Ssportową historią koszykarskiej środy z PLK był rzut na zwycięstwo Nicka Johnsona. Amerykański lider Trefla mógł zapewnić nim mistrzowi Polski zwycięstwo, gdyż chwilę wcześniej James Woodard (18 punktów) spudłował rzut wolny przy dwupunktowym prowadzeniu gości.
Nie można powiedzieć, by defensywa Kinga postawiła w decydującej akcji meczu byłemu koszykarzowi NBA wygórowane warunki. Pozyskanemu pod koniec tego sezonu środkowemu Trefla Marcusowi Lee pod względem mobilności brakuje naprawdę sporo, by mógł defensywnie być przydatny 8 metrów od kosza. Obronie Kinga – nieprzypadkowo dopiero 14. w tym sezonie PLK – brakuje natomiast wciąż naprawdę sporo, by móc stwierdzić, że pod względem komunikacji między koszykarzami, a tym samym możliwością udzielania sobie pomocy zmierza w dobrym kierunku.
Efekt?
Johnson był świetny przez cały mecz (26 punktów oraz po 4 zbiórki i asysty), choć z nim na boisku Trefl okazał się o 6 punktów gorszy od Kinga.
Nie gorzej po meczu wygląda linijka statystyczna Jakuba Schenka (21 punktów, 5 asyst i +7). Gorzej, że tak naprawdę reprezentant Polski powinien po tym „zagraniu barkiem” wobec Aleksandra Dziewy opuścić boisko już w połowie pierwszej kwarty. Nie mamy pojęcia na co wówczas patrzyli sędziowie. Nie wiemy też jak wysoko przed pierwszym gwizdkiem podczas odprawy z kapitanami zespołów zawiesili poprzeczkę przy deklaracji „to playoff, więc dzisiaj pozwolimy się wam bić” – ale i tak: brak decyzji o odesłaniu Schenka do szatni nie jest łatwy do wytłumaczenia.
Schenk jeszcze kilka razy znajdował się tego wieczoru w centrum zapaśniczych przepychanek na środku koszykarskiego boiska – chociażby w sytuacji z Isaiahem Whiteheadem czy tej z Lee. Miedzy innymi zawodnikami też iskrzyło, łokcie pracowały mocno.
Po meczu trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski nie ukrywał jednak, że cwaniactwo w grze MVP poprzedniego finału PLK mu tak naprawdę zaimponowało.
– Czasami mam wrażenie, że niektórzy zawodnicy nie są przygotowani na takie walki. Wiem jak gra Kuba Schenk – z całym szacunkiem, bo wyprowadzenie przeciwnika z równowagi to jest też element gry. Mamy w Polsce fajnych zawodników, którzy to potrafią zrobić, natomiast uczulamy na to Amerykanów, ale oni muszą to poczuć. To jest walka. Jeżeli Kuba miał zamiar – chociaż nie wiem czy to był zamiar… Tak czy inaczej w walce dzisiaj wygrał – mówił szkoleniowiec wicemistrza Polski.
W jego zespole mentalny pojedynek z Schenkiem przegrał przede wszystkim Isaiah Whitehead (5 punktów, 1/10 z gry, 1 asysta, 3 straty). Gdy Amerykanin w czwartej kwarcie opuścił parkiet po 5. faulu przy prowadzeniu Trefla 77:73, King zaczął momentalnie grać lepiej i był o krok od wygranej. Zabrakło mu jednego celnego rzutu wolnego Woodarda lub Aleksandra Dziewy (świetny mecz – 24 punkty, 6 zbiórek!) spod samego kosza równo z syreną. Reprezentant Polski oddawał go otoczony przez kilku defensorów Trefla, ale sędziowie nie dopatrzyli się przewinienia żadnego z nich.
– Mecz był ciekawy, bo to my do tego dopuściliśmy – swoimi głupimi błędami. Mieliśmy przewagę sięgającą 10 punktów. Włożyliśmy w mecz dużo energii i serca, ale brakowało nam mądrości. Nie możemy liczyć, że za każdym razem, tak jak dzisiaj, będziemy trafiać 48 procent rzutów za 3 – narzekał trener Trefla Żan Tabak.
W wieczornym środowym meczu fazy ćwierćfinałowej kibice z hali na Bemowie emocji się nie doczekali. Legia zmiażdżyła Górnika Wałbrzych, wygrywając aż 86:55. Żaden z warszawskich koszykarzy nie musiał spędzić na parkiecie więcej niż 26 minut. Najwięcej punktów dla gospodarzy rzucił Kameron McGusty (18), 13 w trakcie zaledwie 12 minut dodał Keifer Sykes, a 12 Ojars Silins.
Beniaminek z Wałbrzycha był tym razem w stolicy bezradny. Po trzech kwartach miał zaledwie 37 punktów. Jego najlepszym strzelcem był z dorobkiem zaledwie 10 Grzegorz Kulka. Amerykańskie trio Toddrick Gotcher – Ike Smith – Alterique Gilbert spudłowało aż 19 z 25 rzutów z gry.
Kolejne mecze w obu parach – a także w serii Anwil vs Twarde Pierniki, w której lider PLK prowadzi 1:0 po tym jak w pierwszy meczu popełnił tylko dwie straty – już w piątek.
Wcześniej, w czwartek w Lublinie pierwszy mecz rywalizacji Startu z Czarnymi Słupsk. Transmisja w Polsacie Sport 1. Początek walki o godz. 17.30.