Krzysztof Radziwanowski: Po świetnym i dramatycznym meczu nr 2 w poniedziałek przegraliście trzecie starcie z Legią dość wyraźnie. Taka przegrana boli?
Landrius Horton: Strasznie! Wszyscy liczyliśmy na zwycięstwo, cała drużyna chciała mistrzostwa. Dziś nasi rywale byli jednak zdecydowanie lepsi. Gratulacje dla nich – za ten mecz i całą serię. A dla nas to jeszcze nie koniec – mamy przed sobą jeszcze dwa ostatnie mecze do rozegrania.
No właśnie, będziecie mieli motywację do walki o 3 miejsce. W USA mecze o brązowy medal nie są standardem…
Tak, to prawda, nie wszyscy jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale jestem pewien, że damy z siebie wszystko. Gwarantuję: motywacji nam nie zabraknie. Podium to jednak podium. Jeden puchar w tym sezonie już mamy, ale chcemy zdobyć także medal.
Co zdecydowało o wygranej Legii dziś i w całej serii. Był jakiś kluczowy element?
Ciężko powiedzieć. Nawet dziś graliśmy naprawdę dobrze, ale absolutnie kluczowe było to, że po prostu nam nie wpadało. Oni z kolei trafili otwarte rzuty w najważniejszych momentach. W całej serii zdobyli dużo łatwych punktów. Także po naszych stratach.
3:0 w serii oznacza, że Legia była po prostu zdecydowanie lepsza od was czy jednak pomogło jej też trochę szczęścia, małe rzeczy?
Dobre pytanie i naprawdę nie potrafię na nie odpowiedzieć. Na pewno mieli dużo szczęścia właśnie w małych rzeczach, szczególnie w drugim meczu. Ale jednak ostatecznie wynik jest jednoznaczny, więc powiedzmy, że byli lepsi. Raz jeszcze im gratuluję!
Czuliście dużą presją przed półfinałami, czy to ona mogło wam choć częściowo splatać nogi?
Presja jest zawsze, to jedyna pewna część profesjonalnego sportu. W tym przypadku na pewno nie była decydująca. Większa presja była na Legii, my ją z siebie zdejmowaliśmy. Podchodziliśmy do każdego meczu jak do nowego wyzwania.
Sporo mówiło się przed tym półfinałem o rywalizacji Horton – Pluta. Sam też swoje dorzuciłeś. To nie przeszkadzało w trakcie meczów?
Nie, nie sądzę. Obaj z Andrzejem jesteśmy profesjonalistami. On grał świetnie, przez całą serię był znakomity. Ja? Nie grałem idealnie, ale wierzę, że takie rzeczy nie miały na to żadnego wpływu.
Przed sezonem wziąłbyś brązowy medal w ciemno, prawda?
Haha. Niekoniecznie, sam nie wiem. W tym momencie powiem, że nie, bo widzę jak funkcjonowaliśmy jako drużyna. Świetna gra w Europie, w lidze też było dobrze. Ale oczywiście, pamiętam, że przed sezonem byliśmy trochę takim underdogiem. Myślę że stać nas było na więcej, ale medal też będzie sukcesem.
Macie przed sobą jeszcze trochę grania, ale czy już teraz masz w głowie jakieś wspomnienia, które na pewno zostaną z tobą na zawsze po opuszczeniu Polski?
Tak, zdecydowanie – jedno konkretne. Co prawda samo wydarzenie odbywało się poza waszym krajem, ale to zwycięstwo w Final Four ENBL – to było coś wielkiego. Rzadko ma się takie okazje, trzeba je wykorzystywać. To na pewno będzie dla mnie wspomnienie numer jeden tego sezonu.
A może nawet całej mojej dotychczasowej kariery?