Strona główna » Einaras Tubutis: Gramy pięknie i naprawdę wiemy, jak grać, żeby wygrywać!

Einaras Tubutis: Gramy pięknie i naprawdę wiemy, jak grać, żeby wygrywać!

0 komentarzy
– Mantas Cesnauskis nie mówi dużo. Nasz trener jest daleki od jakiejś nic niewnoszącej paplaniny. Za to dokładnie wie kiedy i co powiedzieć, by na nas wpłynąć. Niesamowicie buduje naszą pewność siebie jako graczy i całej drużyny – mówi tuż przed rozpoczęciem półfinałowej batalii z Zastalem Einaras Tubutis, który ze średnią 9.8 zbiórki na mecz jest póki co sensacyjnym królem podkoszowej walki w playoff PLK.

Aleksandra Samborska: To szalony sezon dla AMW Arki i Einarasa Tubutisa. Było dużo nerwów, a na końcu pojawił się happy end – jak przebiegała kilkumiesięczna rehabilitacja po grudniowej kontuzji?

Einaras Tubutis: Zima była dla mnie długa i ciemna, to był czas wzlotów i upadków, ale z olbrzymią pomocą naszego trenera od przygotowania motorycznego Huberta Śledzińskiego, udało mi się ten okres przetrwać z dobrym nastawieniem.

Powrót do formy to żmudna, wymagająca rutyny praca. Tak codziennie starałem się działać i nastawiać psychicznie. Wiedziałem, że jeśli będę konsekwentny to wrócę na boisko i będę się na nim czuł tak samo dobrze, jak przed felernym zderzeniem w Słupsku.

Niebywale doświadczony w PLK rodak w charakterze pierwszego trenera to duże ułatwienie, jeśli chce się mieć tu dobry sezon? Dużo rozmawiasz z Mantasem Cesnauskisem?

Generalnie nie wydaje mi się, żeby Mantas mówił dużo. Nasz trener jest daleki od jakiejś nic niewnoszącej paplaniny. Za to dokładnie wie kiedy i co powiedzieć, by na nas wpłynąć. To trener, który niesamowicie wpływa na naszą pewność siebie jako graczy i całej drużyny. On naprawdę był przekonany, że wrócimy z 0:2 w serii ze Śląskiem. W zasadzie równie mocno był przekonany o naszej zespołowej sile w każdym momencie tego sezonu, nawet w trakcie tych najtrudniejszych. Twierdził, że wrócimy i uczynimy to silniejsi. Warunek zawsze był tylko jeden – musimy sobie ufać i razem pracować na tej samej intensywności, mając jeden cel.

Na przestrzeni sezonu wcale dużo nie zmieniliśmy w treningach, nie ma jakichś wielkich roszad, jakichś nagłych zmian w taktyce. Wierzymy w to, co robimy z trenerem. Wierzy w to każdy z nas.

Ty na pewno wierzysz w to, że w walce o zbiórki możesz dopaść każdej piłki. Jak to jest, że gracz bez spektakularnej siły zbiera w fazie playoff fizycznej, bardzo kontaktowej ligi jaką jest PLK średnio dziesięć piłek na mecz?!

Zbiórki to ten element gry, który opanowałem wiedząc, że muszę mieć coś, czym będę realnie wpływał na drużynę i jej ostateczny wynik. Nie jestem zawodnikiem, który nagle zacznie rzucać po 15, 20 punktów co mecz, ale po piłki rzucać się mogę i będę zawsze. W tym wypadku połową sukcesu są chęci. Harówka. Idziesz po to. Ostatecznie jak chcesz piłkę wyrwać, to finalnie ją zazwyczaj wyrwiesz. Tak na to patrzę. 

Wasza koszykówka ostatecznie jest skuteczna, chociaż ustalmy – mało seksowna na tle wielu dotychczasowych rywali, gdzie losy meczu często zmienić może jeden grający spektakularne izolacje zawodnik…

A moim zdaniem – gramy pięknie! Wszystko zależy od perspektywy. Ja osobiście najbardziej lubię oglądać taki basket, w jaki sam w Gdyni obecnie gram. Mądry basket z przemyślanymi ustawieniami bije u mnie na głowę bieganie góra-dół bez głębszej analizy w głowach. To koszykówka, na jakiej się wychowaliśmy i jaką chciałbym w swoich zespołach prezentować.

