poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Strona główna » Czas na mecz o wszystko. Osłabiona Legia gra o awans do II fazy Ligi Mistrzów i powinna wygrać!

Czas na mecz o wszystko. Osłabiona Legia gra o awans do II fazy Ligi Mistrzów i powinna wygrać!

0 komentarzy
Przeżywająca trudne chwile w Orlen Basket Lidze – to już cztery kolejne porażki! – i, przede wszystkim, zmagająca się z plagą kontuzji Legia gra najważniejszy mecz pierwszej części sezonu. W środę o godz. 18 w hali Torwar podopiecznych Heiko Rannuli czeka ostatni mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów. Starcie z niemieckim MLP Academics Heidelberg zadecyduje o awansie do play-in, choć każda z drużyn może też liczyć na pewne „koła ratunkowe”.

Rzut oka na tabelę grupy A tegorocznej edycji Ligi Mistrzów FIBA nie mówi wszystkiego o możliwych rozstrzygnięciach w szóstej kolejce fazy grupowej. Wiadomo, że z pierwszego miejsca (aktualnie z bilansem 4-1), bez konieczności grania „barażowej” serii w najlepszej szesnastce rozgrywek zameldowali się już wicemistrzowie Litwy z Wilna.

Pozostałe drużyny – Legia, Heidelberg i Promitheas – mają bilans 2-3. Legia z tej trójki jest w niezłej sytuacji – ma dodatni bilans bezpośrednich meczów z Grekami (64:68 i 85:72) oraz wygrany pierwszy mecz ze środowym rywalem (74:67 na wyjeździe). Te wyniki stawiają warszawski zespół w dość komfortowej sytuacji.

Scenariusze w ostatniej kolejce są zasadniczo trzy, choć istnieją cztery różne kombinacje wyników.

1. Zwycięstwo Legii zapewnia mistrzom Polski 2. miejsce w grupie i rozstawienie w serii play-in bez względu na wynik drugiego meczu w grupie.

2. Jeśli Legia przegrałaby, chcą awansować musi liczyć na zwycięstwo Rytas w meczu z drużyną z Patras, które w tym układzie dałoby polskiemu zespołowi awans do fazy play-in z 3. miejsca w grupie, jako drużyna nierozstawiona.

3. Porażka Legii i jednoczesne zwycięstwo Greków nad rywalem, który „nic nie musi”, to czarny scenariusz dla warszawskich kibiców oznaczający koniec udziału polskiego zespołu w pucharach.

Trwająca seria porażek w Orlen Basket Lidze oraz problemy zdrowotne warszawskiego zespołu – dłuższe absencje Mathiasa Tassa i Michała Kolendy, a także ostatnie pauzy Ojarsa Silinsa i Andrzeja Pluty – nie napawają optymizmem.

Aby tchnąć go nieco więcej, przypomnimy jednak, że polskie zespoły w tym sezonie czterokrotnie mierzyły się z aktualnie 15., 16. i 17. ekipą Bundesligi i trzykrotnie wyszły z tych potyczek zwycięsko. Oprócz październikowego zwycięstwa Legii w Heidelbergu, jeden z meczów z Brunszwikiem wygrał Anwil, a Śląsk pokonał Hamburg.

Najbliższy rywal Legii to 16. drużyna aktualnej tabeli Bundesligi. Akademicy wygrali dotąd tylko dwa z dziesięciu meczów w swoich krajowych rozgrywkach i tylko dwa z ośmiu od początku listopada, licząc oba fronty. Jednym z nich było pokonanie Promitheasu w poprzedniej kolejce Ligi Mistrzów – przedłużające szanse na awans, a drugim – 20-punktowe zwycięstwo ligowe przeciwko Brunszwikowi sprzed półtora tygodnia.

Co warto podkreślić – oba te mecze Heidelberg grał u siebie. Podobnie było, kiedy na początku sezonu wygrywał z Rytas i Wurzburgiem. Wyjazdowy bilans środkowego rywala Legii to 0-5 w Bundeslidze, 0-2 w Lidze Mistrzów i 0-1 w Pucharze Niemiec.

Matematyka jest nieubłagana: łącznie 0-8.

Zawodnikom niemieckiego rywala Legii przyglądaliśmy się bliżej przed pierwszym meczem drużyn, jeszcze w październiku. W porównaniu do tamtego meczu nowym graczem Heidelberga jest Amerykanin Eric Reed (G, 192/25), który debiutował w drużynie na początku listopada po transferze z europucharowego Hamburga. To koszykarz grający w Europie trzeci sezon (w poprzednim wyróżniał się w lidze BNXT). Miał zastąpić grającego średnio Michaela Flowersa (PG, 185/26), ale od rodaka, który przeniósł się do Lietkabelis nie wydaje się być lepszym strzelcem (śr. 5 pkt. i 33 proc. za 3 w meczach Bundesligi).

