Strona główna » 0-16 i rośnie… Śląsk z Cooperem nieco odżył, ale musi zmieniać dalej. Klęska Trefla

0-16 i rośnie… Śląsk z Cooperem nieco odżył, ale musi zmieniać dalej. Klęska Trefla

0 komentarzy
To było naprawdę mocne wejście DJ Coopera – w trakcie pierwszych sześciu minut gry w barwach Śląska Amerykanin, który ma uratować ten sezon wrocławskiego klubu, zaliczył aż 5 asyst. WKS długo walczył z Reggianą, lecz ostatecznie poległ 70:74. Trefl Sopot przegrał już po raz ósmy z rzędu w Eurocup, tym razem bardzo, bardzo wyraźnie z Hapoelem Tel Awiw.

Końca serii porażek polskich drużyn w rozgrywkach EuroCup i Ligi Mistrzów nie widać. Wtorkowe niepowodzenia Trefla i Śląska w starciu z drużynami z Izraela i Włoch były już przegranymi nr 15 i 16 przedstawicieli PLK w tym sezonie. Medaliści poprzednich rozgrywek o mistrzostwo Polski będą mieli jeszcze łącznie tylko 14 szans, by cokolwiek wygrać. Czy wykorzystają jakąkolwiek? To pytanie można sobie nieśmiało zacząć zadawać. Mające mniejsze lub większe problemy drużyny z Wrocławia i Szczecina zagrają jeszcze po dwa razy w FIBA Champions League, a zespół z Sopotu czeka jeszcze 10 meczów w rozgrywkach na bezpośrednim zapleczu Euroligi.

Kibice z Wrocławia, czekając na mecz swojego zespołu w Reggio Emilia, oczekiwali przede wszystkim na debiut DJ Coopera. Amerykanin z wyjątkowo bujną przeszłością po podpisaniu kontraktu z zespołem z Wrocławia jest nadzieją jego szefów na to, że zostanie długo wyczekiwanym rozgrywającym, który rozwiąże większość bolączek drużyny.

Sam początek występów w barwach Śląska okazał się w wykonaniu Coopera piorunujący. Amerykanin wkroczył na boisko w połowie pierwsze kwarty i momentalnie zaczął robić to, co umie najlepiej – kolekcjonować asysty. Po jego podaniach punkty dla gości zdobywali kolejno Daniel Gołębiowski, dwukrotnie Marcel Ponitka i raz Adrian Bogucki. Efekt? Po pierwszej kwarcie Śląsk prowadził 20:17.

Na początku drugiej części gry po asyście Coopera na listę strzelców wpisał się także Adam Waczyński. Amerykanin w ciągu niespełna sześciu minut zaliczył aż pięć decydujących podań.

Niespodzianki jednak nie było – ani zwycięstwa Śląska, ani równej postawy na tak wysokim poziomie Coopera do końca meczu. Najnowszy nabytek Śląska nie grał w ostatnich miesiącach w zorganizowaną koszykówkę, więc trudno było od niego oczekiwać świetnego przygotowania fizycznego. Gdy rywale zwrócili na niego baczniejszą uwagę i zaczęli naciskać fizycznie, szczególnie w drugie połowie – miał problemy. Reggiana to zespół, którego znakiem rozpoznawczym jest defensywa. W dużej mierze dzięki niej włoski zespół ostatecznie odniósł trzecie zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Cooper ostatecznie spędził na boisku niespełna 20 minut, a występ zakończył z dorobkiem 6 punktów (2/4 z gry) i 7 asyst. Gdy był na boisku, Śląsk okazał się lepszy od rywali o 3 punkty.

Po raz kolejny fatalnie w krótkiem czasie, który otrzymali od Miodraga Rajkovicia wypadli obaj środkowi Śląska. Reggie Lynch (8 minut) sprawia wrażenie zawodnika pogodzonego z tym, że niebawem w zespole z Wrocławia zabraknie dla niego miejsca nawet na końcu ławki rezerwowych. Uzbierał 3 punkty, 4 zbiórki i 2 straty. Adrian Bogucki grał tylko o dwie minuty dłużej. Swoją postawą nikogo nie przekonał, że Śląsk nie powinien jak najszybciej szukać nowego środkowego. Wymiana Lyncha na innego, bardziej dynamicznego gracza, który były w stanie – korzystając z podań Coopera – atakować kosz wydaje się koniecznością.

Najskuteczniejszym graczem Śląska w Reggio Emilia był Ajdin Penava (14 punktów, 8/9 z wolnych), który wobec anemicznej gry środkowych bierze na siebie coraz większą odpowiedzialność ofensywną. 10 punktów i 8 zbiórek miał Gołębiowski. Wrocławianie mogliby mieć nieco większe szanse sprawienia niespodzianki, gdyby po raz kolejny w tym sezonie nie zawiódł Jeremy Senglin (3 punkty, 1/7 z gry).

Adam Waczyński w ciągu 13 minut zdobył 5 punktów (2/4 z gry), ale widać, że wciąż potrzebuje jeszcze czasu, by odzyskać meczowy rytm. To samo można powiedzieć o Cooperze, więc zbliżająca się przerwa na mecze reprezentacji powinna być dla Śląska bezcenna. W swoim pierwszym występie w barwach WKS nowy amerykański rozgrywający nie wykazywał większego zainteresowania do ambitniejszej walki w obronie. Pytanie czy wynikało to z ograniczeń fizycznych czy z ogólnego nastawiania do gry w defensywie opierającego się na polowaniu na przechwyty pozostaje otwarte.

Nieco więcej prawdy o nowym Śląsku powinniśmy poznać już w najbliższy piątek, gdy Śląsk zagra ostatni mecz ligowy przed przerwą w rozgrywkach PLK. Jego rywalem będzie w Zielonej Górze rozpędzający się ostatnio Zastal.

Zdecydowanie mniej emocji od meczu Śląska przyniosło wtorkowe starcie Trefla w EuroCup. Mistrzowie Polski przyzwyczaili kibiców do kolejnych porażek w tych rozgrywkach, lecz w pierwszych siedmiu meczach nawiązywali walkę z rywalami. Przegrywali je średnio różnicą „tylko” 7.5 punktu. Tym razem w starciu z Haopelem Tel Awiw nie mieli najmniejszych szans – polegli aż 64:93 i właściwie ten wynik mówi o przebiegu walki wszystko.

Najlepszym strzelcem Trefla był Jakub Schenk (17 punktów, 9/9 z wolnych). Podopieczni Żana Tabaka trafili tylko 6 z 28 rzutów za 3, wobec braku Geoffreya Groselle’a wyraźnie przegrali walkę o zbiórki (29:39) i zanotowali więcej strat (17) niż asyst (13).

W trzech ostatnich meczach – dwóch w EuroCup i z Anwilem w PLK – Trefl stracił aż 301 punktów, choć do rozstrzygnięcia ich wyników nie była konieczna żadna dogrywka. Łącznie zespół z Sopotu okazał się w nich słabszy w od rywali aż o 65 punktów. Szansę na przełamanie Trefl będzie miał w sobotę, gdy podejmie MKS Dąbrowa Górnicza.