Strona główna » Power ranking PLK: Legia na tronie, a King tuż za podium. Gdzie Anwil? Cóż za upadek Startu!
PLK

Power ranking PLK: Legia na tronie, a King tuż za podium. Gdzie Anwil? Cóż za upadek Startu!

0 komentarzy
Wygrana z Promitheasem Patras ostatecznie rozwiała nasze wątpliwości, co do lidera „power rankingu” PLK – może nim być na tym sezonie tylko jeden klub: Legia Warszawa! Za plecami mistrzów Polski jest ciasno. Gigantyczny spadek w porównaniu z poprzednim notowaniem stał się udziałem Startu Lublin.

Razem z koszykarzami Orlen Basket Ligi weszliśmy żwawym krokiem w listopad, czas najwyższy na nasz drugi „power ranking” w bieżącym sezonie.

Podobnie, jak to miało miejsce miesiąc temu, w zestawieniu uwzględniamy jakość zespołów według stanu faktycznego na dzisiaj – czyli 7 listopada. Nie bierzemy pod uwagę możliwości organizacyjno-finansowych klubów, ewentualnych wolnych miejsc w składzie czy faktu, że za kilka miesięcy zespół „X” ma szansę wskoczyć na wyższy poziom.

1. Legia Warszawa (+2)

W PLK: 5-0

Jeszcze kilka dni temu można było się zastanawiać, czy na szczycie naszego rankingu powinien być aktualny mistrz Polski z Warszawy, czy też może brązowy medalista z Sopotu, drugi z niepokonanych zespołów w naszej ekstraklasie.

Pucharowe występy ostatecznie rozstrzygnęły jednak dylemat – wyjazdowa wygrana Legii 85:72 w Lidze Mistrzów przeciwko greckiemu Promitheasowi Patras to jeden z najcenniejszych zwycięstw polskiej drużyny w rozgrywkach pucharowych na przestrzeni minionych lat.

Trener Heiko Rannula w tym momencie ma komfort posiadania pełnego składu, w którym od czasu powrotu do zdrowia Amerykanina Race’a Thompsona aż się wylewa z dobrobytu. Estoński szkoleniowiec ma w obecnie do dyspozycji aż siedmiu obcokrajowców.

Będzie tak przynajmniej do 23 listopada, czyli do dnia zakończenia krótkoterminowej umowy Francuza Carla Ponsara.

2. Energa Trefl Sopot (+2)

W PLK: 5-0

Sopocianie zaliczyli bezbłędny październik, w trakcie którego wygrali wszystkie siedem rozegranych spotkań w lidze i pucharach. Po raz ósmy wygrali w niedzielę przeciwko GTK Gliwice, a ich znakomita seria zakończyła się dopiero w Baku, w przegranym 87:92 meczu z Neftchi IK.

Czy środowe spotkanie można uznać za miarodajne? Trudno powiedzieć. Wyjazd do Baku jest bardzo daleki i na pewno nie pozostał bez wpływu na formę fizyczną zawodników. Jednak mogliśmy się tam przekonać, że Trefl nie wygląda na niepokonanego, gdy przeciwnik dorówna im energią na parkiecie i wygra małe rywalizacje w punktach z kontry czy tych zdobytych po ponowieniach akcji.

Na ligowych parkietach nikt na razie na sopocian sposobu nie znalazł, a cały czas w ich grze widać rezerwy. Choćby w ofensywnej produkcji Dylana Addae-Wusu, przydatnego w defensywie od pierwszego dnia pobytu w Trójmieście, ale wciąż szukającego swojego miejsca w zespole, a przede wszystkim skuteczności w ataku.

Obrona to zresztą firmowy znak Trefla w bieżącym sezonie. Sopocianie są jedynym zespołem Orlen Basket Ligi, który po pięciu seriach spotkań ma rating defensywny poniżej 100 (98,5 dRTG). Z kolei w ataku są na drugiej pozycji według zaawansowanych statystyk (120,8 oRTG).

