariusa Garlanda, ze startujących centrem ze ścisłej czołówki zadaniowców (wspomniany Allen), dodanym De’Andre Hunterem i fajnym zestawem graczy rzerwowych, wyglądają jak prawdziwy kontender. I rzeczywiście nim są.
Tylko ten ładnie brzmiący tytuł sam w sobie nie jest przepustką do gry w wielkim finale.
KONTENDERZY – TROCHĘ UDAWANI
3. New York Knicks (45-26, 3. miejsce w tabeli)
Jeśli mówimy o kontenderach, Wschód nie ma ich zbyt wielu. Mówiąc o trzeciej najsilniejszej drużynie, jesteśmy jednocześnie już przy przedostatniej, która – moim zdaniem – ma realną szansę awansu do finału NBA.
Knicks to ekipa, która wywołała latem dwa transferowe trzęsienia ziemi i wydaje się być napakowana talentem pod sufit. W pierwszym rzędzie rzeczywiście tak jest – podstawowa piątka składa się ze znakomitych zawodników, elitarnych obrońców, nowoczesnego, rzucającego centra i jednego z najlepszych closerów w lidze (Jalen Brunson to mój faworyt do nagrody NBA Clutch Player of the Year).
To wszystko prowadzone przez niezwykle doświadczonego trenera. Jedni określą go mianem zamordysty, a inni powiedzą, że Tom Thobodeau jak nikt potrafi wycisnąć co najlepsze ze swoich składów.
Gorzej, że gdy patrzeć dalej – w składzie Knicks zaczyna się mielizna. Na ławce widzimy niesprawdzonych graczy, niespełnione talenty lub wieczne zdrowotne znaki zapytania. Nie przypadkiem Knicks mają aż 5 (słownie: pięciu!) zawodników w gronie 22 z całej ligi (!), którzy na boisku spędzają najwięcej czasu.
To klasyczna Thibsowa zagrywka. Co z obecnych Knicks do tego trenera nie pasuje? Słaba obrona. W playoffs będzie bezlitośnie obnażana – nie tylko przez Celtics i Cavaliers, potencjalnie także przez Pacers. KAT przodujący w rankingach najgorszych obrońców obręczy w lidze to nie jest żadna naciągana narracja – to niezaprzeczalny fakt.
4. Milwaukee Bucks (40-31, 5. miejsce w tabeli)
Ponownie mamy sytuację, że drużyna jest wyżej w rankingu niż tabeli. Dlaczego? Powodów jest kilka, choć warto mieć na uwadze, że miejsca 4-6 dzielą w tabeli tylko 2 spotkania, więc wszystko może się zdarzyć.
Jeśli chodzi o przepis na sukces w playoffs to w przypadku Bucks jest bardzo prosty, choć nazwisko jest całkiem skomplikowane – Antetokounmpo. Ta ekipa może mieć w prawie każdej serii najlepszego zawodnika na parkiecie i historycznie daje jej to wielką przewagę. Na Giannisa odpowiedzi nie ma. Jest od ciebie szybszy lub silniejszy, a w wielu sytuacjach posiada obie te przewagi. Ma też w swoim CV kilka serii, w których prześladował Celtów. Wiemy, że nie ugnie się i nie przestraszy żadnego rywala.
Mógłbym tutaj przejść do naciągania na plus sytuacji obok niego, ale nie będę oszukiwał ani was, ani siebie. Obok Giannisa nie ma obecnie w Bucks zbyt wiele – nawet, gdyby kłopoty Damiana Lillarda z zakrzepicą żył nie okazały się poważne. Ta drużyna jeszcze raz zajdzie tak daleko, jak Giannis ją zaciągnie.
DRUŻYNY, KTÓRE MOGĄ NAROBIĆ ZAMIESZANIA
4. Indiana Pacers (42-29, 4.. miejsce w tabeli)
6. Detroit Pistons (41-32, 6. w tabeli)
Te dwie drużyny zapraszam do jednego akapitu, bo mimo niewątpliwych różnic, łączy je wspólny sufit – niewystarczająco wysoki, by bić się o finał NBA. Jest nim jedna wygrana seria playoff i dzielna walka w drugiej rundzie.
Nawet jeśli nieco zaniżam potencjał Pacers i Pistons, to finał konferencji byłby w ich wykonaniu małym cudem, a o cudach wiemy, że nie chodzą parami. Dlatego z całym szacunkiem i entuzjazmem do obu tych ekip – nie potrafię wyobrazić sobie świata, w którym Tyrese Haliburton lub Cade Cunnigham podnoszą statuetki mistrzów Wschodu 2025.
Czekam jednak na ich mecze w pierwszym rzędzie, popcorn mam już naszykowany! Nie napalam się tylko na najdłuższy występ w playoff w historii tych drużyn i nie jest żaden afront dla nich. Raczej szacunek dla klasy drużyn wymienionych powyżej.
WORKI BOKSERSKIE DLA CAVS I C’S W PIERWSZEJ RUNDZIE
7. Atlanta Hawks (35-37)
8. Orlando Magic (35-38)
9. Chicago Bulls (32-40)
10. Miami Heat (31-41)
Z kronikarskiego obowiązku wypada wymienić ekipy, które zagrają w play-in, a następnie szybko pożegnają się z playoff.
Matematyka wciąż daje im szansę znalezienia się w finale, ale myślę, że w swoim przewidywaniu przyszłości i tak będę hojny, gdy postawię tezę, że jeśli wygrają łącznie 2 mecze w pierwszej rundzie – i pierwszy turnus wakacji w Cancun – to będą mogli to sobie zapisać w kronikach klubu jako sukces. Zaraz obok hasła „spróbujemy ponownie za rok”.