Poza kontuzją rezerwowego skrzydłowego, Serba Dusana Neskovicia (SF, 203/25), wymiana rezerwowych obwodowych to jedyna zmiana w składzie drużyny z Heidelberga w porównaniu do pierwszej potyczki z mistrzem Polski.

Para podstawowych obwodowych Amerykanów to wracający po kontuzji DJ Horne (G, 185/25) i Michael Weathers (G, 190/28) – brat bliźniak skrzydłowego Marcusa znanego z PLK. Rezerwowymi w tej formacji są – oprócz wspomnianego Reeda – także Kevin McClain (PG, 190/29) i reprezentant Austrii Erol Ersek (G/F, 194/26), który niespełna miesiąc temu rzucił naszej kadrze 19 pkt., trafiając 5 trójek.

Nieobecność Neskovicia zawęża rotację Heidelberga na pozycjach 3 i 4. Znajdziemy tu Amerykanów Samuella Williamsona (SF, 203/26) w drugim sezonie w Europie i Marcusa Weathersa (F, 199/28) – gracza Trefla Sopot w zeszłym sezonie oraz Niemca z chorwackimi korzeniami Mateo Sericia (PF, 204/26), grającego drugi sezon w klubie.

Po problemach zdrowotnych i niemal dwóch miesiącach przerwy do zespołu wrócił też Paul Zipser (F, 203/31) – najbardziej doświadczony z graczy Akademików (ponad 100 meczów dla Bayernu w Eurolidze, 2 sezony w Chicago Bulls w NBA, duże turnieje z reprezentacją Niemiec). Jego rola w drużynie jest jednak obecnie marginalna.

Podkoszowy duet w Heidelbergu to lokalny gracz Marcel Kessen (C, 207/28) i Amerykanin Osun Osunniyi (C, 208/27). Ten dwuosobowy zestaw pokrywający pozycję nr 5 praktycznie w stu procentach dostarcza zespołowi łącznie 16 punktów i 8 zbiórek na mecz. Bądźmy szczerzy – trudno mówić o nim jako atucie na poziomie Ligi Mistrzów, co przy nieobecności Tassa może być dla warszawian „okolicznością łagodzącą”.

Chyba o żadnym graczu Heidelbergu oprócz Horne’a (i może jeszcze nietypowego w swoim stylu Marcusa Weathersa) nie powiedzielibyśmy, że jest „wyrazisty”. Tak nam, jak i zapewne również fińskiemu trenerowi Danielowi Janssonowi po trzech miesiącach sezonu trudno zaleźć lidera drużyny w ataku. W ostatnich czterech meczach najlepszymi strzelcami zespołu było czterech różnych graczy i to niekoniecznie wiodących na przestrzeni sezonu (kolejno – bracia Weathers, Seric, Kessen).

Dwucyfrową średnią w Bundeslidze osiągają Michael Weathers (śr. 14 pkt., 5 as.), Horne (śr. 11 pkt.) i Seric (śr. 10 pkt.), a w pucharach wyróżniał się przede wszystkim Horne – śr. 21 pkt. (ale opuścił dwa z pięciu meczów).

Co warto podkreślić, biorąc pod uwagę statystyki zaawansowane, Heidelberg nieźle wypada po bronionej stronie parkietu – niecałe 109 pkt. traconych na 100 posiadań to solidny wynik, dający 8. miejsce w Bundeslidze. Gorzej ta drużyna wygląda po stronie ataku – niecałe 106 pkt. zdobywanych na 100 posiadań to przedostatni wynik w lidze.

Rozmiary grup i zasady awansu do drugiej fazy Ligi Mistrzów FIBA zmieniały się na przestrzeni 10 sezonów istnienia tych rozgrywek, ale niezmienne pozostaje to, że jedynym polskim zespołem, który go wywalczył pozostaje Stelmet Zielona Góra z drugiej edycji rozgrywek.

Dwa sezony temu całkiem blisko tej sztuki był King Szczecin, ale wysoka porażka na Sardynii na ostatniej prostej i wygrana Ludwigsburga z AEK Ateny pozbawiły graczy ówczesnego mistrza Polski awansu.

W środę nie chcemy oglądać powtórki sprzed dwóch lat. Jesteśmy przekonani, że Legia – nawet osłabiona – Heidelberg może pokonać.

Mecz w telewizji i Internecie pokaże TVP Sport.