O tym, że mocna obrona drużyny Heiko Rannuli może być największym atutem Legii wiadomo było właściwie od początku tego sezonu, ale popis, który mistrzowie Polski dali w defensywie w trakcie pierwszych kilkunastu minut sobotniego meczu finału playoff to było „coś więcej”.
Ten pociąg przed rozpoczęciem walki prezentował się znakomicie, ale ostatecznie… właściwie na dobre nawet nie ruszył z peronu.
Zastal w pierwszej kwarcie zdołał uciułać zaledwie 7 punktów.
Gdy w połowie drugiej miał na koncie zaledwie 12 „oczek” – i jednocześnie 14 punktów straty do rywali – bardzo szybko stało się właściwie jasne, że tego dnia z kompletu 5 tysięcy widzów w hali CRS cieszyli się będą raczej jedynie ci, którzy przyjechali na ten mecz z Warszawy.
Choć dominacja Legii była niepodważalna, Zastal nie poddał się bez walki. W czwartej kwarcie nawet na chwilę zmniejszył straty do rywala do 8 punktów (53:61), ale ostatnich złudzeń Zielonogórzan chwilę później momentalnie pozbawili zdobywając wspólnie 8 kolejnych punktów rewelacyjny tego dnia Carl Ponsar i Andrzej Pluta. Zrobiło się 55:69 i właściwie… można było się rozejść.
Dominacja Legii w sobotę była imponująca. Godna drużyny o mistrzowskiej reputacji. Ponsar w roli ofensywnego i podkoszowego lidera mistrzów Polski co chwila potwierdzał swoją dominację i do 22 punktów dołożył też 13 zbiórek. Francuz imponował także po zakończeniu meczu. Uśmiechem!
Jedynym innym koszykarzem z dwucyfrowym dorobkiem był DJ Brewton (13). Pluta tym razem nie imponował skutecznością (3/10) – zresztą podobnie jak większość jego kolegów z zespołu – ale ona ze względu na efektywność defensywy nie była Legii niezbędna do wygranej. Warszawianie trafili zaledwie 40 proc. rzutów z gry, ale ani przez moment tego meczu nie mogli czuć się realnie zagrożeni.
– Legia jest zbyt mądrym zespołem, by decydować się przeciwko niemu na szybkie, rwane akcje. My dzisiaj mecz rozpoczęliśmy zbyt nerwowo, chcąc szybko prowadzić, pokazać, że chcemy wygrać. Musimy grać cierpliwiej przeciwko tak dobrze broniącemu rywalowi. Na początku zagraliśmy zbyt szybko i agresywnie, a później zaczęliśmy grać zbyt indywidualnie – tłumaczył po meczu trener Zastalu Arkadiusz Miłoszewski.
Dla Zastalu najwięcej punktów zdobyli Chavaughn Lewis (14) i Patrick Cartier (13). Kolejny bardzo słaby mecz rozegrał Conley Garrison, który w tej serii trafił tylko 2 z 16 rzutów z gry. W sobotę nie zdobył żadnego punktu i miał więcej strat (5) niż asyst (3).
Czwarty mecz finału PLK w poniedziałek, ponownie w Zielonej Górze. Jeśli Legia utrzyma dominację z dwóch ostatnich meczów, może wrócić do stolicy z prowadzeniem 3:1.
– Nic nie ujmuję obronie Legii, bo nie przypominam sobie, byśmy w tym sezonie zdobyli w jakimkolwiek meczu zaledwie 63 punkty, ale moim zdaniem to był jednak głównie efekt tego, że my graliśmy zbyt indywidualnie. Nie załamujemy się. Głowa do góry i walczymy dalej. Coś na pewno wymyślimy – zapewnia trener Miłoszewski.