3. Śląsk Wrocław (-2)

W PLK: 3-2

Śląsk to kolejny w naszym rankingu zespół, który nieźle godzi występy ligowe z rywalizacją w europejskich pucharach. Polskie drużyny w ostatnich latach boleśnie przekonywały się, jak ciężko jest o wygrane w EuroCupie. Wrocławianie zwyciężyli póki co w dwóch z sześciu spotkań rozegranych w tym pucharze, ale nawet w przegranych pokazywali długimi fragmentami niezłą grę. Często z zaskakująco dużym udziałem polskich koszykarzy, na których niezależnie od ich wieku i doświadczenia stawia trener Ainars Bagatskis.

Na rodzimych parkietach wygrali za to trzy ostatnie mecze z rzędu, a w najbliższych dniach rozegrają dwa kolejne na własnym parkiecie. Pojedynki najpierw z Kingiem, a potem z Legią na pewno będzie można zakwalifikować nie tylko jako ligowe hity, ale także spotkania, które dużą nam powiedzą o możliwościach Śląska w krajowej rywalizacji.

Ocenę możliwości zespołu utrudniają nieco urazy z ostatnich tygodni, gdy w różnych konfiguracjach brakowało w składzie Issufa Sanona, Stefana Djordjevicia i Jakuba Nizioła. Dwaj pierwsi zdołali już wrócić do składu. Kibicom z Wrocławia pozostaje teraz tylko czekać na powrót do gry ich kapitana.

4. King Szczecin (+2)

W PLK: 4-1

Nie tylko efektywni, ale również efektowni – tak ostatnio prezentowali się koszykarze Kinga, którzy akcjami z wygranego meczu z Zastalem Zielona Góra zapracowali na pierwsze, trzecie i szóste miejsce w najlepszych akcjach minionego weekendu.

Pomimo wakacyjnych głosów o zmniejszonym w porównaniu do poprzednich lat budżecie, trenerowi Maciejowi Majcherkowi udało się zmontować klasowy i wyrównany zespół, w którym cała dziesiątka graczy otrzymuje średnio powyżej dziesięciu minut do pokazania swoich umiejętności. W najbliższy weekend szczecinianie zagrają we Wrocławiu i będą mogli nam udowodnić, że już teraz powinniśmy ich umieścić na trzeciej pozycji kosztem Śląska.

Swoją szansę znakomicie wykorzystuje na razie center Nemanja Popović, który jest imponująco wybiegany jak na gracza podkoszowego, rewelacyjnie panuje nad piłką przechodząc – czy raczej biegnąc sprintem – z obrony do ataku. W ostatnim spotkaniu Kinga przeciwko Zastalowi Serb okazał się wyraźnie lepszy od Phila Fayne’a i wyraźnie zasugerował, że chce być uznawany za jednego z najlepszych środkowych Orlen Basket Ligi.

5. Anwil Włocławek (-)

W PLK: 2-3

Piąte miejsce dla zespołu z ujemnym bilansem? Nie była to łatwa decyzja, ale wzięliśmy pod uwagę, że dwóch z trzech porażek Anwil doznał z zespołami wyżej sklasyfikowanymi w naszym rankingu: Kingiem i Legią. W obu przypadkach doszło do nich po bardzo wyrównanych meczach.

Włocławski zespół zmaga się z absencją kontuzjowanego Mate Vucicia. Następca, który zapewne podpisze od razu kontrakt do końca sezonu, cały czas nie jest znany. Anwil złożył oferty kilku zawodnikom, także tym występującym obecnie w zagranicznych ligach. Na razie z konieczności zastępcą Chorwata został Dawid Słupiński i w wygranym pucharowym meczu przeciwko Brunszwikowi zanotował 15 punktów i 7 zbiórek.

6. Energa Czarni Słupsk (+6)

W PLK: 3-2

W Słupsku już nikt nie pamięta o porażce w Dąbrowie Górniczej na otwarcie sezonu. Być może nawet prezes Michał Jankowski zdołał już zapomnieć o męskich rozmowach, które przeprowadzał wtedy z zawodnikami i sztabem trenerskim.

Czarni bardzo wcześnie zdecydowali się na zmiany w składzie, ale z Juniorem Etou i Francisem Okoro rzeczywiście być może nie było na co czekać. Na taki luksus trener Roberts Stelmahers w dużej mierze mógł sobie pozwolić dlatego, że na kolejny koszykarski level wskoczył Szymon Tomczak, zdobywca 49 punktów i autor 16 zbiórek w dwóch ostatnich spotkaniach.