Także w seniorskiej reprezentacji Litwy? Ostatnio po meczu w gdyńskiej Polsat Plus Arenie widziałam się z asystentem Rimasa Kurtinaitisa Tomasem Pacesasem, który chwalił was jako zespół. W kadrze po dobrym sezonie w Polsce znalazł się np. Eimantas Bendzius, wczoraj ogłoszono kolejne powołanie dla twojego sąsiada – z Sopotu i z Kłajpedy – Mindaugasa Kacinasa…

Na pewno bardzo bym tego chciał. Mieliśmy kiedyś taką seniorską kadrę rezerwową – drużynę B i tam się kilka lat temu łapałem. Ale powołania na okienko FIBA – tego jeszcze nie doświadczyłem. 

Wszystko przed tobą. Aktualnie doświadczasz gry w kolejnej zagranicznej lidze – wcześniej była Holandia, były Niemcy, skąd decyzja o opuszczeniu Litwy?

Wyjazd z Litwy to wyjazd poza bańkę stanowiącą strefę komfortu. W lidze litewskiej często idzie się zasiedzieć. W tym sezonie rywalizowało w niej 9 drużyn, między którymi mieszają się zawodnicy i trenerzy, ale generalnie wiele się nie zmienia. Każdy z każdym gra po 4 razy. Żalgiris dominuje nad wszystkimi z wiadomych, euroligowych względów.  Sama liga nie jest wyrównana tak jak na przykład PLK w Polsce, która koszykarsko ma poziom nieco wyższy niż się spodziewałem. 

Wyszedłem z założenia, że dla własnego koszykarskiego dobra chcę wyjechać, żeby zobaczyć i zrozumieć więcej. Poznać nowych trenerów, inne style gry. 

W Trójmieście szlaki przetarli ci Litwini z twojej pozycji: Tomas Masiulis, Donatas Motiejunas… Inspirowałeś się ich grą?

To wielkie nazwiska na Litwie i z tego co wiem także tutaj. Czy zwracałem uwagę konkretnie na ich grę? Najbardziej koszykarsko ukształtowała mnie złota ekipa z EuroBasketu w 2003 roku: Jasikevicius, Macijauskas, Stombergas… Miałem 5 lat, kiedy stawali na najwyższym stopniu podium, ale tamte wspomnienia zostały we mnie bardzo wyraźne, na zawsze. Tak to już z koszykówką na Litwie jest – oglądasz wiele wyjątkowych postaci, żyjesz nimi, ich sukcesami a więc i samą dyscypliną. Przez to wszystko chcesz sportowo rozwijać się w ich kierunku. 

Grającego Masiulisa w zasadzie nie pamiętam. Teraz wykonuje niesamowitą pracę jako pierwszy trener Żalgirisu Kowno, choć na Litwie mało kto się spodziewał, że tak dobrze się w tej roli odnajdzie.

W Gdyni teraz czas na nowo odnaleźć się w kolejnej rywalizacji. Czy szykującego się do podboju NCAA Kubę Szumerta uruchamianego przez Andrzeja Mazurczaka w ogóle da się w tym sezonie zatrzymać?

Każdego da się zatrzymać! Kiedy przegrywaliśmy z Zastalem u siebie w sezonie zasadniczym byłem na ławce i nie mogłem pomóc drużynie, ale widziałem poczynania Szumerta bardzo dokładnie. Ciężko się go broni, bo jest bardzo atletyczny i świadomy swoich atutów. Ale nie ma doświadczenia, którym my w zespole dzielimy się na co dzień.

Adam Hrycaniuk wszystko ci zaprezentuje, pokaże, Kamil Łączyński jeszcze dodatkowo to omówi. To goście, od których możesz uczyć się nie tylko koszykówki na poczet gry w playoff PLK, ale generalnie możesz się przy nich bardzo przyszłościowo rozwijać. Od „Bestii” wiele uczę się na treningach. Podpatruję jak pracuje, jak naciska rywali. Kamil to z kolei nasz kolejny trener. Zawsze ma coś do powiedzenia i są to naprawdę cenne rady. 

Właśnie dzięki takiemu przywództwu nasza koszykówka wygląda tak pięknie!

Ktoś powie, że technika rzutowa Jarka Zyskowskiego nie jest atrakcyjna. OK, jasne. Radzimy na niego nie spoglądać. Można odwrócić się na chwilę. Po jej upływie może mieć na koncie 15 punktów. To naprawdę świetny gracz! 

Żeby awansować do finału Arka będzie musiała…

Być skoncentrowana i fizyczna. Jeśli coś nie wyjdzie – trudno, wracamy do pełnej koncentracji. Już to przerabialiśmy w serii ze Śląskiem. Nie wydaje mi się, żebyśmy na tym etapie musieli jeszcze coś dopieszczać czy diametralnie zmieniać. My naprawdę wiemy, jak grać, żeby wygrywać. 

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie