Strona główna » Amerykańska gwiazda PLK: Hańba! Graczom polskiej kadry można więcej. To było obrzydliwe!
PLK

Amerykańska gwiazda PLK: Hańba! Graczom polskiej kadry można więcej. To było obrzydliwe!

0 komentarzy
Echa pierwszego meczu ćwierćfinału playoff Trefl – KIng nie milkną i jeszcze przez jakiś czas może być o nich całkiem głośno. Isaiah Whitehead nic nie robi sobie z sugestii swojego trenera Arkadiusza Miłoszewskiego, że powinien dostosować się do brudnej gry Jakuba Schenka. – To była prawdziwa hańba dla koszykówki. Każdy kto myśli, że takie sytuacje są w porządku powinien się wstydzić sam przed sobą – komentuje sytuację Amerykanin.

W pierwszym meczu ćwierćfinału playoff, który jest jednocześnie rewanżem za ubiegłoroczny playoff Trefl pokonał na własnym parkiecie 85:84 Kinga, ale po jego zakończeniu mniej mówi się o sporcie, więcej uwagi poświęcając wydarzeniom z pierwszej kwarty. Jakubowi Schenkowi po starciu z Aleksandrem Dziewą puściły wówczas hamulce i najpierw leżąc na parkiecie podjął próbę podcięcia przebiegającego obok kolegi z reprezentacji Polski, a następnie po drugiej stronie boiska bezpardonowo zaatakował go z tyłu.

Co ciekawe, trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski – nie odnosząc się wprawdzie do tej konkretnej sytuacji, lecz oceniając cały występ Schenka (który swoimi prowokacjami wyprowadził z równowagi m.in. Isiaha Whiteheada) – podczas pomeczowej konferencji prasowej dawał wyraźnie do zrozumienia, że tego typu postawa mu w gruncie rzeczy imponuje. Zasugerował, że oczekuje od swoich podopiecznych, szczególnie słabiej znających specyfikę PLK Amerykanów, iż się do takich warunków gry dostosują.

– Czasami mam wrażenie, że niektórzy zawodnicy nie są przygotowani na takie walki. Wiem jak gra Kuba Schenk – z całym szacunkiem, bo wyprowadzenie przeciwnika z równowagi to jest też element gry. Mamy w Polsce fajnych zawodników, którzy to potrafią zrobić, natomiast uczulamy na to Amerykanów, ale oni muszą to poczuć. To jest walka. Jeżeli Kuba miał zamiar – chociaż nie wiem czy to był zamiar… Tak czy inaczej w walce dzisiaj wygrał – mówił szkoleniowiec wicemistrza Polski, dając do zrozumienia, że ma nadzieję, iż sytuacja doprowadzi Whiteheada do sportowej złości, która zaowocuje lepszą grą Amerykanina w piątkowym meczu nr 2.

Trudno powiedzieć, czy po meczu trener Kinga w szatni szczecińskiej drużyny lub hotelowym lobby powtórzył swój punkt widzenia Whiteheadowi. Wiemy jednak, że Amerykanin na zachowanie Schenka podczas meczu nr 1 ma od niego krańcowo różne spojrzenie.

Jeszcze w środę przed północą dał tego wyraz w swoim wpisie na mediach społecznościowych:

„Jestem zmęczony grą w krajach, w których sędziowie pozwalają rodzimym graczom z najsilniejszych ligowych drużyn robić wszystko, na co ci mają ochotę.

Dozwolone jest chwytanie i popychanie na twoich oczach, a ja przekroczyłem limit fauli w ciągu 17 minut.

To była prawdziwa hańba dla koszykówki, każdy kto myśli, że takie sytuacje są w porządku powinien się wstydzić sam przed sobą.

Mój kolega z drużyny był atakowany na całej długości boiska – goniony z jednego końca do drugiego, to nie miało nic wspólnego z koszykówką. Przecież on nie miał piłki w rękach, nie stawiał nawet zasłony, po prostu biegł i został uderzony łokciem z tyłu. Ale skoro dokonał tego koszykarz z reprezentacji Polski, to skończyło się tylko na niesportowym faulu.

Wyobrażacie sobie, że to ja tak ścigam po boisku rywala? Zostałbym wykluczony z gry. Nie tylko w tym meczu – z całej serii. Nałóżcie na mnie grzywnę, zróbcie co tylko chcecie, ale – to było po prostu obrzydliwe.

Pozwólcie nam grać sprawiedliwie i uczciwie” – zakończył Amerykanin.

Whitehead w pierwszym meczu zdobył tylko 5 punktów, pudłując 9 z 10 rzutów z gry. Miał też 1 asystę i 3 straty. W sezonie zasadniczym Whitehead był drugim najlepszym strzelcem Kinga ze średnią 13 punktów na mecz.

Amerykanin niedawno skończył 30 lat. Ma za sobą całkiem bogatą karierę – grał nie tylko w NBA, ale także w wielu krajach europejskich: w Rosji, Czarnogórze, Turcji, Niemczech i Izraelu. Obecny sezon rozpoczynał w barwach Śląska, z którym sięgnął nawet na samym początku rozgrywek po Superpuchar Polski, ale później – niechciany we Wrocławiu – dość szybko przeniósł się do Szczecina.

Schenk – którego tak naprawdę już od połowy pierwszej kwarty nie powinno być na parkiecie – w środę znacząco przyczynił się do wygranej Trefla  (21 punktów, 5 asyst i +7 we wskaźniku plus/minus).

Czy władze Polskiej Ligi Koszykówki prędzej wyciągną konsekwencje w stosunku do nieczysto grającego koszykarza Trefla czy też wobec nie przebierającego w słowach Amerykanina z Kinga?

Drugi mecz tej serii w piątek – ponownie w Sopocie. Gra toczy się do trzech zwycięstw.