Strona główna » Aaron Cel: Ponitka jest jak Lewandowski. Francuzów zaatakujemy fizycznie, mogą pęknąć

Aaron Cel: Ponitka jest jak Lewandowski. Francuzów zaatakujemy fizycznie, mogą pęknąć

0 komentarzy
– Mateusz Ponitka jest kapitanem i najlepszym graczem zespołu, ale też – o czym wszyscy wiedzą, ale mówi się o tym wciąż za mało! – przede wszystkim liderem w profesjonalizmie. Polska koszykówka nigdy wcześniej nie miała postaci takiego kalibru. Nasza kadra będzie we wtorek dla Francji bardzo niewygodnym rywalem – mówi Aaron Cel, urodzony i wychowany we Francji obecny dyrektor sportowy Legii, który w 2022 roku z naszą kadrą grał w półfinale mistrzostw Europy.

Aleksandra Samborska: Gdy wydawało się po EuroBaskecie 2022, że nasza kadra – której wówczas byłeś jednym z kluczowych graczy – nie może nas bardziej zaskakiwać, ona rozpoczęła kolejne ME od trzech zwycięstw. Mamy obecnie zespół lepszy od tego, który trzy lata temu dotarł do półfinału EuroBasketu?

Aaron Cel: Na pewno przynajmniej w niektórych elementach! Ponownie świetnie trafiliśmy z naturalizowanym graczem – AJ obstawiał nam pozycje 1-2, a Jordan Loyd może jeszcze więcej. Jest bardziej dwójką, może nawet trójką, a i troszkę jedynką. Bardzo rozwinął się także Andrzej Pluta. Dzięki temu zyskaliśmy rozgrywającego z dobrym ciałem i naturalnymi umiejętnościami point guarda. 

Dominik Olejniczak też zrobił potężne postępy, a Olek Balcerowski przez te trzy lata był częścią naprawdę wielkich rzeczy w najważniejszych pucharach… Nie jest łatwo dzielić szatnię z takimi nazwiskami i być częścią takich drużyn. Olek ma więc doświadczenia, których nie da się wytrenować czy kupić. Nawet jeśli nie spełnił wszystkich oczekiwań w meczu z niewygodną sobie Islandią to wiem, że w kluczowych momentach tego turnieju będzie obecny. Takiego gracza nie można oceniać przez pryzmat jednego czy dwóch meczów. Ja wiem kim Olek jest i co potrafi.

Te dwa duety to chyba dwie różnice – in plus! – które najbardziej rzucają się w oczy. 

Po meczu z Islandią i fantastycznych minutach Kamila Łączyńskiego, Mateusz Ponitka powiedział, że Łączka przejął teraz w kadrze rolę Aarona Cela. Jaką rolę w kadrze spełnia taki weteran?

Jest zawodnikiem czującym odpowiedzialność, wyłapującym detale, które mogą czasem umknąć sztabowi, ale powinny zostać zauważone przez najstarszego gracza. To ważne, żeby w drużynie mieć jednego czy dwóch takich koszykarzy.  

Jako weteran musisz umieć wkomponować się w młodszą od siebie grupę ludzi, żartować z nimi, łapać ich tok myślenia. To są zadania z pogranicza psychologii, niezwykle dla drużyny istotne. Taki starszy gracz ma zawsze trochę inne spojrzenie na życie i oczywiście także na grę. Młodsi zawodnicy mają tendencje do większego przeżywania porażek, niekiedy szybko zwieszają głowę, a starszy wie, że nie jest tak źle i pomaga reagować w inny sposób. 

„Łączka” pewnie w szatni pełni teraz podobną rolę do mojej. Zresztą on wie doskonale, jak się z niej wywiązywać, przez lata był kapitanem w klubie, wygrał wiele wielkich meczów i widział mnóstwo. Oczywiście, radzi sobie też koszykarsko, rozdaje świetne asysty, jak to Łączka – widzi rzeczy, których nikt inny nie dostrzega i sprawnie potrafi odnaleźć się w obronie.

Pod koniec kariery sam w defensywie radziłem sobie podobnie. W koszykówce nie chodzi przecież o to, żeby przyspieszać i wyprzedzać jak Kylian Mbappé. Jak mówi klasyczne powiedzenie, często bardziej opłaca się mądrze stać, niż głupio biegać. 

To IQ koszykarskie Łączki w koszykówce spod egidy FIBA ma olbrzymie znaczenie. Na turniejach takich jak EuroBasket nie wygrywają zespoły, które najwyżej skaczą czy najszybciej biegają, ale te, które do perfekcji rozgrywają mecze. Łączka to w tej materii profesor. 

Przyszłość rozegrania reprezentacji zawsze budziła sporo dyskusji, ale patrząc na rozwój Andrzeja Pluty chyba wreszcie możemy na chwilę spać spokojniej? Co czujesz, oglądając mecze zawodnika swojego klubu w Katowicach?