Jak groźni mogą być w obecnym sezonie słupszczanie? Być może bardzo, bardzo groźni, jeżeli uda im się poprawić grę w defensywie. Po pięciu kolejkach Czarni mają bowiem najlepszy ofensywny rating w lidze – 123,5 oRTG, jednak w obronie znajdują się tylko w środku stawki. Czy zmieni to wciąż poszukiwany na rynku nowy środkowy?

7. Dziki Warszawa (-)

W PLK: 2-3

Od tego miejsca zaczyna się większy galimatias w naszym rankingu. Zdajemy sobie sprawę, że na siódmym miejscu umieszczamy zespół, który jako jedyny uległ drużynie GTK Gliwice, ale co zrobić – poniedziałkowa wyjazdowa wygrana 96:78 z Arką Gdynia zrobiła na nas duże wrażenie. Autor rekordowych w obecnym sezonie ośmiu „trójek” Landrius Horton potwierdził aspiracje do sięgnięcia po koronę króla strzelców.

Drugi z warszawskich zespołów niewątpliwie ma potencjał na ustabilizowanie pozycji w górnej części tabeli. Czy tak się rzeczywiście stanie? O tym w dużej mierze zadecyduje postawa nieprzewidywalnego rozgrywającego Dontaya Caruthersa, a także umiejętności trenera Marco Legovicha w pogodzeniu występów ligowych z pucharowymi.

8. AMW Arka Gdynia (-)

W PLK: 3-2

Wspomniany mecz z Dzikami okazał się lodowatym prysznicem dla zespołu Arki Gdynia. Poniedziałkowy mecz uwypuklił wady drużyny Mantasa Cesnauskisa o których szeptano wcześniej: polscy liderzy zespołu mają duży przebieg na liczniku i da się ich zdominować fizycznie. Z kolei Mike Okauru stąpa po bardzo cienkiej linie, opierając swoją grę na rzutach po koźle, często także tych najmniej efektywnych – z półdystansu.

Pracowników gdyńskiego klubu uspokajamy – nie mamy podglądu ich szatni. Ale i tak wiemy jednak, jakie hasło podczas przygotowań do niedzielnych derbów Trójmiasta wywiesił w szatni trener Cesnauskis – „DEFENSYWA”. Arka to drugi najgorszy zespół w lidze po bronionej stronie parkietu (119,9 dRTG), czego nie jest w stanie zrekompensować nawet szósty najlepszy atak (114,4 oRTG).

9. MKS Dąbrowa Górnicza (+2)

W PLK: 3:2

Koszykarze MKS zaczęli sezon od dwóch wygranych, po czym przyszły trzy porażki – z Anwilem, Zastalem i Śląskiem. Częściowym usprawiedliwieniem podopiecznych Krzysztofa Szablowskiego mogą być problemy ze zdrowiem Luthera Muhammada, którego zabrakło w meczu w Zielonej Górze, być może tym do wygrania w pełnym składzie.

Po pięciu kolejkach uwypukliły się jednak inne problemy w grze drużyny z Dąbrowy Górniczej. Mniej pewnym punktem niż mogło się wydawać w dwóch wygranych meczach jest rozgrywający Ronald Curry. Fizyczność i walka na tablicach mocno cierpi, gdy na pozycji silnego skrzydłowego Martina Peterkę zmienia Marcin Piechowicz. A Marc Garcia, zastępujący wciąż niezdolnego do gry Dominica Greena, jest mało przydatnym graczem, gdy nie ma dobrego dnia rzutowego. Widoczne to było przede wszystkim w meczu we Włocławku, gdzie zdobył zaledwie 2 punkty i w żadnym innym elemencie nie był w stanie pomóc kolegom.

10. Zastal Zielona Góra (-1)

W PLK: 2:3

Galimatiasu ciąg dalszy. Zastal umieszczamy poniżej MKS, z którym wygrał bezpośrednie starcie, ale powyżej Górnika, z którym na otwarcie sezonu przegrał. Zielonogórski zespół ma w tym momencie dwie solidne podstawy do stworzenia mocnej ekipy – to Andrzej Mazurczak oraz dobra gra w defensywie. W tym drugim elemencie Zastal ustępuje w lidze tylko Treflowi Sopot (103,9 dRTG).

Problemy są jednak po ofensywnej stronie parkietu (107,5 oRTG – 12. miejsce w lidze), a jeszcze bardziej uwypuklają się one, gdy na ławce rezerwowych siada wspomniany Mazurczak. Póki co, ani Conley Garrison, ani też Filip Matczak nie są w stanie poradzić sobie w prowadzeniu gry zespołu. To powoduje problemy, która bardzo uwidoczniły się choćby w ostatnim meczu w Szczecinie. W przegranym 66:80 spotkaniu z Kingiem, z Mazurczakiem na parkiecie Zastal był o jeden lepszy od rywali w ciągu 26 minut, by pozostałe 14 minut przegrać różnicą aż 15.

11. Górnik Zamek Książ Wałbrzych (-1)

W PLK: 3:2

Czym zasłużył sobie wałbrzyski zespół na taki nietakt z naszej strony, by umieścić go dopiero na 11. pozycji, mimo dodatniego bilansu? Przede wszystkim porażką 70:86 w Krośnie, gdzie Górnik nie tylko kontynuował niemoc ofensywą (14. miejsce w lidze), ale też posypał się w defensywie.

Trener Andrzej Adamek na pewno ma o czym myśleć. Praca treningowa z obecnymi zawodnikami w składzie to jedno, ale w drużynie aż się prosi o zatrudnienie zawodnika, który rozwiąże jednocześnie dwa problemy trawiące jego zespół: konstruowanie gry i trafianie z dystansu. Jednak czy da się kogoś takiego w tym momencie znaleźć na rynku?

Coś jednak zrobić trzeba, gdyż na dłuższą metę wygrywać meczów ze skutecznością 20,5 proc. w rzutach trzypunktowych się po prostu nie da. Obecność typowego rozgrywającego pozwoliłaby wykorzystywać Lovella Cabbila Jr. w bardziej naturalnej dla niego roli obwodowego strzelca.

12. PGE Start Lublin (-10)

W PLK: 2:3

Gdybyśmy napisali, że lubelscy koszykarze wylali na nasze głowy kubeł zimnej wody, to wciąż byłoby spore niedopowiedzenie. W pierwszym „power rankingu” sklasyfikowaliśmy ich przecież na drugiej pozycji i raczej nikt by nam nie uwierzył, gdybyśmy bronili się tym, że chochlik klawiatury zmienił „12” w „2”.

W drugiej edycji podopieczni Wojciecha Kamińskiego spadli aż o 10 miejsc, ale nie mogło być inaczej przy pięciu z rzędu porażkach w rozgrywkach ligowych i pucharowych. Na duży błąd wygląda brak sprowadzenia zastępcy dla wciąż kontuzjowanego Treviana Tennysona, którego uraz ograniczył i tak, już krótką rotację wicemistrzów Polski.

Nie możemy też nie zauważyć, że mogło być… jeszcze gorzej. Dwie wygrane Startu miały miejsce w meczach z potencjalnymi uczestnikami „Igrzysk Śmierci”, czyli z zespołami z Torunia i Krosno. Miały miejsce w dramatycznych końcówkach. A w miniony weekend lublinianie różnicą aż 15 punktów przegrali ze Stalą Ostrów, kolejnym z zespołów, który w tym momencie ma tylko jedno zwycięstwo na swoim koncie.

Czego jednak oczekiwać więcej od drużyny, która tak potrafi rozwiązywać końcówkę pierwszej połowy.

13. Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wlkp. (+1)

W PLK: 1-4

Tak naprawdę, to mocno zastanawialiśmy się, czy zespół trenera Andrzej Urbana nie zasługuje w tym momencie nawet na 11. miejsce. Koszykarze Stali nie tylko wygrali przecież w Lublinie, ale tydzień wcześniej stawiali także mocny opór Legii w Warszawie, gdzie dopiero w czwartej kwarcie mistrz Polski zapewnił sobie końcowe zwycięstwo (98:89). W tych dwóch spotkaniach ich gra wyglądała na pewno lepiej od ostatnich poczynań Górnika i Startu.

