Strona główna » Nzekwesi zdominował Dziewę, Śląsk rozgromił Kinga! Miłoszewski: Jest mi wstyd
PLK

Nzekwesi zdominował Dziewę, Śląsk rozgromił Kinga! Miłoszewski: Jest mi wstyd

0 komentarzy
W końcu realne powody do optymizmu we Wrocławiu! Śląsk już w pełnym składzie w poniedziałkowy wieczór w imponującym stylu pokonał Kinga w Szczecinie aż 102:81. Zespół Aleksandara Joncevskiego grał świetnie w ataku, dominując rywali szczególnie w strefie podkoszowej.

Emmanuel Nzekwesi bardzo długo nie był w stanie spudłować rzutu z gry. Kilka razy holenderski środkowy brutalnie wykorzystał przewagę siły nad Aleksandrem Dziewą i niewiele nie robiąc sobie z reprezentanta Polski wiszącego mu na plecach zdobywał kolejne punkty. Łącznie mecz zakończył z dorobkiem 25, trafiając 11 z 14 rzutów z gry. Do dorobku dołożył 7 zbiórek.

– Dobrze graliśmy już w trakcie turnieju o Puchar Polski w ćwierćfinale z Anwilem, ale jedynie przez 30 minut. Tym razem trzymaliśmy się planu dłużej, choć nie ustrzegliśmy się też błędów. Gdy koncentrujemy się na obronie i defensywie, jesteśmy mocni – mówił po meczu Nzekwesi. – Nasz trener znalazł przed tym mecze słabsze strony rywala i wiedzieliśmy jak, gdzie i kiedy go atakować – dodawał.

Skuteczni byli także dwaj inni podkoszowi WKSA. De’Jon Davis miał 14 punktów (5/10 z gry) i 7 zbiórek, a Ajdin Penava w zredukowanej roli (niespełna 15 minut) – odpowiednio – 9 i 2.

Gdy King odrabiał straty i zbliżył się do Śląska na mniej niż 10 punktów ważne ciosy gospodarzom zadał rozgrywający jeden z lepszych meczów po powrocie do PLK Adam Waczyński (12 punktów). Zwyżkę formy z ostatnich tygodni potwierdził także Jeremy Senglin (19 punktów i 4 asysty).

Słabsze strony Kinga? Wicemistrzowie Polski od kilku tygodni wciąż póki co bezskutecznie szukają nowego środkowego, który byłby w stanie nie tyle zastąpić, co grać tak, jak przed sezonem oczekiwano od Chada Browna. Do zamknięcia okienka transferowego w PLK coraz mniej czasu.

– Gdy pytam agentów wszyscy wolni zawodnicy takiego typu, jakiego my szukamy „schodzą na pniu”. Ale szukamy dalej. Dzisiejszy mecz potwierdził, że w strefie podkoszowej mamy braki – przyznawał po meczu trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski.

W poniedziałek najlepszym graczem jego zespołu oprócz Jovana Novaka, który zakończył występ z double-double (11 punktów i 12 asyst) był Kassim Nicholson (18 punktów i 7 zbiórek). Isaiah Whitehead miał 11 punktów (4/10 z gry), ale też najgorszy wskaźnik plus/minus w zespole (-26).

– Takie mecze to z jednej strony katastrofa, bo nigdy nie jest fajnie przegrywać tak wysoko przed własnymi kibicami, ale także duża szansa, by w tak wczesnym wciąż momencie sezonu wyciągnąć z tego wnioski, które pomogą nam później – mówił po meczu Adam Brenk, który po powrocie po wielomiesięcznym leczeniu kontuzji podpisał kontrakt z Kingiem i wystąpił przeciwko Śląskowi przez niespełna 4 minuty.

– Chyba po niezłym występie w turnieju o Puchar Polski za bardzo uwierzyliśmy w siebie. Wróciły stare demony, czyli przede wszystkim brak zaangażowania i współpracy w obronie – narzekał trener Miłoszewski. – Graliśmy bardzo-bardzo źle. Rywal wykorzystał wszystkie nasze braki. 102 punkty stracone w swojej hali w obecnej koszykówce to powód do wstydu. Jest mi wstyd za występ swojego zespołu.

Dzięki poniedziałkowej wygranej Śląsk (10-9) awansował w tabeli Orlen Basket Ligi na siódme miejsce, a mając wygrany dwumecz z Kingiem traci do szczecinian zaledwie punkt.

Walka o miejsce w czołowej szóstce, gwarantujące grę w playoff, w której mogą uczestniczyć też Legia Warszawa i PGE Start Lublin powinna być ozdobą ostatnich tygodni sezonu zasadniczego. Wrocławianie z taką grą jak w poniedziałek mogą myśleć o tym, by zakończyć ją zwycięsko.