Strona główna » Skoro w PLK ma być pięciu potentatów, to kto poprowadzi peleton? Krótka lista kandydatów
PLK

Skoro w PLK ma być pięciu potentatów, to kto poprowadzi peleton? Krótka lista kandydatów

0 komentarzy
Anwil, King, Legia, Śląsk i Trefl – tak, przynajmniej na papierze, w kolejnym sezonie może wyglądać czołówka Orlen Basket Ligi. Kolejność? Alfabetyczna! Na koniec sezonu zasadniczego po raz pierwszy doczekamy się fazy playin, w której drużyny z miejsc 7-10 będą walczyły o dwie ostatnie przepustki do playoff. Kto z pozostałych ekip PLK ma największe szanse, by oprócz potentatów zameldować się w Top6?

Anwil, King, Legia, Śląsk i Trefl to kluby, które będą grały w rozgrywkach europejskich, a przed pierwszym meczem ich szefowie mniej lub bardziej stanowczo powinni mówić o medalowych aspiracjach. To też kluby, które latem było stać na kontraktowanie topowych Polaków, co jest wyznacznikiem zasobności portfela.

Faza playin zostanie rozegrana w dniach 10 i 12 maja 2025 roku. Będzie niezła nerwówka, bo faktyczna walka o medale ruszy już chwilę później – 14 maja. Kto oprócz pięciu ligowych potentatów ma największe szanse, by jej uniknąć?

Artur Gronek ma w ręku najsilniejsze karty

Trochę nieoczekiwanie na największego kandydata na szóstą siłę PLK wyrosła Arka Gdynia. Klub z Trójmiasta, po chudym sezonie, poświęconym – przynajmniej w teorii – na rozwój młodzieży, wydał latem na transfery znacznie więcej niż przed rokiem. Ten zespół bez wątpienia ma w składzie wystarczająco wiele jakości, by myśleć o bezpośrednim awansie do playoff. To może być najmocniejszy skład, jakim dysponował w ostatnich latach Artur Gronek – trener, który z zasady od lat ze swoimi drużynami w playoff się nie melduje. Żadnej wymówki w przypadku kolejnego braku awansu miał nie będzie.

Jabril Durham, Łukasz Kolenda, Jakub Garbacz, Bryce Douvier i Stefan Djordjević, czyli potencjalna pierwsza piątka Arki wygląda na wystarczająco fizyczną i utalentowaną, by napsuć krwi także ligowym faworytom. Są w niej strzelcy (Garbacz, Douvier), są gracze imponujący grą 1 na 1 (Kolenda), są także potrafiący grać bardzo zespołowo (Durham) i twardo (Djordjević). Patrząc na to, jak świetnie w Lublinie odnalazł się u trenera Gronka w poprzednim sezonie Durham, można być w miarę pewnym, że ofensywnie Arka będzie wyglądać naprawdę dobrze.

Miejsca na ławce zajmą Adam Hrycaniuk, Daniel Szymkiewicz, Grzegorz Kamiński, Jakub Szumert, Wiktor Sewioł i Joel Ćwik. Też solidny zestaw. Mamy tu młodość, atletyzm, ale także masę doświadczenia. Jeśli założymy, że trener Gronek nie będzie – co oczywiste – rotował piątkami, to właściwie każdy z tych rezerwowych może dać ciekawe minuty w określonej roli.

Groźniejsze Dziki i uśmiech na twarzach kibiców ze Słupska

Jeśli jednak w drużynie prowadzonej przez asystenta Igora Milicicia z reprezentacji Polski znów coś nie zagra? Kto, jeśli nie Arka?

Dziki? Czarni? A może jeszcze także i Spójnia – która jeszcze przecież nie powiedziała ostatniego słowa, jeśli chodzi o transfery? Ten ostatni klub, sensacyjny półfinalista poprzedniego sezonu, był jednak tak mało aktywny na rynku wolnych, polskich agentów, że musi liczyć na to, iż zawodników zagranicznych (zwłaszcza obwodowych) wybierze co najmniej równie dobrze jak przed rokiem. Tylko przy wypełnieniu tego założenia będzie miał realne szanse, by zachować miejsce w szeroko rozumianej ligowej czołówce.

Obecnie więcej jesteśmy w stanie powiedzieć o składach ekip z Warszawy i Słupska.

Dziki pod względem jakości na pewno poprawiły latem skład. Większość ligowych trenerów może zazdrościć Krzysztofowi Szablowskiemu komfortowych treningów – ma aż 13 zawodników do dyspozycji. Piątka Rickey McGill, Mateusz Szlachetka, Janari Joesaar, Denzel Anderson i Nick McGlynn wygląda na taką, która ma sportowo naprawdę wiele sensu. Szczególnie, przy założeniu, że dwóch pierwszych będzie generowało przewagi w akcjach 1 na 1 i 2 na 2.

Czarni z kolei może i nie imponują głębią składu, lecz wyjściową piątkę mogą złożyć chyba jeszcze ciekawszą od Dzików. Ustawienie Loren Jackson, Alex Stein, Mateusz Dziemba, Quincy Ford i Manny Bates przypomina w dużej mierze Czarnych sprzed trzech lat. Tak, właśnie z tamtego sezonu, gdy ekipa trenera Mantasa Cesnauskisa tuż po powrocie do PLK w niezapomnianym stylu wygrywała rundę zasadniczą. Oczyma wyobraźni widzimy uśmiech pojawiający się na twarzach kibiców ze Słupska, gdy czytają te słowa.

Kompletnie się mu nie dziwimy! W dwóch poprzednich, niespecjalnie udanych sezonach, Czarni cierpieli także z tego powodu, że ich podstawowi gracze obwodowi nieszczególnie imponowali doświadczeniem. Jackson i Stein to już jednak sprawdzeni w europejskiej koszykówce gracze. Nerwowych ruchów kadrowych na obwodzie w składzie zespołu ze Słupska w trakcie sezonu być nie powinno.

Póki co jednak – przynajmniej przed pierwszymi, przedsezonowymi sparingami – to jednak w Arce widzimy najpoważniejszego kandydata do zajęcia w tabeli miejsca tuż za ligowymi potentatami. Albo i wśród nich? Przecież tych najsilniejszych i najbogatszych też będą w trakcie wielu miesięcy walki w sezonie zasadniczym dopadać mniej lub bardziej niespodziewanie problemy.