Jestem dumny, jestem szczęśliwy! Wydaje mi się, że odmieniła go gra z poważną rolą dla mistrzowskiej drużyny. Poza tym on doskonale wie, gdzie będzie jeszcze robił postępy. W Legii daliśmy Andrzejowi określone zadania, wiedząc, że będzie w stanie wziąć na siebie większą odpowiedzialność. 

Mimo młodego wieku poradził sobie z presją, która jest nakładana na graczy w Legii. Jest już mocny psychicznie. Nabywa coraz więcej umiejętności obronnych, do takiej gry ma też już coraz lepiej przygotowane ciało. Łapie ogranie, wie, kiedy powinien naciskać bardziej, a kiedy mniej.

Oczywiście, koszykarskich genów nie oszukasz, ale Andrzej jest też szalenie pracowity – przychodzi przed treningami, zostaje po nich. W wakacje pracuje też ze swoim ojcem i naprawdę ma już wprawę na rozegraniu. Ma to, co wyróżnia zawodników, którzy idą po więcej – wykorzystują swoje szanse.

Nie jest więc absolutnie dziełem przypadku, że Legia po 56 latach sięgnęła po mistrzostwo właśnie z Andrzejem Plutą na rozegraniu, a wiem, że były głosy zdziwienia, że to jemu chciałem dać tak duże minuty w walce o medale. 

W Lidze Mistrzów dalej będzie miał swoją rolę i wierzę, że dzięki niemu wygramy w tych rozgrywkach kilka meczów. Spróbujemy wyjść z grupy, a docelowo pięknie się pożegnamy.

Bo nie mam wątpliwości co do jednego – to nieuniknione, że Andrzej nas pewnego dnia opuści. Jego docelowe miejsce to najlepsze ligi europejskie. 

Europę na trwającym turnieju zachwycać miał wtorkowy rywal reprezentacji Polski, póki co Francuzi jednak zawodzą…

We Francji gdy trenerem kadry przestał być po 16 latach Vincent Collet zmieniło się wszystko. Jest całkowicie nowy sztab. I jest nastawiony na kompleksowe odmładzanie drużyny. Ja co do zasady się z tym pomysłem zgadzam, że mecze wygrywa się talentem, ale do wygrywania w turniejach takich jak EuroBasket potrzebne jest doświadczenie i zgranie. 

Obecnie zespół francuski nie ma lidera, nikt nie przejął jeszcze tej roli. Francuzi trochę chcą budować reprezentację po amerykańsku – wszystkim dawać po 15, 20 minut i żeby każdy każdemu podawał piłkę. Fakt, każdy gracz z ich rotacji może rzucić po 20 punktów, ale ich filozofia polega na tym, że nawet gdy jesteś sam przed koszem, to masz podać do kogoś, kto… jest jeszcze bardziej sam.

Wierzą, że tak się zgrywają i że to przyniesie efekt. Francuscy zawodnicy liczą, że stanie się to już w strefie medalowej w tym turnieju, a tymczasem już w meczach fazy pucharowej może być im szalenie ciężko. Przyjdzie zupełnie inna presja, a później wystarczy jedna przegrana i odpadasz. 

Na naszą korzyść w meczu z Francją działa na pewno wiek. Jesteśmy najstarszą drużyną turnieju, a Francja najmłodszą. Sam, gdy byłem już po trzydziestce i grałem przeciwko jakiemuś utalentowanemu młodzieniaszkowi, zawsze odpalałem swoje ego. Chciałem mu pokazać, że może on jest młodszy i ma więcej talentu, ale jak ja wjadę w niego fizycznie, to on na końcu pęknie.

Jak Francuzi mogą zareagować na porażkę z Izraelem?

Jasne, będą dodatkowo zmobilizowani, ale póki w widoczny sposób kieruje nimi przekonanie że są od rywali, na których spoglądają podczas rozgrzewki po prostu lepsi. Tymczasem nie mają doświadczenia, które przychodzi, gdy na jednych czy drugich mistrzostwach naprawdę zderzysz się ze ścianą. Kolejny mecz też sam się Francuzom nie wygra. Każda drużyna, która nie będzie na nas w stu procentach gotowa i każda którą swoją postawą choćby delikatnie nas zlekceważy – będzie miała realny problem z zatrzymaniem polskiej kadry. 

Na czym polega nasz największy atut?

Pod względem umiejętności wyciągania wniosków i przygotowywania się do kolejnych meczów jest nim Mateusz Ponitka. On jest kapitanem i najlepszym graczem zespołu, ale też – o czym wszyscy wiedzą, ale mówi się o tym jeszcze za mało – jest przede wszystkim liderem w profesjonalizmie. Nie boję się tego powiedzieć – polska koszykówka nigdy wcześniej mogła nie mieć postaci tego kalibru. Ponitka jest liderem w każdym calu.