Skąd progres w grze zespołu z Ostrowa Wlkp? Naszym zdaniem wynika głównie z poprawy tempa gry w ataku – gracze Stali znacznie szybciej poruszają się i podejmują decyzje w ataku pozycyjnym. Dzięki temu nawet, gdy nie znajdują szybkiej pozycji rzutowej, to po 18-20 sekundach akcji są w stanie zgubić defensywę rywali.

Problemem pozostaje defensywa – rating na poziomie 120,2 to w tym momencie najgorszy wynik w lidze. Ile z tego da się poprawić? Może okazać się, że niestety niewiele, gdyż w zespole Stali brakuje mocnych fizycznie graczy, którzy na swoich pozycjach mieliby przewagi wzrostu i siły nad rywalami. Cechami wolicjonalnymi i taktyką w najlepszym wypadku da się naprawić tylko część z tych braków.

14. Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń (-1)

W PLK: 1-4

Dla toruńskich kibiców sporym rozczarowaniem mogła być weekendowa porażka z Czarnymi, gdy ich drużynie nie udało się wykorzystać braków w strefie podkoszowej w zespole rywali. Twarde Pierniki straciły aż 111 punktów w meczu bez dogrywki, ani też przesadnego taktycznego faulowania w końcówce.

Torunianie wygrali co prawda w Krośnie, dzięki czemu umieszczamy ich nad zespołem beniaminka, ale nawet w tym meczu nie zawsze było różowo. Gospodarze prowadzili już przecież różnicą 19 punktów i dopiero przeniesienie ciężaru gry bliżej kosza pozwoliło podopiecznym Srdjana Suboticia odwrócić losy meczu. Właściwe wykorzystanie Damiana Kuliga i Aleksandara Langovicia – łącznie 19 punktów w meczu z Czarnymi w porównaniu z 30 punktami zdobytymi w Krośnie – będzie naszym zdaniem kluczem do kolejnych wygranych torunian.

Czy są wśród was jeszcze tacy, którzy wierzą w lepszą formę strzelecką Słoweńca Mihy Lapornika?

15. Miasto Szkła Krosno (-)

W PLK: 1-4

Najważniejszym momentem października w zespole beniaminka naszym zdaniem nie było zwycięstwo z Górnikiem, ale transfer Maurice’a Watsona. Niezależnie od mocno takich sobie opinii na temat charakteru i zespołowości tego rozgrywającego, pod względem skali talentu i umiejętności jest to na pewno bardzo klasowy gracz na poziom drużyny-uczestnika „Igrzysk Śmierci”.

Drugim koszykarzem, który ma na pewno papiery na grę na wyższym poziomie jest Leemet Bockler. Jak przystało na klasowego skrzydłowego Estończyk imponuje wszechstronnością i w zależności od potrzeb zespołu potrafi wpasować się w różne parkietowe role. Gdyby do duetu Watson-Bockler dołączył choćby z lepszą, równiejszą formą Amerykanin Terrell Brown-Soares, to krośnianie mieliby solidną podstawę do skutecznej walki o utrzymanie się w Orlen Basket Lidze.

16. GTK Gliwice (-)

W PLK: 1-4

Jedna wygrana w pięciu meczach. W czterech przegranych przez GTK spotkaniach przeciwnicy byli lepsi łącznie aż o 102 punkty! Chociaż bilans zwycięstw i porażek do końca tego nie potwierdza, to drużyna z Gliwic wydaje się odstawać od ligowego peletonu.

Jest jednak szansa, że będzie jednak lepiej. W wygranym 88:82 meczu z Dzikami dużym wzmocnieniem okazał się Dominik Grudziński, a w czwartek klub ogłosił podpisanie kontraktu ze znanym z ligowych parkietów Wesleyem Gordonem. Eksperyment pod tytułem „Florent Thamba – mistrz NCAA” można zatem uznać za zakończony, a gliwiccy kibice czekają teraz na podobne rozstrzygnięcie przygód Rashuna Davisa.