Wynik końcowy nie do końca oddaje skalę przewagi, którą – przynajmniej w drugiej połowie – miał w czwartek nad rywalem zespół prowadzony przez Andrzeja Adamka. Sięgała nawet 20 punktów.
Gdy kilkadziesiąt minut przed meczem stało się jasne, że Arka przystąpi do walki nie tylko bez Courtneya Rameya, z którym gdyński klub bez żalu pożegnał się po kilku miesiącach sezonu, lecz także bez Kamila Łączyńskiego – można było podejrzewać, że Górnik otrzyma szansę nawiązania walki o awans. Wałbrzyszanie też przyjechali do Sosnowca w mocno wybrakowanym składzie. Kontuzje wykluczyły z gry nie tylko ich dwóch amerykańskich liderów, czyli Lovella Cabbila i Ike’a Smitha, ale również najgroźniejszego strzelca z dystansu Marca Garcię.
Ale kto by się tym w Wałbrzychu przejmował?
Arka rozpoczęła mecz od prowadzenia 17:8, ale Górnik z początkowych problemów i wyrw w składzie nic sobie nie robił. Jego fani nieśli dopingiem nie tylko Grzegorza Kulkę (15 punktów, 5/6 z gry), czy Kacpra Marchewkę (16 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek). Świetne momenty miał także Maciej Puchalski, który spędził na boisku niemal 22 minuty – o 7 więcej niż w całym dotychczasowym sezonie PLK łącznie (19 meczów).
Niespodzianką było już 6-punktowe prowadzenie Górnika do przerwy. Gdy po zmianie stron wszyscy oczekiwali, że Arka rzuci się do odrabiania strat, emocje związane z wynikiem końcowym właściwie momentalnie się skończyły. Wałbrzyszanie napędzani przez fantastycznego Avery’ego Andersona (31 punktów, 9 asyst, 8 zbiórek) szybko powiększyli przewagę do kilkunastu punktów. Na początku czwartej kwarty prowadzili już 78:58.
Game over!
Kibice z Wałbrzycha idealnie dwoma słowa podsumowali postawę swoich ulubieńców.
W sobotnim półfinale z Energą Treflem Górnik na pewno też nie będzie faworytem, ale z dużą pewnością można zakładać, że w Arenie Sosnowiec pojawi się wówczas jeszcze więcej kibiców z Wałbrzycha.
– Będziemy potrzebowali co najmniej 1200 biletów – takie hasło usłyszeliśmy, mijając chwilę po meczu z Arką z sektor zajmowany przez fanów Górnika.
Niewykluczone, że do walki z drugim reprezentantem Trójmiasta w Sosnowcu Górnik przystąpi w nieco pełniejszym składzie. Trener obrońców trofeum Andrzej Adamek nie wyklucza, że do gry może wówczas wrócić Garcia.