To, kim Mateusz Ponitka stał się dziś w świecie europejskiej koszykówki to efekt lat wyrzeczeń i tytanicznej pracy mentalnej, którą wykonał. Jak prześledzę swoją karierę, również w Eurolidze, to gwarantuję ci – tacy zawodnicy zdarzają się rzadko. Charakter Mateusza jako lidera drużyny jest przepotężny, absolutnie wybitny.

Dopiero dziś mówimy o tym głośno, ale przecież pod wrażeniem tego, jak się prowadzi byliśmy już dawno. Pamiętam, gdy graliśmy z Francją w 2015. Pamietam jak 22-letni wówczas „Ponit” punktował, zbierał i zwracał na siebie pozytywną uwagę. Już wtedy wiedziałem, że mamy do czynienia z koszykarzem wyjątkowym.

Znam kilku piłkarzy, którzy tłumaczyli mi, dlaczego tak bardzo wybił się Robert Lewandowski. Te historie bardzo mi przypominają dobrze mi znane fragmenty z kariery Ponitki.

Jego sukces to nie była kwestia wybitnego talentu, a całkowitego oddania się sportowej pracy. W Polsce jeszcze te kilka lat temu mieliśmy to do siebie, że jak ktoś prowadził się inaczej niż większość to zaraz wzbudzało to komentarze. Ja przez wychowanie we Francji do tego, że ktoś robi coś po swojemu byłem przyzwyczajony, wręcz mi to imponowało. Dzisiaj owoce tej pracy Mateusza widzimy jak na dłoni.

Czego możemy się we wtorek spodziewać po naszych rywalach?

Francuski kapitan, Guerschon Yabusele bardzo w Katowicach zawodzi. To gracz dobry, gdy wokół siebie ma bardzo dobrą drużynę, a w tej reprezentacji często po 18-20 sekundach akcji nagle któryś z tych młodych zawodników stwierdza, że będzie miał lepsze rozwiązanie i zamiast cierpliwie, korzystając z przyjętego systemu gry wykorzystać kolegę – akcja kończy się przedwcześnie. Często bez punktów.

W Sylviana Francisco w Żalgirisie u trenera Andrei Trinchieriego każdy kolega wierzył. On tam miał piłkę i dokładnie powiedziane, co i jak, a w reprezentacji Francji jeden patrzy się na drugiego i mentalnie wszystko się rozjeżdża. Nie mogę krytykować żadnego z tych zawodników indywidualnie – są wybitni, ale drużynowo mogę – to jest wszystko nowe i nie rokuje jeszcze zbyt dobrze. Mój ulubieniec z tego składu, Zaccharie Risacher jest tak wysoki i tak zwinny, że nie da się go nie podziwiać, w końcu był nr 1 w drafcie nieprzypadkowo, ale patrząc na Eliego Okobo czy Timothe Luwawu-Cabarrot mam wątpliwości. Oni zupełnie nie wiedzą, jaka jest ich rola w zespole i co tak naprawdę mają robić. 

Oczywiście, nasi rywale mają potencjalnie lepszą zbiórkę od nas czy lepszą kontrę, atletycznie też mają dużą przewagę. Francja pozostaje faworytem, ale obojętnie jaki masz talent i jak dobrze potencjalnie możesz grać – jeśli nie dostajesz piłki w tempo i nie wiesz, w jakim momencie możesz rzucić, to momentalnie wszystko się utrudnia, bo kiedy rzucasz, ale nie w rytmie to maleją szanse, że trafisz.

Jordan Loyd wie, że jak dostanie piłkę tu, w tej konkretnej zagrywce to ma rzucać. Po prostu, zero zastanowienia. Gdy robisz to często, nakręcasz się, to wzbudza twoje dalsze skupienie. Gdy w grze zespołu panuje chaos, gubisz koncentrację i nie wiesz, co dalej. 

Będziemy mieli jeszcze jeden atut – Spodek. Gdy tych 10 tysięcy kibiców wstaje i zaczyna kibicować, to wyglądamy podwójnie dobrze!

Konsekwencja – to dla nas słowo klucz także przed meczem z Francją? 

Tak, choć jest także drugie bardzo, bardzo ważne – fizyczność! To jest nasza gra. Nie powiem, że brudna, ale na pewno bardzo intensywna. Przeciwnicy po meczach z nami mają sporo siniaków. 

To co nas też wyróżnia to wykorzystywanie wszystkich błędów przeciwnika. Jesteśmy bardzo zaawansowaną taktycznie drużyną, wiemy, że nie wyskoczymy ponad obręcz, że nie zaczarujemy rywala tańcem z kozłami między nogami, ale gdy przeciwnik popełni błąd, wykorzystujemy to momentalnie, on od razu czuje jego konsekwencje.

Dla tych 20-letnich Francuzów będziemy we wtorek bardzo niewygodnym rywalem. Oni są zupełnie nieprzyzwyczajeni do gry, jaką prezentuje nasza kadra. 

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie