W dwóch pierwszych meczach wydarzyło się wiele więcej ciekawych rzeczy, ale moją uwagę przykuły głównie trzy.
1. Mareks Mejeris miał rację, ja nie miałem
Z niekłamanym zainteresowaniem przeczytałem przedfinałową analizę Mareksa Mejerisa, bo to gracz, którego boiskowej, koszykarskiej inteligencji po ostatnim sezonie nie sposób nie cenić. Sam jej początek w trakcie drugiego meczu finałowego, który obserwowałem siedząc tuż za linią końcową, dźwięczał mi w uszach.
„Jeśli Pluta gra dobrze – dobrze gra cała Legia. To główny ballhandler zespołu i co ważne, już nie tylko seryjny zdobywca punktów, ale także solidny rozgrywający. Kontroluje tempo gry, a także to jak wszyscy koledzy z zespołu biegają i zachowują się na boisku„.
Nie, Mejeris nie odkrył tu żadnej Ameryki, ale najważniejsze mecze tego sezonu potwierdzają ten przeskok sportowy MVP naszej ligi tak mocno, że sytuacja zaczyna przerastać nawet największych piewców talentu reprezentanta Polski.
23,5 punktu na mecz w czterech ostatnich zwycięstwach Legii w meczach z Dzikami i w tym drugim meczu z Zastalem, a także łącznie 24 asysty.
A teraz najlepsze – zaledwie 7 strat w trakcie tych łącznie prawie 120 minut walki o wszystko w playoff, przy ogromnej presji wyników oraz mocnej defensywie rywali.
7 punktów, 3 asysty i 2 straty. To z kolei linijka statystyczna Pluty z przegranego G1 z Zastalem.
Jeśli Pluta gra dobrze – dobrze gra cała Legia.
Koszykówka potrafi szokować i uczy cierpliwości. Andrzej Pluta junior nagle na przełomie 25. i 26. roku życia odnalazł w sobie wewnętrznego rozgrywającego, po czym po prostu się nim stał. Takim w stylu premium, bo gwarantuje też w razie problemów swojego zespołu wiele punktów z niczego. Cierpliwość jest wskazana nie tylko koszykarzom, czy trenerom, ale także obserwatorom z zewnątrz, w tym dziennikarzom. Żeby była jasność – mówię tu także o sobie. Choć w talent Andrzeja do zdobywania punktów nigdy nie wątpiłem, to sam jeszcze mniej więcej dwa lata temu nie wierzyłem, że on może być klasycznym playmakerem.
Jest!
W tym momencie to nie wiem nawet czym się ekscytuję bardziej – tymi kilkoma meczami, które Andrzejowi jeszcze zostały w PLK, czy też jego jesiennymi występami, gdy zacznie sprawdzać się w lepszej, zapewne hiszpańskiej lidze. Pytanie „jak wysoko jest zawieszony sportowy sufit Andrzeja Pluty” jest jednym z tych, które polska koszykówka w trakcie najbliższego roku będzie sobie zadawała bardzie często. I słusznie!
2. Igor Milicić miał rację – ale nie w „sprawie Szumerta”
Trener reprezentacji Polski Igor Milicić niedawno zasugerował, że przełomowy sezon w karierze Jakuba Szumerta to zasługa tego, że dostał szansę gry w reprezentacji Polski. Domyślam się, że Arkadiusz Miłoszewski nie będzie się do tego odnosił, bo mu nie wypada. Ale mi wypada, więc chciałbym przy okazji tego finału PLK zauważyć, że:
– przełomowy sezon w karierze Jakuba Szumerta to przede wszystkim zasługa jego ciężkiej pracy oraz współpracy z trenerem klubowym oraz zaufania, którym obaj panowie wzajemnie się obdarzyli; szansa którą Kuba dostał w kadrze też była istotna, ale odgrywała bardziej rolę mentalnej wisienki na torcie, niż prawdziwego wkładu
– bardzo cieszy mnie fakt, że – przynajmniej póki co – w szerokiej kadrze powołanej na mecze z Austrią i Holandią trener Milicić ujął Michała Kolendę
Oczywiście, gwiazdą meczu nr 2 był Pluta, ale to 4/4 za 3 Kolendy też było dla Legii szalenie istotne.
Michał to już naprawdę dojrzały koszykarz, ale też taki, który przez najbliższe 2-3 lata powinien gwarantować naprawdę świetny poziom. Świetnie rzucający, fizyczni obrońcy, którzy rzadko biorą się na boisku za rzeczy, których nie potrafią są jako gracze uzupełniający gwiazdy zawsze potrzebni. Kolenda jest większy niż Przemek Żołnierewicz i dużo bardziej od niego grozi rzutem.
Michał Kolenda może zostać kolejnym godnym zaufania żołnierzem-zadaniowcem reprezentacji Polski!
3. Którego Garrisona chce Zastal?
0 punktów i +15 w rubryce plus/minus w meczu numer jeden.
5 punktów i -33 w rubryce plus/minus w meczu numer dwa.
Szalone statystyki, także biorąc pod uwagę fakt, że w pierwszym meczu Garrison z powodu problemów z faulami grał o kilkanaście minut krócej.
To jest ten gracz, który może faktycznie uprzykrzać życie Plucie i odciążać Andrzeja Mazurczaka, który też przecież zmaga się z dużą presją bez strony świetnych obrońców Legii. Conley już kilka razy w trakcie tej niesamowitej przygody Zastalu w play-in i playoff 2026 pokazał, że także po atakowanej stronie boiska może stanowić duże zagrożenie. Ale z drugiej strony – przy tej intensywności, przy planowanej od soboty aż do końca finału grze co 48 godzin, można mieć wątpliwości, czy gracz, który dotychczas w finale ma 2/10 z gry może pomagać Zastalowi po obu stronach boiska.
Gdzie na nim trenerowi Miłoszewskiemu powinno zależeć bardziej? Gdybym był na miejscu trenera Zastalu, poświęciłbym wszystkie siły Garrisona na defensywę, nawet jeśli to skazywałoby mnie na to, że będę musiał oczekiwać w ataku więcej niż dotychczas od Patricka Cartiera czy też nawet – w roli egzekutora – od Mazurczak i Jayvona Maughmera. Wracamy tu jednak do być może podstawowej reguły finału PLK 2026 – „jeśli Pluta gra dobrze – dobrze gra cała Legia„.
Mistrz Polski pozostaje dla mnie faworytem serii, ale takim bardziej 60/40 niż murowanym. Pluta wyrasta poza PLK, ale podejrzewam, że w takiej atmosferze jak w sobotę w hali CRS jeszcze w tym sezonie Legia nie grała. Co za nią przemawia poza Plutą? Głównie doświadczenie. To zespół, który w poprzednim finale przegrywał nie tylko 0:1, ale także 2:3. Nie spanikował. Byli w nim już wówczas i Pluta, i Kolenda. A także Ojars Silins. Jestem pewien, że Legia nie spanikuje i tym razem, nawet jeśli w sobotę będzie przegrywała 1:2.
Ale gdyby tak magia CRS zadziałała, gdyby Chavaughn Lewis na dobre złapał ogień, gdybyśmy doczekali się na wybitny finałowy „mecz Szumerta”…
W finale PLK jest ciekawie, bardzo ciekawie. Dużo ciekawiej niż mogliśmy się spodziewać! Na tyle ciekawie, że gdy w drugiej kwarcie drugiego meczu Legia przez dłuższy moment nie mogła odskoczyć Zastalowi, nawet Heiko Rannula dał się ponieść emocjom. Zwykle stoicki Estończyk kilka razy naprawdę mocno się zdenerwował na swoich graczy. Obserwowałem z bliska i przecierałem oczy ze zdumienia!